Za nami niezwykle ciekawy weekend z Ligą Futbolu Amerykańskiego. Po nim wiemy już kto za niespełna dwa tygodnie wystąpi w meczu o złoto Ligi Rozwojowej, a także jakie drużyny wyłaniają się na faworytów swoich grup w rozgrywkach JLFA.

LFA9

Święci Częstochowa 6 – 46 Kraków Kings B

Jako pierwsi w finale “dziewiątek” zameldowali się w sobotę Kraków Kings B, którzy – patrząc tylko na wynik – rozegrali najłatwiejszy mecz w tym sezonie, bez najmniejszych problemów odprawiając z kwitkiem Świętych Częstochowa. Już po pierwszej kwarcie Królowie prowadzili 14:0 dzięki przyłożeniom Łukasza Donata i Szymona Lorenca oraz dwupunktowemu podwyższeniu Tomasza Skowrońskiego. W drugiej części meczu Mateusz Wiecheć niemal w pojedynkę praktycznie całkowicie pozbawił częstochowian nadziei na udział w finale. Utalentowany rozgrywający krakowskiej ekipy popisał się trzema przyłożeniami po solowych akcjach biegowych, co sprawiło, że Kings B do szatni schodzili z prowadzeniem 32:0.

W trzeciej kwarcie Świętym udało się co prawda zaliczyć touchdown, lecz udana akcja punktowa Damiana Belicy była zaledwie na otarcie łez. Nie udało się podwyższyć, natomiast Królowie drugiej połowie wbili częstochowianom kolejnych 14 punktów. Najpierw drugie przyłożenie, tym razem po akcji powrotnej po wykopie zanotował Szymon Lorenc, a następnie na listę punktujących po raz czwarty sobotniego popołudnia wpisał się Mateusz Wiecheć. Quarterback krakowian miał także udział przy akcji, która ustaliła rezultat na 46:6 dla gości. To po jego podaniu dwa “oczka” do dorobku Królów dołożył Paweł Woźniak.

Białe Lwy Gdańsk 34 – 15 Jaguars Kąty Wrocławskie

W niedzielę do rywalizacji przystąpiły w Gdańsku tamtejsze Białe Lwy oraz Jaguars Kąty Wrocławskie. Już pierwsza seria ofensywna przyjezdnych zakończyła się przyłożeniem po 34-jardowej akcji biegowej rozgrywającego Aleksandra Dądy i jednopunktowym podwyższeniem, lecz były to zaledwie miłe złego początki. Jeszcze w tej samej części pojedynku touchdown padł również łupem gdańszczan, a dokładnie jednej z ich największych gwiazd, running backa Krzysztofa Szlagowskiego, który swój kilkunastojardowy bieg zakończył w polu punktowym. Co więcej, Jakub Osowicki zdołał podwyższyć za dwa “oczka” i to Białe Lwy wyszły w pierwszej kwarcie na prowadzenie, którego nie oddały już do końcowego gwizdka. Tuż po zmianie stron 4-jardowa akcja Szlagowskiego zakończyła się kolejnym przyłożeniem. Tym razem Osowicki został zatrzymany przy próbie podwyższenia, lecz gospodarze prowadzili już 14:7. Zawodnik ten zrehabilitował się jednak w końcówce drugiej kwarty, notując touchdown po krótkim biegu. W roli podwyższającego za dwa punkty odnalazł się natomiast Krzysztof Szlagowski i na tablicy widniało już 22:7.

W trzeciej kwarcie podopieczni Mike’a Ricciego nie zamierzali odpuszczać, czego skutkiem było przyłożenie biegowe Jakuba Kłosowskiego. Jaguary musiały odrabiać straty za wszelką cenę, przez co decydowali się na podejmowanie coraz większego ryzyka. Działało to jak woda na młyn dla gdańszczan, którzy bezlitośnie to wykorzystali. Ekipa z Dolnego Śląska zdecydowała się na grę w czwartej próbie i Aleksandra Dądy udało się przechwycić Tomaszowi Kabatowi. Nie minęło wiele czasu, a Białe Lwy dołożyły do swojego dorobku kolejny touchdown autorstwa Jakuba Osowickiego po 44-jardowym biegu. Na początku ostatniej części gry gościom udało się zmniejszyć straty dzięki przyłożeniu Stanisława Werstlera po akcji podaniowej i dwupunktowemu podwyższeniu biegowemu Kamila Grabowskiego, jednak do końca spotkania było zdecydowanie za mało czasu, by odmienić jego losy. W gdańskiej defensywie błysnął jeszcze Bartosz Juchniewicz, notując interception, a ostatnie minuty przebiegały w bardzo nerwowej atmosferze, czego skutkiem były wykluczenia dla zawodników reprezentujących oba kluby. Ostatecznie do końca kibice nie oglądali już akcji punktowych i mogli cieszyć się z wygranej Białych Lwów Gdańsk 34:15, co dało im przepustkę do starcia finałowego rozgrywek LFA9.

JLFA

Miners Wałbrzych 0 – 38 Panthers Wrocław

W miniony weekend oglądaliśmy także aż trzy starcia w lidze juniorskiej. W sobotę sezon zainaugurowali młodzi gracze Panthers Wrocław, którzy przyjechali do Wałbrzycha na starcie z tamtejszymi Miners. Górnicy mieli już za sobą debiut w rozgrywkach JLFA, jednak nie wspominają go miło, bowiem w Poznaniu ulegli Patriotom aż 0:22. W domowym starciu z juniorami wicemistrzów Polski było jednak jeszcze trudniej. Prowadzenie gościom dał Paweł Łyszczarz, a po chwili na 12:0 dla Panter podwyższył Rafał Pawłucki. Wrocławianie szli za ciosem i udało im się przechwycić kickoff. Nie minęło wiele czasu i Mateusz Wojakiewicz także zapisał się na listę punktujących, a za dwa “oczka” podwyższył Maurycy Borkowski. Druga połowa to dalszy festiwal ofensywnej gry wrocławian, zwieńczony dwom przyłożeniami Jakuba Kolędy. Końcowy wynik na 38:0 dla Panthers Wrocław ustalił Maurycy Borkowski. Podopieczni Jakuba Samela już w najbliższą sobotę rozegrają pierwsze domowe starcie w lidze juniorskiej, a ich rywalem będą Patrioci Poznań.

Angels Toruń 12 – 32 AZS UWM Olsztyn Lakers

Niezwykle ciekawie zapowiada się rywalizacja w grupie A, gdzie na starcie sezonu dość niespodziewanie juniorzy najsłabszego zespołu LFA1 pokonali młodych graczy mistrzów Polski. W drugiej kolejce jednak i Angels Toruń znaleźli swojego pogromcę. Zostali nimi rozpoczynający dopiero sezon JLFA futboliści AZS UWM Olsztyn Lakers. Jeziorowcy tym samym zostali faworytem do awansu z pierwszego miejsca w stawce. Mimo gry na wyjeździe nie mieli oni większych problemów z uporaniem się z toruńskimi Aniołami, których pokonali 32:12. Teraz przed ekipą z Warmii kolejny poważny sprawdzian aktualnej formy. W najbliższą niedzielę do Olsztyna zawitają bowiem juniorzy Lowlanders Białystok.

Tychy Falcons 0 – 44 Bielawa Owls

Bielawskie Sowy mają już za sobą połowę sezonu zasadniczego JLFA, przez który brną jak dotąd w imponującym stylu. Tegoroczną kampanię rozpoczęli oni od pokonania 50:6 Kraków Kings, a w minioną niedzielę stawili się w Tychach na potyczce z Falcons. Ponownie rywal stanowił tylko tło dla poczynań młodych Sów, które po pierwszej połowie prowadziły 28:0. W czwartej kwarcie udało im się wprowadzić w życie “mercy rule”, po której dołożyli jeszcze kolejne punkty, co finalnie dało rezultat 44:0 i spokojne prowadzenie w grupie. Teraz przed Owls nieco więcej odpoczynku, natomiast tyskie Sokoły w niedzielę wystąpią w Krakowie przeciwko młodym zawodnikom Kings. Będzie to najprawdopodobniej mecz o drugie miejsce w grupie, które także może dać awans do fazy play-off.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Jacek Stańczak