Premierowy sezon Ligi Futbolu Amerykańskiego wkracza w decydującą fazę! W rozgrywkach LFA1 w ten weekend będziemy świadkami “rundy dzikich kart”, która pozwoli uzupełnić skład półfinałów. Ostatniego uczestnika fazy play-off poznamy także na drugoligowym froncie po starciu w Lublinie. W Szczecinie natomiast zainaugurowany zostanie sezon Ligi Rozwojowej.

Sobota, 30 czerwca, godzina 15:00
LFA1
Seahawks Gdynia – Warsaw Sharks

W sobotę będziemy świadkami tylko jednego meczu, który odpowie nam na pytanie, kogo zobaczymy 14 lipca na stadionie w Białymstoku w starciu półfinałowym z Lowlanders. Zdecydowanym faworytem pojedynku rozgrywanego wyjątkowo na obiekcie Ogniwa Sopot są gospodarze, którzy w tym roku mierzyli się już raz ze stołecznymi Rekinami. Na początku maja Jastrzębie rozszarpały gości aż 41:0 i teraz liczą na równie okazały triumf. Zdają sobie jednak sprawę, że faza play-off rządzi się swoimi prawami i Sharks nie mają nic do stracenia. Wszystko lepsze od dotkliwej porażki przyjezdnych będzie sporą niespodzianką, co dodatkowo motywuje futbolistów z Warszawy. Seahawks mają natomiast szansę zrehabilitowania się przed własnymi kibicami za ostatnie nie najlepsze wyniki. Na cztery ostatnie mecze aż trzy zakończyły się porażką wicemistrzów Polski, a ta najbardziej dotkliwa, oznaczająca konieczność rozegrania dodatkowego meczu w “rundzie dzikich kart” także miała miejsce w Trójmieście. Seahawks przegrali w swoim ostatnim meczu sezonu zasadniczego 7:26 z Ludźmi z Nizin i wciąż nie mogą być jeszcze pewni udziału w półfinale.

Myślę, że będzie to interesujący mecz. Graliśmy już z nimi w sezonie zasadniczym i osiągnęliśmy wówczas bardzo dobry wynik. Wierzę, że w sobotę Sharks będą bardzo dobrze przygotowani i podejmą z nami walkę. To bardzo ważne spotkanie i nie mogę się doczekać, aż założę pady i wyjdę na boisko – mówi James Gales, defensor Seahawks Gdynia.

Warsaw Sharks wiedzą, że dotarcie do fazy play-off jest wypełnieniem założonego przed sezonem celu, jednak udało się to ze sporą dozą szczęścia. Decydująca o awansie potyczka z Rhinos Wyszków mogła na niewiele ponad minutę przed końcem skończyć się udanym dwupunktowym podwyższeniem Nosorożców, co wprowadziłoby sporo nerwowości w szeregach Rekinów. Ostatecznie jednak fortuna była po stronie graczy Austina Jones’a i to oni po zwycięstwie 33:26 w ostatniej kolejce, minimalnie lepszym bilansem przeskoczyli wyszkowian w tabeli, notując tym samym awans do “rundy dzikich kart”. Teraz już nie muszą, a mogą. Przegrana nad morzem na pewno nie okaże się dla stołecznych kibiców ogromnym rozczarowaniem, co jednak nie oznacza że Sharks oddadzą Seahawks awans już przed meczem. Wiele wskazuje na to, że tym pojedynkiem Rekiny zakończą sezon i zamierzają pokazać się w Sopocie z jak najlepszej strony, by w dobrych nastrojach pożegnać się z LFA1 w sezonie 2018.

– Do meczu z Seahawks przygotowujemy się bardzo poważnie. To na pewno dla nas taki mały finał. Z bardzo dużym respektem podchodzimy do naszych rywali, zwłaszcza mając w pamięci nasze ostatnie spotkanie. Jednocześnie to właśnie nas motywuje, żeby tym razem pokazać się znacznie lepiej.
Myślę że Seahawks wyjdą przeciwko nam w swoim optymalnym składzie. W fazie play-off nie ma miejsca na odpuszczanie. Mamy w drużynie wielu utalentowanych i ambitnych zawodników. Planujemy walczyć do końca i dać z siebie wszystko – zapowiada kapitan Warsaw Sharks, linebacker Mateusz Gołoś.

Niedziela, 1 lipca, godzina 12:00
LFA2
Tytani Lublin – Rzeszów Rockets

W Lublinie będziemy świadkami meczu decydującego o ostatecznym układzie tabeli w grupie A LFA2. W bardzo korzystnej sytuacji przed domowym meczem są Tytani Lublin, którym nawet porażka 25 punktami daje pierwsze miejsce i półfinał na własnym terenie z drugą ekipą z zachodu. Lublinianie wygranie grupy mogli zapewnić sobie już przed tygodniem, lecz po raz drugi doznali porażki w Radomiu z tamtejszymi Green Ducks, co sprawiło że nie oni, a Zielone Kaczory jako pierwsze mogły cieszyć się z zakwalifikowania do play-offów. Tytani nie mają zamiaru się podłamywać, ponieważ ich szanse na triumf w grupie nadal są ogromne. Gospodarze niedzielnej potyczki nie chcą także liczyć małych punktów, a co za tym idzie zamierzają po prostu wygrać z Rakietami, co na pewno potwierdzi ich status najlepszej ekipy na wschodzie drugiej ligi.

Arcytrudne wyzwanie stoi natomiast przed zespołem z Rzeszowa. Muszą oni nie tylko wygrać, ale zrobić to w imponującym stylu. By zapewnić sobie udział w półfinale muszą zwyciężyć w Lublinie różnicą co najmniej 32 punktów, co biorąc pod uwagę, że oba tegoroczne starcia Rakiet z Tytanami zakończyły się na korzyść lublinian, wydaje się niemal nierealne. Pierwsza potyczka tych ekip skończyła się wynikiem 30:6, natomiast w Rzeszowie Tytani zwyciężyli 29:10. Rezultaty te nawet biorąc pod uwagę ogromne zdeterminowanie Rockets, nie napawają optymizmem rzeszowskich kibiców. Goście w niedzielę łatwo się jednak nie poddadzą i możemy być świadkami niezwykle emocjonującego i ofensywnego widowiska.

Niedziela, 1 lipca, godzina 13:00
LFA1
Tychy Falcons – Kraków Kings

To na ten mecz będą zapewne zwrócone oczy znacznej części futbolowych pasjonatów. Hitowe starcie w Tychach wyłoni nam ostatniego półfinalistę i na dobrą sprawę możemy się tutaj spodziewać wszystkiego. Falcons w grupie A przegrali wszystkie mecze, jednak ostatnią domową potyczką z Seahawks Gdynia udowodnili, że są w stanie podjąć zaciętą rywalizację z czołówką. Na boisku ulegli wicemistrzom Polski 28:37, lecz ostatecznie wynik zweryfikowano jako walkower na niekorzyść Sokołów, którzy wystawili do gry nieuprawnionego zawodnika. Tyszanie jednak zobaczyli wówczas, że mimo kompletu sześciu porażek, są w stanie postawić się faworytowi, co da im dodatkową motywację przed najważniejszym na chwilę obecną meczem w tym sezonie, który zadecyduje o tym, czy Falcons zobaczymy we Wrocławiu w starciu półfinałowym. Zadanie utrudni im na pewno kontuzja gwiazdy zespołu – Grzegorza Dominika, który jedynie zza linii bocznej będzie mógł wspierać swoich kolegów. Ekipa ze Śląska jednocześnie walczy również o swoją przyszłość, ponieważ porażka w niedzielę będzie dla nich równoznaczna z opuszczeniem najmocniejszej grupy A na przyszłoroczny sezon.

Kings to bardzo dobrze prowadzona drużyna i z pewnością zarówno sztab trenerski jak i zawodnicy, będą doskonale przygotowani taktycznie na mecz o dziką kartę. Mają wielu solidnych, dobrze wyszkolonych i doświadczonych zawodników, którzy z pewnością nie ułatwią nam zadania w niedzielę. Jednak ciężko jednoznacznie ocenić ich siłę na tle ostatnio rozgrywanych spotkań z Rebels czy Wilkami. Dlatego z całą pewnością nie będziemy ich lekceważyć i będziemy przygotowani w 100% aby pierwszy raz od 2012 roku zapewnić awans śląskiej drużynie do półfinału najwyższej klasy rozgrywkowej – mówi Michał Kołek, trener główny Tychy Falcons.

Zespół z Małopolski na pewno nie przystępuje do tego starcia z pozycji faworyta, co może być ich atutem z uwagi na mniejszą presję. Nie sposób jednak nie docenić tegorocznej postawy Królów. Bilans 7-1 w futbolowej elicie nie wziął się przypadkowo i Kings na pewno zasłużyli na udział w “rundzie dzikich kart”. W grupie C nie mieli sobie równych, a wygrać udało im się również w międzygrupowym pojedynku z Warsaw Sharks. Jedyna porażka miała miejsce przeciwko Panthers Wrocław i choć wynik tego starcia brzmi 0:48, to i tak wielu ligowych obserwatorów chwaliło postawę krakowian w potyczce z krajowym gigantem. Szeroka kadra i sprzyjający terminarz sprawiły, że Kings nie mogą narzekać na przemęczenie. Co prawda swój ostatni mecz sezonu zasadniczego grali w ubiegły weekend, lecz mając już zapewnione pierwsze miejsce w grupie, na pojedynek z Patriotami Poznań wystawili w znacznej części rezerwowy skład, co i tak nie przeszkodziło im w triumfie 26:7. Teraz Królowie staną przed największym wyzwaniem w swojej krótkiej historii występów w Lidze Futbolu Amerykańskiego i zamierzają ją wykorzystać, by móc 14 lipca wystąpić na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu w meczu półfinałowym i po raz drugi zmierzyć się z Panthers, tym razem osłabionych odejściem amerykańskich zawodników, co wlało nowe nadzieje na ich pokonanie w pozostałe polskie ekipy, które pozostają jeszcze w grze o mistrzostwo LFA1.

Uważam że nasze szanse na wygraną w meczu przeciwko Tychy Falcons są 50/50. Albo wygramy albo przegramy. Na pewno fakt, że zagwarantowaliśmy sobie rozstawienie z najwyższą pozycją z grup B/C pozwoliło nam oszczędzić zawodników i zagrać zmiennikami w meczu z Patriotami Poznań. Pozwoliło to na zagojenie drobnych kontuzji oraz na odpoczynek dla naszych ciał po długim sezonie. Kluczem do wygrania w tym meczu będzie konsekwentna gra oraz nie popełnianie niepotrzebnych błędów. Aby móc myśleć o wygranej musimy kontynuować te rzeczy, które robiliśmy dobrze cały sezon. Grać zróżnicowaną grę w ofensywie oraz szybko i agresywnie w defensywie – ocenia Filip Mościcki, rozgrywający Kraków Kings.

Niedziela, 1 lipca, godzina 15:00
LFA9
Cougars Szczecin – Grizzlies Gorzów Wielkopolski

Weekend z futbolem amerykańskim tym razem zakończy nam pojedynek w Szczecinie, który będzie oficjalną inauguracją premierowego sezonu Ligi Rozwojowej. I ciężko byłoby na tę okazję wskazać lepszy mecz, niż potyczkę Kuguarów z Niedźwiedziami Grizzly. Obie ekipy z różnych powodów znają się bardzo dobrze. Trenerem głównym szczecinian jest Emil Mikuła, który był jednym z twórców klubu futbolowego w Gorzowie, a także jego szkoleniowcem. W kadrze Cougars nie brakuje także zawodników z przeszłością w Grizzlies, co daje nam dodatkowego “smaczku” przed pierwszym meczem.

Goście niedzielnego starcia mogą natomiast pochwalić się członkami składu doświadczonymi grą w Szczecinie. W pierwszym meczu będą musieli pogodzić się z nieco węższą kadrą, co jednak nie powinno stanowić wielkiego problemu – Zabraknie pięciu osób, jednak zmiennicy są na tyle dobrze przygotowani, że drużyna nie powinna odczuć różnicy. Trzeba podkreślić, że pomimo kilku słabszych sezonów Cougars Szczecin, zawsze jest to zespół bardzo doświadczony. Są to osoby, które często grają po 8-9 lat, a w takiej dyscyplinie, jak futbol amerykański, jest to najważniejsze. To drużyna grająca fizycznie i będzie starać się wykorzystać przewagę w wadze, grać agresywnie. Mamy jednak na to taktykę – powiedział trener główny gorzowian Michał Chudy cytowany przez portal “egorzow.pl”. Pierwszy mecz LFA9 w historii pokaże nam, jakiego poziomu gry powinniśmy spodziewać się w tym sezonie oraz da już pogląd na to, kto w grupie A będzie bliższy awansu do półfinału rozgrywek. Należy przypomnieć, że skład tej grupy uzupełniają jeszcze Jaguars Kąty Wrocławskie, które będą mogły spokojnie obserwować obu rywali, z którymi zmierzą się w niedalekiej przyszłości. Przedsezonową zapowiedź grupy A LFA9 można przeczytać klikając TUTAJ.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Jacek Stańczak