Angels Toruń okazali się w tym sezonie najsłabszym klubem LFA1, co oznacza dla nich spadek na drugoligowy poziom. Torunianie nie wykorzystali “meczu ostatniej szansy”, przegrywając z AZS UWM Olsztyn Lakers 19:21.

Spotkanie fantastycznie rozpoczęło się dla gospodarzy. Grający ponownie z konieczności na pozycji rozgrywającego Jeziorowców Przemysław Banat posłał piłkę na prawą flankę wprost w ręce Tomasza Goździka, który zaliczył interception. Defensive back Aniołów miał jednak pecha, ponieważ jeden z jego kolegów dopuścił się nieprzepisowego zagrania i sędziowie nie mogli zaliczyć tej akcji. W pierwszej kwarcie sack na Banacie udało się także zaliczyć defensywnemu liniowemu torunian. To właśnie Angels jako pierwsi byli bliscy objęcia prowadzenia. Efektowna akcja podaniowa Matta Kershey’a i Mateusza Freli przybliżyła w drugiej kwarcie gospodarzy pod pole punktowe przeciwników. Trzy próby nie dały jednak touchdownu i Anioły podjęły decyzję o próbie kopania z pola. 30-jardowy field goal Tomasza Goździka został jednak zablokowany i nadal mieliśmy 0:0. Niewykorzystana sytuacja zemściła się kilkanaście minut później. Lakers przysunęli się na 4 jardy pod endzone gospodarzy i Przemysław Banat wypatrzył wbiegającego Adriana Dąbrowskiego, który otworzył wynik tego spotkania. Za jeden punkt bez najmniejszych problemów podwyższył Piotr Gołacki. Do końca pierwszej połowy było coraz mniej czasu, jednak Angels nie potrafili zagrozić ekipie z Warmii. A ta pokazała niebywały spryt, najpierw dalekimi podaniami w końcówce przesuwając się pod endzone, a następnie zaskakując przeciwnika. W ostatniej akcji drugiej kwarty olsztynianie zasygnalizowali próbę kopania z pola, dzięki czemu zmyleni gospodarze nie pilnowali receiverów Lakers. Przemysław Banat nie przytrzymał futbolówki Piotrowi Gołackiemu, a celnym podaniem obsłużył Patryka Piechowskiego, co dało przyjezdnym drugi touchdown. Po celnym podwyższeniu Jeziorowcy schodzili do szatni prowadząc 14:0.

W drugiej połowie Angels po prostu musieli zaatakować, lecz nie mieli łatwego zadania. Sack na Kershey’u szybko zaliczyli wspólnie Eryk Kozłowski i Ashley Richards. Finalnie musieli oni odkopać piłkę, jednak dość szybko wróciła w ich posiadanie dzięki przechwytowi Patryka Gabrychowicza. Ta seria ofensywna zakończyła się jednak kolejnym sackiem na rozgrywającym Aniołów i nie przyniosła kontaktowego przyłożenia. Po chwili jednak błąd przy snapie popełnili Lakers, co spowodowało, że na murawę mógł wrócić toruński atak. Wreszcie zaprezentował on skuteczną akcję podaniową, zakończoną przyłożeniem Radosława Trojanowskiego. Błąd przy snapie, tym razem po stronie gospodarzy spowodował, że musieli grać oni podwyższenie za dwa “oczka”, które zakończyło się niepowodzeniem. Angels nie zdołali na długo poczuć jednak “wiatru w żagle”, ponieważ szybko na ziemię sprowadzili ich rywale. 22-jardowa akcja podaniowa dała touchdown Davarusa Shores’a i po celnym kopnięciu Gołackiego torunianie tracili już 15 punktów. Gospodarze zapunktowali na początku ostatniej kwary. Po 24-jardowej akcji podaniowej z przyłożenia mógł cieszyć się Mateusz Frela, a podwyższenie za dwa ponownie nie dało punktów. W tej części meczu interception zanotował także Adrian Kuźniewski, co wlało nowe nadzieje na utrzymanie w serca toruńskich kibiców. Na niespełna dwie minuty przed końcem gospodarzom po 2-jardowym biegu Matthew Kershey’a udało się zdobyć touchdown i po podwyższeniu Tomasza Goździka Angels tracili do rywali już tylko dwa “oczka”. Zabrakło im jednak czasu na odrobienie strat, w związku z czym klub musi pogodzić się ze spadkiem z LFA1.

Angels Toruń są jedynym klubem futbolowej elity, który w tym sezonie nie odniósł zwycięstwa, co tylko potwierdza ich miano najsłabszego zespołu LFA1, na której zapleczu Anioły wystąpią już w przyszłorocznej kampanii. Tym samym cieszyć z utrzymania mogą się przedstawiciele Wilków Łódzkich. AZS UWM Olsztyn Lakers zajęli natomiast trzecie miejsce w grupie B.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Przemysław Szatkowski