Za trzy dni w Zielonej Górze będziemy świadkami meczu finałowego na zapleczu LFA1. Miejscowa Wataha zmierzy się już po raz trzeci w tym sezonie z Towers Opole. Zwycięzca tego starcia zapewni sobie nie tylko mistrzostwo LFA2, ale przede wszystkim awans do krajowej elity.

Wataha Zielona Góra zapewniła sobie finał przed własną publicznością dzięki najwyższemu rozstawieniu. Podopieczni trenera Krystiana Wójcika podchodzą do decydującego meczu nie zaznawszy porażki, a swoją dominację potwierdzili również w sobotnim półfinale, gdzie mierzyli się z Green Ducks Radom – drugą drużyną w tabeli grupy A. Już po pierwszej kwarcie zielonogórzanie prowadzili 16:0 dzięki przyłożeniom biegowym Krystiana Wójcika i Miłosza Krysika. Ten drugi, tak jak Aurelian Amrogowicz zanotował również dwupunktowe podwyższenie. Amrogowicz dołożył touchdown także po zmianie stron. W drugiej kwarcie dwukrotnie w polu punktowym zameldował się też rozgrywający Patryk Wójcik, dzięki czemu na przerwę Wataha zeszła z prowadzeniem 36:0. W drugiej połowie punktowali Miłosz Krysik oraz Łukasz Gembara, a wynik podwyższeniem na 50:0 ustalił Rafał Kilinkiewicz.

Staraliśmy się udowodnić, że ten perfect season jest dowodem, jak dobrze potrafimy grać. Starcie z Green Ducks było dla nas trochę zagadkowe dlatego że nie graliśmy z nimi bardzo dawno. Ale to my byliśmy faworytami, byliśmy przekonani o swojej przewadze i patrząc na wynik chyba to udowodniliśmy. W finale jednak dotychczasowe wyniki nie mają znaczenia, kasujemy to z pamięci. Nie ma rewanżu, o mistrzostwie zadecyduje ten jeden mecz, na pewno odpowiednio się do niego przygotujemy – powiedział po tym starciu Tomasz Pasiuk, zawodnik oraz prezes Watahy.

Ekipa z Zielonej Góry w finale podejmie Towers Opole, którzy nie mieli tak łatwej przeprawy w starciu półfinałowym. Podopieczni Tima Bishopa grali w Lublinie z tamtejszymi Tytanami i już pierwsza seria ofensywna przyniosła im touchdown największej gwiazdy zespołu, Jana Szweja. Nie minęło wiele czasu a solowa akcja rozgrywającego Konrada Rodaka podwyższyła przewagę gości. Kiedy w drugiej kwarcie quarterback Wież po raz drugi zameldował się w polu punktowym, a biegiem na 20:0 dla opolan podwyższył Szwej wydawało się, że Towers będą mogli spokojnie kontrolować przebieg tego pojedynku. Odrabianie strat po stronie gospodarzy rozpoczął jednak 32-jardowym biegiem Mateusz Majewski – rozgrywający Tytanów. Na przerwę lublinianie zeszli przegrywając już tylko 14:20. Kolejny touchdown Jana Szweja z początku trzeciej kwarty wprowadził zbyt wiele rozluźnienia w szeregach Towers, co zemściło się już po chwili, kiedy efektowną akcję powrotną po kickoffie zaprezentował Patryk Źrubek. W tej samej części meczu opolanie dopuścili się kolejnego poważnego błędu, jakim było podanie wprost w ręce Rafała Chamery, dzięki któremu Tytani szybko wrócili do ataku i jeszcze w tej kwarcie dzięki biegowi Artura Czarnika i czwartemu celnemu kopnięciu Macieja Marca po raz pierwszy w tym meczu wyszli na prowadzenie 28:26. Było to zimnym prysznicem dla Wież, które nie po raz pierwszy w tym sezonie były zmuszone odrabiać straty. Ponownie sztuka ta udała się perfekcyjnie, bowiem w ostatnich 12 minutach punktowali już tylko gracze prowadzeni przez Tima Bishopa, co pozwoliło im na świętowanie awansu do wielkiego finału LFA2 dzięki triumfowi w Lublinie 41:28.

Wielka szkoda, bardzo mocno przepracowaliśmy ten sezon. Mocno weszliśmy w drugą połowę, udało nam się nawet objąć prowadzenie, ale ofensywa z Opola pokazała jednak, że są oni od nas lepsi – ocenił to starcie Artur Czarnik, running back Tytanów Lublin.

Finał LFA2 zostanie rozegrany w najbliższą sobotę 4 sierpnia na stadionie futbolowym w Zielonej Górze przy ulicy Botanicznej 66. Pierwszy gwizdek starcia Watahy z Towers Opole zaplanowano na godzinę 13:00. Wstęp na to starcie będzie wolny, przeprowadzona zostanie z niego także transmisja internetowa, do której link podamy w najbliższych dniach. Klikając TUTAJ znaleźć można natomiast link do wydarzenia na facebooku. Będzie to już trzecia tegoroczna potyczka tych ekip. Dwie poprzednie wygrali futboliści z Zielonej góry, triumfując najpierw na wyjeździe pod koniec maja 42:30, a siedem tygodni później na własnym terenie 60:20.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Joanna Pasiuk
Grafika: Lunatic Agency