Po raz pierwszy od startu sezonu w połowie marca będziemy w ten weekend świadkami sytuacji, w której ligowa kolejka odbędzie się bez spotkań najwyższego szczebla Ligi Futbolu Amerykańskiego. Kluby LFA1 odpoczywają przed starciami półfinałowymi, a do rozegrania pozostały nam decydujące pojedynki w drugiej lidze i aż trzy potyczki w LFA9.

Sobota, 7 lipca, godzina 11:30
LFA9
Barbarians Koszalin – Białe Lwy Gdańsk

Futbolowy weekend z LFA rozpocznie się bardzo szybko, bo jeszcze przed południem. Drugim w tym sezonie meczem rozgrywek Ligi Rozwojowej, a pierwszym w ramach grupy B, będzie starcie koszalińskich Barbarzyńców z Białymi Lwami z Gdańska. Gospodarze, grający w pobliskim Mielnie, to jedna z największych niewiadomych tegorocznej kampanii. Debiutujący na futbolowej mapie Polski Barbarians liczą na udany początek przed własną publicznością, jednak trzeba przyznać, że zadanie będą mieli oni niezwykle trudne.

Białe Lwy to bowiem ubiegłoroczny brązowy medalista PLFA8, który dysponuje jednym z najszerszych składów w całej lidze “dziewiątek”. Gdańszczanie celują w kolejny medal i pokonanie zespołu z Koszalina ma być dla nich tylko jednym z kilku kroków w tym kierunku. Dobry start sezonu może dać zawodnikom wiele motywacji na dalszą część sezonu, tym bardziej że później czeka ich niemal miesięczna przerwa w grze. Białe Lwy na boiska LFA9 wrócą później bowiem dopiero 5 sierpnia na prestiżowe derbowe starcie z Seahawks Gdynia B.

Sobota, 7 lipca, godzina 13:00
LFA2
Wataha Zielona Góra – Towers Opole

To niekwestionowany hit tej kolejki. Większość spotkań zielonogórzan to istne festiwale ofensywne, a mając w pamięci wynik poprzedniej potyczki Watahy z Towers, należy spodziewać się widowiskowego pojedynku. W Opolu 42:30 triumfowali goście tamtego spotkania, więc podopiecznym Krystiana Wójcika w teorii wystarczyłaby nawet porażka niewielkich rozmiarów, a zespół i tak zakończyłby sezon zasadniczy na pierwszym miejscu w tabeli grupy B LFA2. Nikt jednak z Zielonej Górze nie ma zamiaru myśleć o różnicy małych punktów. Wataha celuje w perfekcyjny sezon i chce, by starcie z Wieżami było pierwszym z trzech do rozegrania w tym roku starć przed własną publicznością. Gdy uda im się zachować pozycję lidera, czeka ich półfinałowa potyczka na zielonogórskim stadionie z Green Ducks Radom – drugą ekipą w stawce grupy A.

Nastawiamy się jak zawsze na zwycięstwo, które jest nam potrzebne, żeby mieć zagwarantowane rozegranie półfinałów i ewentualnego finału na boisku w Zielonej Górze. Chcemy zapewnić atrakcje naszym kibicom, a nam jednocześnie lepsze warunki do rozegrania tych meczów no i docelowo awans. Staramy się nie kalkulować. Z matematycznego punktu widzenia nam wystarczy nawet niewielka porażka, dlatego, że decyduje bilans punktów w dwumeczu, ale my staramy się wygrać. Nie ukrywam, że naszym celem było rozegranie perfekcyjnego sezonu – mówił na przedmeczowej konferencji prasowej Tomasz Pasiuk, prezes Watahy Zielona Góra.

Towers nie jadą do województwa lubuskiego po naukę. Wciąż wierzą, że uda się odrobić 12-punktową stratę z pierwszego starcia i na ostatniej prostej wyprzedzić w tabeli niepokonanych jeszcze w tym sezonie zielonogórzan. Potyczka tych ekip z końcówki maja pokazała, że Towers zasługują na fazę play-off LFA2 i po fuzji Wolverines z Wizards stworzyła się ciekawa ekipa, mogąca powalczyć z głównym faworytem do awansu. Trzeba mieć jednak na uwadze, że tym razem Wataha będzie mogła liczyć na przewagę własnego boiska i wsparcie lokalnych kibiców. Wieże mimo to, przystąpią do sobotniej potyczki z pozycji pretendenta do pozycji lidera i chęci grania półfinału z teoretycznie łatwiejszym przeciwnikiem, a co ważniejsze – na własnym terenie. Jeśli Towers nie uda się efektownie pokonać Watahę, wówczas będą musieli się oni liczyć z wyjazdem aż do Lublina na półfinał przeciwko tamtejszym Tytanom.

Zawsze drużyny, które chcą obronić swój dom, grają dużo bardziej zaciekle. Po zawodnikach Watahy spodziewam się twardego i fizycznego futbolu oraz dużej ilości akcji biegowych. Podania to nie jest ich mocna strona. Z czystym sumieniem mówię, że w półfinale chciałbym trafić na Green Ducks Radom, oznaczałoby to przecież dla was wygraną i odrobienie strat z Watahą, ale kto wie, może czeka nas daleki wyjazd do Lublina na starcie z Tytanami. Obie drużyny reprezentują bardzo wysoki poziom, trudno jednoznacznie określić kto byłby ciekawszym przeciwnikiem. Wszystko w tym meczu jest możliwe, na pewno będziemy celować w to, żeby poprawić wynik z Opola i aby Wataha na długo pamiętała to spotkanie – zapowiada Leon Mazur, ofensywny liniowy Towers Opole.

Sobota, 7 lipca, godzina 14:30
LFA9
Silesia Rebels B – Tychy Falcons B

“Małe derby Śląska” – tak w trzech słowach można zapowiedzieć pojedynek w Katowicach. Wszyscy związani z ekipą Silesia Rebels wciąż mają zapewne w pamięci wynik meczu tych klubów na szczeblu LFA1. Wówczas przed własną publicznością Rebelianci ulegli w prestiżowym starciu aż 0:41. Okazja do choćby częściowego rewanżu nadarzy się ekipie prowadzonej przez Michała Czuprynę już w tę sobotę. Tym razem zdecydowanie trudniej wskazać faworyta, ponieważ dla obu zespołów będzie to pierwszy mecz w formule dziewięcioosobowej i dopiero w warunkach meczowych przekonamy się, na co stać ekipy ze Śląska.

Sokoły wciąż pozostają w grze o Polish Bowl, ale w międzyczasie przyjdzie ich rezerwom mierzyć się w Lidze Rozwojowej. Trener Michał Kołek będzie miał więc pierwszą okazję do tego, by sprawdzić, na kogo będzie mógł liczyć w przyszłorocznej kampanii LFA1 w pierwszym zespole Tychy Falcons. W ich szeregach nie będziemy jednak oglądali tylko młodych, początkujących graczy, lecz także doświadczonych futbolistów, znających ciężar gatunkowy derbowych meczów o miano najlepszej ekipy na Śląsku. Tyszanie chcą potwierdzić, że nie tylko na najwyższym szczeblu górują nad Rebels, ale mają także lepsze “zaplecze” i potencjał.

Sobota, 7 lipca, godzina 15:00
LFA2
Thunder Lions – Bielawa Owls

Pieruńskie Lwy z Rybnika będą w sobotę walczyły przede wszystkim o godne zakończenie, niezwykle nieudanego tegorocznego sezonu. Nikt nie ma wątpliwości, że Thunder Lions to najsłabszy zespół w drugoligowej stawce, co potwierdzają liczby – zaledwie 50 punktów zdobytych w pięciu meczach, przy aż 205 straconych, nie przynosi chluby drużynie ze Śląska, która w teorii może jeszcze “rzutem na taśmę” awansować na trzecie miejsce w tabeli. Miałoby to jednak zaledwie charakter prestiżowy, ponieważ już od kilku tygodni wiadomo, że z grupy B do play-offs awansowały Wataha Zielona Góra i Towers Opole. Trudno jednak wyobrazić sobie, by Thunder Lions nagle wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności, choć należy pamiętać, że sezon zakończą przed własną publicznością. Pieruńskie Lwy bardzo chcą się zrehabilitować na oczach własnych fanów, ponieważ ich poprzedni mecz w Rybniku zakończył się bolesnym 14:48 z opolskimi Wieżami.

Zdecydowanym faworytem tej potyczki będą goście, którzy potrafili w tym sezonie mierzyć się jak równy z równym z obiema ekipami, które wywalczyły awans do półfinału. Przypomnieć należy także rezultat pierwszego tegorocznego starcia Owls z Thunder Lions, rozstrzygniętego w Bielawie na korzyść gospodarzy 21:0. Sowy jadą do Rybnika, by udanie zakończyć sezon i zakończyć pierwszą kartę swojej nowej historii w Lidze Futbolu Amerykańskiego. Po tym starciu, w Bielawie będą mogli skupić się już bardziej na coraz szybciej zbliżających się rozgrywkach juniorskich, w których Owls co roku znajdują się w ścisłej czołówce.

Niedziela, 8 lipca, godzina 15:00
LFA9
Przemyśl Bears – Rzeszów Rockets B

W niedzielę będziemy świadkami tylko jednego, aczkolwiek ciekawie zapowiadającego się starcia w LFA9. Po dwóch latach futbolowego niebytu, do ligowej rywalizacji powracają przemyskie Niedźwiedzie. Oczekiwania względem nich są całkiem spore, szczególnie biorąc pod uwagę, że do drużyny powróciło wielu wychowanków, na czele z aktualnym wciąż mistrzem PLFA1 w barwach Kraków Kings, Beniaminem Iwanickim. Bears poczuli, że start Ligi Futbolu Amerykańskiego to dla nich idealna okazja na odbudowanie się, a w niedzielę boisko zweryfikuje ich ambitne plany. W Przemyślu nie ma jednak presji obowiązkowego triumfu w grupie już w pierwszym sezonie, tym bardziej, że jednym z ligowych rywali są przecież jeszcze Kraków Kings B. Pojedynek z Rakietami będzie pierwszą weryfikacją odradzania się futbolu w tym mieście.

Rzeszowianie wielu kibiców zaskoczyli, że jako jedyny drugoligowy klub, postanowili wystawić swoje rezerwy w formule dziewięcioosobowej. Znaczny w tym udział miało nieprzystąpienie do rywalizacji w żadnej lidze ekipy Aviators Mielec, co pozwoliło na “przepływ” zawodników do rzeszowskiego składu i nie tylko wzmocnienie rywalizacji i głębi składu w pierwszym zespole, ale także właśnie podjęcie rywalizacji w LFA9. Rockets przed tygodniem zakończyli już sezon drugiej ligi, nie dochodząc do fazy play-off, co paradoksalnie może być pozytywem. Dzięki temu w stolicy Podkarpacia nie muszą już skupiać się na przygotowaniach do kolejnych spotkań LFA2, a mogą w pełni poświęcić się Lidze Rozwojowej, tym bardziej że trenowaniem drużyny B zajmują się czołowi gracze z pierwszego składu.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: J’S Photography