Przed futbolowymi kibicami niezwykle emocjonujący weekend. 14 lipca poznamy kluby, które tydzień później zmierzą się w Polish Bowl XIII – Finale Ligi Futbolu Amerykańskiego. Nie można jednak zapominać także o rozgrywkach Ligi Rozwojowej, gdzie będziemy świadkami trzech starć.

Sobota, 14 lipca, godzina 12:00
LFA9
Jaguars Kąty Wrocławskie – Grizzlies Gorzów Wielkopolski

Sobotnie zmagania rozpoczną się na Dolnym Śląsku, gdzie Jaguary swój sezon LFA9 zainaugurują pojedynkiem z Grizzlies. Zespół z Kątów Wrocławskich ma spore ambicje i liczy w tym roku na pokazanie się z jak najlepszej strony. Pierwsza weryfikacja obecnej formy przyjdzie w ten weekend. Jeśli gospodarze zdołają przekonująco zwyciężyć nad Niedźwiedziami Grizzly, da im to nadzieje nawet na wygranie grupy A. Drugim z ich rywali na zachodzie kraju są Cougars Szczecin, którzy będą mieli okazję podpatrywać ligowego rywala. W przypadku triumfu gości z Gorzowa, szczecinianie staną się bowiem wielkim faworytem do udziału w fazie play-off. Należy bowiem przypomnieć, że na początku lipca Kuguary wygrały z Grizzlies aż 36:6.

Gorzowianie będą zatem chcieli zatrzeć nie najlepsze wrażenie po inauguracji sezonu “dziewiątek”. Dali się zdominować Cougars i są świadomi, że bez poprawy gry, w Kątach Wrocławskich również nie będą mogli liczyć na zdobycz punktową. Jaguars to spora niewiadoma, klub który na pewien czas zniknął z futbolowej mapy Polski i dopiero w sobotę przekonamy się, czy faktycznie udało im się odbudować drużynę. Mają w tym pomóc “posiłki” z dawnej Topligi, czyli zespołu Outlaws Wrocław na czele z trenerem Pawłem Kaźmierczakiem. Niezwykle trudno wskazać tu faworyta, co zapowiada nam ciekawe widowisko.

Sobota, 14 lipca, godzina 13:00
LFA1
Lowlanders Białystok – Seahawks Gdynia

Pojedynki białostocko-gdyńskie to już półfinałowa tradycja, która – co w tym wszystkim najlepsze – z roku na rok coraz bardziej emocjonuje kibiców. W tym roku Lowlanders potrafili z Seahawks zarówno przegrać na oczach własnych kibiców, jak i efektownie triumfować na wyjeździe. Czwarty z rzędu półfinał w którym naprzeciw siebie staną Ludzie z Nizin i Jastrzębie, to wystarczające zaproszenie do obejrzenia tego meczu. Zespół z Podlasia stoi przed historyczną szansą udziału w Polish Bowl XIII i w Białymstoku już od dłuższego powtarzają formułkę “jak nie teraz, to nigdy”. Jeszcze nigdy bowiem Ludziom z Nizin nie dawano tak dużych szans na pokonanie Seahawks Gdynia. Przez lata zespół odpadał na ostatniej prostej sezonu, lecz jak podkreślają, nie przyzwyczaiło ich to do przegrywania w półfinale, a pozwoliło nabrać niezbędnego doświadczenia, którego w decydujących momentach sezonu brakowało w poprzednich latach.

Mieliśmy ostatnio dużo więcej czasu na przygotowania i mogliśmy trochę inaczej zaplanować plan treningowy. Tydzień przerwy dla wszystkich, następnie analiza rywala w meczu z Sharks, zgrupowanie, inny układ treningów i więcej gry opartej na scenariuszach boiskowych. Do tego przyjechał do nas konsultant, z którym mieliśmy wcześniej kontakt tylko online. Niestety obowiązki służbowe nie pozwalały mu na przyjazd, więc w tym kluczowym okresie jest to dla nas bardzo duże wzmocnienie. Można powiedzieć, że z Seahawks znamy się jak “łyse konie” i mimo tego, że wiemy o sobie dużo, każda ze stron przygotowuje zapewne coś specjalnego. Jednak nie da się w kilka tygodni zmienić taktyki diametralnie, by samemu sobie krzywdy nie zrobić. Seahawks to jest wieloletnie doświadczenie w meczach o stawkę, mają dobry sztab trenerski oraz zawodników, którzy niejedno na boiskach widzieli. O ile w 2016 roku byliśmy blisko finału, to tam brakowało nam jednak tego doświadczenia. Mniej dyscypliny, boiskowego cwaniactwa, umiejętności, a co najważniejsze trenera, który by potrafił podejmować odpowiednie decyzje. Teraz jest zupełnie inaczej. Wiemy ile jesteśmy warci i już nie użalamy się nad sobą i nie szukamy winnych wokół. To jest ta dojrzałość, której zawsze nam brakowało. Podsumowując, robimy swoje i jako drużyna walczymy o naszą bajkę, bo jeśli widzieliście nasz film z kwietnia, to właśnie finał Polish Bowl jest naszą bajką – mówi Piotr Morko, prezes Lowlanders Białystok.

Seahawks na ostatnie pięć spotkań wygrali tylko dwa. To już jednak historia, faza play-off rządzi się swoimi prawami i nikt nie będzie pamiętał stylu gry Jastrzębi z poprzednich meczów, jeśli uda im się osiągnąć piąty z rzędu finał krajowych rozgrywek. Podopieczni Macieja Cetnerowskiego wiedzą, że w ostatnim starciu z Lowlanders nie udowodnili, że zasługują na Polish Bowl XIII, dlatego sobotnie starcie będzie miało zupełnie inny wymiar. Tutaj nie będzie już miejsca na potknięcie. Zasada jest jedna – wygrać może tylko jeden, a dla drugiego sezon definitywnie się zakończy. Jastrzębie mają “w nogach” o trzy mecze więcej od rywali, co zapewne nie pozostanie bez znaczenia. Oprócz dwóch starć na arenie międzynarodowej, Seahawks byli bowiem zmuszeni do występu w “rundzie dzikich kart”, gdzie jednak bez większych problemów uporali się z Warsaw Sharks 41:0. Na Podlasiu na pewno nie będzie tak łatwo. Lowlanders w połowie czerwca w Gdyni pokazali na ile ich stać i udowodnili swoje finałowe aspiracje. Za ekipą znad morza przemawia na pewno doświadczenie, co jednak może okazać się za małym argumentem przy twardej obronie i coraz skuteczniejszym ataku Ludzi z Nizin. Seahawks w sobotę mają na pewno wiele do udowodnienia – wielu kibiców uważa, że ich finałowa seria zakończy się w tym roku i w Gdyni zamierzają zamknąć usta niedowiarkom.

– Mecze z Białymstokiem zawsze są ciężkie, historia półfinałów również to pokazuje. Spodziewamy się kolejnego trudnego spotkania, tym bardziej że gramy na wyjeździe. Ostatnie tygodnie nie były dla nas łatwe, podczas naszego “maratonu” rozegraliśmy cztery mecze, z czego trzy przegraliśmy, a jeden wygraliśmy w kiepskim stylu. Do tego doszło sporo kontuzji podczas meczów i niestety mocno nam się liczba zawodników zmniejszyła. Oczywiście nie ma się co tłumaczyć, sami się na to pisaliśmy i chcieliśmy tego. Po ostatnim naszym spotkaniu z Lowlanders nie mieliśmy dobrych nastrojów, co jest oczywiste, mogliśmy przegrać jeszcze wyżej gdyby nie spora ilość kar u przeciwnika. Nie mniej jednak, jesteśmy drużyną i staramy się trzymać cały czas razem i ciężko pracować. Ostatni mecz z Sharks pewnie wygraliśmy, choć nie było rewelacji. Teraz jest czas na to, żeby pokazać to co najlepsze. Mieliśmy dwa tygodnie żeby poprawić błędy, trochę również odpocząć, co wyszło nam na dobre. Bardzo dobrze przepracowaliśmy ten czas. Mimo braku kilku zawodników, mieliśmy bardzo dobrą frekwencję na treningach, super energię i zaangażowanie. Myślę, że nikogo nie trzeba dodatkowo mobilizować na ten mecz. Wszyscy wiedzą jaka jest stawka, jeżeli przegramy kończyny sezon, a na pewno nie chcemy kończyć rozgrywek na tym poziomie. Naszym celem jest Polish Bowl. Musimy podejść do tego meczu z dużą agresja i skupieniem. Wierzę w każdego w Seahawks, każdy kto będzie na boisku da z siebie 120%. Liczymy też na wsparcie naszych niezastąpionych kibiców, którzy są wszędzie, wierzymy że będziecie z nami również w Białymstoku! Życzę powodzenia Lowlanders, oby obyło się bez kontuzji i do zobaczenia na boisku. Tam się rozstrzygnie wszystko – zapowiada Arkadiusz Cieślok, defensywny liniowy Seahawks Gdynia, który pamięta wszystkie trzy poprzednie półfinały grane przeciwko ekipie z Białegostoku.

Sobota, 14 lipca, godzina 13:00
LFA9
Rzeszów Rockets B – Kraków Kings B

Rzeszowskie Rakiety po udanej inauguracji rozgrywek w Przemyślu nabrały apetytu na udział w półfinale LFA9. Zadanie przed nimi jednak niezwykle trudne, bowiem na ich drodze już w sobotnie popołudnie staną Królowie z Krakowa. Kings B charakteryzują się szerokim składem i świetnym wyszkoleniem, na co już dobrych kilka lat temu postawiono w stolicy Małopolski. Mecz w Rzeszowie pokaże nam nieco układ sił w grupie D, co oczywiście nie oznacza że triumf którejkolwiek z drużyn pozbawi drugą szans na awans do fazy play-off. Po nieudanym sezonie LFA2, gdzie Rockets wygrali tylko dwa mecze, rzeszowscy kibice są na pewno spragnieni zwycięstw, co powinno być dodatkową motywacją gospodarzy sobotniej potyczki.

Kraków Kings B to przede wszystkim grupa zawodników, która poprzez udane występy w “dziewiątkach”, w przyszłym sezonie będzie mogła liczyć na grę wśród krajowej elity. Dla pierwszej drużyny Królów tegoroczny sezon był udany i otarli się oni nawet o półfinał LFA1. Nie inaczej ma być z rezerwami, gdzie także stać krakowian na walkę o najwyższe cele. Mecz w Rzeszowie da trenerom ogrom materiału do analizy przed dalszą częścią rozgrywek i pokaże, czy Kings B można uznać za jednego z faworytów do triumfu w całej Lidze Rozwojowej.

Sobota, 14 lipca, godzina 16:00
LFA1
Panthers Wrocław – Tychy Falcons

Stolicę Dolnego Śląska w kontrowersyjnych okolicznościach kilka tygodni temu opuścili Timothy Morovick i Desmond Cooper. Szczególnie strata tego pierwszego będzie zapewne dotkliwa dla mistrzów Polski, którzy jednak nie załamują rąk i robią po prostu swoje. Cel nie został jednak zmieniony – interesuje ich tylko i wyłącznie obrona tytułu i potyczka z Sokołami ma być ku temu przedostatnim krokiem. Dwukrotnie Panterom udało się już w tym roku zdeklasować tyszan, najpierw na wyjeździe 57:17, a następnie przed własną publicznością 39:0. Pozwala to zatem myśleć, że nawet całkowicie polskim składem, wrocławianie będą w stanie uporać się z ekipą ze Śląska. Faktem jest, że “dzięki” odejściu obu Amerykanów z Panthers, druga potyczka półfinałowa stała się atrakcyjniejsza i dała większe nadzieje na zacięte starcie.

– Niespodziewane odejście naszych dwóch drogich przyjaciół absolutnie nie obniżyło morali zespołu. W tym momencie jesteśmy zmobilizowani i zmotywowani jak nigdy dotąd. Chcemy zapisać się na kartach historii polskiego futbolu amerykańskiego i wygrać fazę play-off w wyłącznie polskim składzie.  Mecz z Amsterdam Crusaders był strzałem w dziesiątkę. Wycieczka do pięknego miasta i sprawdzian dla naszej drużyny w bardzo odpowiednim na to czasie. Mecz był wyrównany i mocno defensywny, jednak powrót ze zwycięstwem na koncie podbudował nas jako drużynę i pokazał, że po prostu możemy to zrobić i obronić tytuł. Po tym, co się niedawno stało, Falcons mogli poczuć że są z nami w stanie teraz wygrać. Zresztą nie tylko oni poczuli szansę na zmianę mistrza Polski. Myślę, że cały nasz polski światek futbolowy po cichu cieszy się z takiego rozwoju wydarzeń. Zapewniam jednak, że plan 5-letniej dominacji Panthers Wrocław nie uległ zmianie. Tak więc jeszcze trochę moi drodzy – deklaruje Wiktor Zięba, wide receiver mistrzów Polski.

Sokoły nie bez trudu wywalczyły awans do półfinału. Do przerwy przegrywali z Kraków Kings, lecz po powrocie z szatni zdołali odwrócić losy pojedynku o “dziką kartę” i wygrać ostatecznie 16:10. W Tychach są świadomi, jaka różnica klas była widoczna w poprzednich potyczkach Falcons z Panthers. Pamiętają jednak także, ile problemów sprawiał śląskiej defensywie Tim Morovick, którego nie zobaczymy w sobotnim starciu. Daje im to nadzieje na równą walkę, jednak nie usypia czujności. To wrocławianie mimo wszystko będą zdecydowanym faworytem, a Sokoły muszą wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, by w ogóle myśleć o udanym meczu.

– Osoby które uważają, że sytuacja w której znaleźli się Panthers osłabiła ich, są w błędzie. Nie dajemy sobie zamydlić tym oczu, każdy wie jak zachowuje się ranne zwierzę, jest rozjuszone, nie ma nic do stracenia i jedyną obroną jest atak! Jestem przekonany, że w sobotę zobaczymy Panthers zdeterminowanych jak nigdy, ale mogę powiedzieć to również o Nas! Jesteśmy najbardziej nieprzewidywalną drużyna w Polsce, raz walczymy jak równy z równym z najlepszymi, a raz drużyna niżej notowana jest w stanie zagrozić naszemu polu punktowemu. Wyciągnęliśmy ile się dało z okresu między ostatnim meczem, a najbliższym półfinałem, frekwencja na treningach jak nigdy wynosiła 100%, było czuć ekscytację oraz pewność siebie, jesteśmy gotowi spojrzeć w oczy Bestii – zapowiada Daniel Jagodziński, ofensywny liniowy Tychy Falcons.

Niedziela, 15 lipca, godzina 14:00
LFA9
Święci Częstochowa – Miners Wałbrzych

Ligową kolejkę zamknie nam niedzielna potyczka w Częstochowie. Klub spod Jasnej Góry nie występował w rozgrywkach ligowych od sezonu 2015 i po tak długiej przerwie wraca już na futbolową mapę Polski nie jako Saints, a Święci. W ich szeregach zobaczymy wielu doświadczonych graczy, których nawet w tym sezonie oglądaliśmy w futbolu jedenastoosobowym w LFA. Twarzą częstochowian będzie bez dwóch zdań Jacek Wróblewski – znakomity running back, który w ubiegłym roku prezentował swoje umiejętności w barwach Tychy Falcons oraz reprezentacji Polski. Zawodnik ten potrafi niemal w pojedynkę odwracać losy meczów, co stanowi ogromny problem dla gości z Dolnego Śląska.

Górnicy z Wałbrzycha są ewenementem na skalę całej Polski. Żaden klub nie grający w “tradycyjnej”, 11-osobowej odmianie futbolu nie potrafi przyciągnąć na trybuny tyle osób co właśnie Miners. W niedzielę nie będą oni mogli jednak liczyć na wielkie wsparcie “własnych ścian”. Zatrzymanie wspomnianego Wróblewskiego powinno okazać się kluczowe w kontekście walki o udaną inaugurację rozgrywek LFA9. Część ich grupowych rywali to właśnie Miners wskazuje za faworyta jedynej czteroosobowej grupy C i Górnikom w niedzielę pozostaje tylko to potwierdzić.

Przypominamy także, że w sprzedaży są już bilety na Polish Bowl XIII. Można je kupić przez internet pod TYM LINKIEM.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Sebastian Stankiewicz