Już tylko pięć dni dzieli nas od wielkiego finału Ligi Futbolu Amerykańskiego. Jako pierwsi udział w Polish Bowl XIII zapewnili sobie zawodnicy Lowlanders Białystok, co jest dla Ludzi z Nizin największym osiągnięciem w historii klubu.

Po ogłoszeniu głośnych przedsezonowych transferów wielu kibiców poczuło, że to dla ekipy z Podlasia może być “ten sezon”. Przez trzy wcześniejsze lata Lowlanders kończyli ligową rywalizację na półfinale, co z jednej strony pokazywało ich miejsce w krajowej czołówce, lecz z drugiej potwierdzało tezę, że do grona finalistów wciąż brakuje im umiejętności. Dzięki cenionym w Polsce futbolistom jak Marcin Kaim, Daniel Tarnawski, Mateusz Dzioban, Bartłomiej Struss, Bartłomiej Sikora i Konrad Mariański na “Dzikim Wschodzie” udało się znacząco wzmocnić drużynę. Nie oznaczało to jednak całkowitej kadrowej rewolucji. W Białymstoku w dużym stopniu postawiono także na stabilizację. Mimo odpadnięcia w półfinale Topligi, postanowiono przedłużyć współpracę z trenerem Johnem Douglasem Harperem. Przedłużono także kontrakty z filarami zespołu z roku 2017, takimi jak Bartłomiej Trubaj, Mateusz Szczęk oraz przede wszystkim Mikołaj Pawlaczyk, którego wkład w grę uczestników Polish Bowl XIII jest nieoceniony. Nie można także zapominać o zawodnikach zza Oceanu, z których na Podlasiu są niezwykle zadowoleni. Z każdym kolejnym meczem “rozkręcała” się ofensywa Lowlanders dyrygowana przez Ryana Kasdorfa, natomiast już od startu sezonu liderem drugiej linii obrony jest Zachary Blair, który świetnie pasuje do przydomka zespołu “Beast from the East”.

21 lipca historia zatoczy koło. To właśnie na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu Ludzie z Nizin rozpoczynali bowiem tegoroczny sezon. 17 marca przy śnieżnej aurze Lowlanders nawiązali zaciętą walkę z mistrzami Polski, lecz po przerwie opadli nieco z sił, przegrywając ostatecznie 13:37. Swoje finałowe aspiracje białostoczanie potwierdzili tydzień później na własnym terenie, kiedy postawili się wicemistrzom z Gdyni. Pojedynku tego nie udało się jednak również wygrać. Zadecydowało celne kopnięcie z pola Przemysława Portalskiego z ostatniej akcji meczu, co oznaczało porażkę 15:18. Rozpoczęcie sezonu od dwóch przegranych na pewno nie mogło wpłynąć dobrze na zawodników, którzy byli jednak świadomi z jak mocnymi rywalami przyszło im się mierzyć. W poprawie nastrojów pomógł niewątpliwie terminarz, który jako trzeci mecz ligowy Lowlanders w roku 2018 wyznaczył potyczkę w Wyszkowie. Rhinos nie mieli nic do powiedzenia przeciwko zmotywowanym do wywalczenia pierwszego triumfu Ludziom z Nizin. Osłabione odejściem amerykańskich zawodników Nosorożce przegrały wyraźnie, aż 0:55. Rozpoczęło to serię czterech kolejnych zwycięstw podopiecznych Johna Douglasa Harpera. Po Wyszkowie ekipę z Podlasia czekał znacznie dalszy wyjazd do Tychów, gdzie bez większych kłopotów udało się uporać z Falcons wynikiem 37:12. Drugi międzygrupowy pojedynek Lowlanders przyniósł jeszcze większy festiwal ofensywy. Ogromna presja na Luke’u Zetazate pozwoliła wygrać w Białymstoku z AZS UWM Olsztyn Lakers aż 58:0. Rewanż ze śląskimi Sokołami także okazał się sukcesem. Osłabieni brakiem wielu kluczowych graczy i w bardzo wąskim, niespełna 30-osobowym składzie Falcons nie byli w stanie nawiązać w dłuższej perspektywie wyrównanej walki z “Podlaskimi Łobuzami”, co wyraźnie pokazuje wynik tego starcia – 48:14. Największa weryfikacja pracy włożonej na treningach przyszła dla zawodników z Białegostoku w czerwcu. Już drugiego dnia tego miesiąca na Podlasie zawitali gracze Panthers. Wielu kibiców liczyło, że Lowlanders będą w stanie przeciwstawić się atakowi prowadzonemu przez Tima Morovicka i – co ciekawe – tak właśnie było, jednak ponownie tylko przez pół spotkania. Po spektakularnej pierwszej połowie, jakie nieczęsto ogląda się na naszych boiskach, po powrocie z szatni obrońcy tytułu nie pozostawili już złudzeń rywalom. 27:62 boli nawet w meczu z dwukrotnym mistrzem Polski, dlatego do ostatniego meczu sezonu zasadniczego zespół z Białegostoku przystąpił jeszcze bardziej zmotywowany. Zimny prysznic od Panthers okazał się pomocny i w ostatniej chwili, dzięki okazałemu triumfowi 26:7 w Gdyni, to Lowlanders zapewnili sobie bezpośredni awans do półfinału, spychając Seahawks na trzecie miejsce w tabeli grupy A LFA1 i skazując ich na walkę o “dziką kartę”.

Między potyczką nad morzem, a pojedynkiem z Seahawks u siebie, gracze prowadzeni przez Johna Douglasa Harpera mieli niemal miesiąc przerwy, co wcale nie uśpiło czujności, a dało szansę na wyleczenie drobnych urazów, odpoczynek i dopracowanie zagrywek. I jak okazało się w ostatnią sobotę – plan został wykonany perfekcyjnie, choć początek meczu nie napawał białostockich fanów optymizmem. Ulewny deszcz ograniczał warianty gry podaniowej, Mikołaj Pawlaczyk miał problemy z przebijaniem się przez obronę gdynian, a w dodatku na prowadzenie jako pierwsi wyszli goście za sprawą Jakuba Mazana. Wielu pomyśleć już mogło, że Ludziom z Nizin przypominają się koszmary z poprzednich lat, gdyż zauważyć trzeba, że Lowlanders w trzech ostatnich sezonach w meczu półfinałowym trafiali na Seahawks i żadnego z tych pojedynków nie udało się wygrać. Po przyłożeniu Ryana Kasdorfa i nieudanym podwyższeniu mogło to ostatecznie przypomnieć potyczkę z 2016 roku, kiedy walczący o finał na Stadionie Miejskim w Białymstoku Lowlanders ulegli Seahawks w półfinale jednym punktem (13:14). Po powrocie z szatni zespół z Podlasia zrobił więc wszystko, by nie pozostawiać tego rozstrzygnięcia do końcówki meczu i choć gospodarze przegrywali już 12:16, udało się w znakomitym stylu odrobić straty z nawiązką. Najpierw w końcówce trzeciej kwarty w endzone zameldował się Ryan Kasdorf, po zmianie stron uczynił to ponownie, a przyłożenie potwierdzające przewagę białostoczan zanotował Mikołaj Pawlaczyk. Dwupunktowe podwyższenie Tomasza Zubryckiego wprawiło w ekstazę miejscowych kibiców, którzy byli już niemal pewni, że sen o Polish Bowl spełni się właśnie w tym sezonie. Ostatecznie gospodarze wygrali to spotkanie 33:16.

Lowlanders Białystok na przestrzeni ostatnich czterech miesięcy udowodnili, że naprawdę zasługują na grę w meczu decydującym o mistrzostwie Polski i zrobią wszystko, by ten najlepszy sezon ukoronować krajowym trofeum. I tak są już w ogromnym stopniu wygrani, ponieważ notują najlepszy sezon w historii, lecz nikt nie zadowoli się srebrem. “Podlaskie Łobuzy” chcą namieszać w polskim futbolu i odebrać mistrzostwo Panthers, w dodatku na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu.

Polish Bowl XIII odbędzie się 21 lipca w stolicy Dolnego Śląska na najlepszym w Europie obiekcie dedykowanym rozgrywaniu meczów futbolowych – Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu. Widowiskowa ceremonia otwarcia finału Ligi Futbolu Amerykańskiego rozpocznie się po godzinie 18:00, lecz już od 15:00 wokół stadionu będzie można korzystać z darmowych atrakcji dla najmłodszych, nabyć futbolowe gadżety, czy skorzystać z bogatej oferty stoisk gastronomicznych. Bilety w cenie od 15 do 35 złotych są już dostępne w sprzedaży internetowej pod TYM LINKIEM.

Dziennikarzy zachęcamy natomiast do składania wniosków akredytacyjnych na Polish Bowl XIII, które można znaleźć klikając TUTAJ.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Jacek Stańczak