Po niezwykle emocjonującym spotkaniu Warsaw Sharks pokonali Rhinos Wyszków 33:26, co oznacza, że Rekinom udało się minimalnie odrobić 6-punktową stratę z pierwszego starcia tych ekip i wywalczyć awans do “rundy dzikich kart”, gdzie za tydzień zmierzą się oni z Seahawks Gdynia. Nosorożce muszą się natomiast zadowolić udanym sezonem i drugim miejscem w tabeli grupy B na koniec sezonu zasadniczego.

Jako pierwsi atak rozpoczęli goście z Wyszkowa. Zakończył go jednak dość szybko przechwytem piłki Filip Poszytek. Ofensywa Rekinów rozpoczęła jednak bardzo ospale i to Nosorożce zdołały jako pierwsze zapunktować. Około30-jardowy bieg środkiem Christophera Jones’a zakończył się przyłożeniem. Jeden punkt dołożył celnym kopnięciem Michał Berbeć. W wyszkowskiej defensywie po raz kolejny w tym sezonie sackiem błysnął natomiast Kamil Wykowski. Druga kwarta bardzo dobrze rozpoczęła się dla Rhinos, którzy zdołali powiększyć swoją przewagę. Po 5-jardowym biegu touchdown zaliczył Bartosz Szymański. Przy podwyższeniu ponownie nie pomylił się Michał Berbeć. Wreszcie jednak za odrabianie strat po kilku minutach zdołali się wziąć gospodarze. 12-jardowa akcja podaniowa zakończyła się przyłożeniem powracającego po kontuzji Jędrzeja Kubicy. Za jeden punkt podwyższył Kamil Ronczka. Atak Sharks boisko opuścił tylko na chwilę, ponieważ po świetnie wykonanym przez Osmana Sulkiewicza onside kick’u piłka znalazła się w rękach Ruochena Wu, chińskiego zawodnika stołecznej drużyny, która dzięki temu mogła już po chwili cieszyć się z doprowadzenia do remisu. Bradley Jones wydostał się spod opresji atakujących rywali i posłał 47-jardowe podanie do Mateusza Ponety, który złapał je w polu punktowym. Po kopnięciu Kamila Ronczki tablica wyników ogłaszała rezultat 14:14. Rhinos nie zamierzali jednak być usatysfakcjonowani tym wynikiem i w tej części spotkania sięgnęli po trzeci touchdown, tym razem autorstwa Szymona Berbecia, który skorzystał z 17-jardowego podania Daniela Krawca. Jego brat Michał pomylił się natomiast przy próbie podwyższenia. Rekiny były w coraz większych tarapatach i musiały ponownie odrabiać straty. Impulsem do ataku mógł okazać się przechwyt Mateusza Bednarczuka, który jednak przy próbie akcji powrotnej zgubił futbolówkę, a najszybciej dopadł do niej Bartosz Szymański, co oznaczało pierwszą próbę dla przyjezdnych. Nie minęło jednak wiele czasu, a Daniel Krawiec rzucił kolejną piłkę na interception. Tym razem przechwytem popisał się Gabriel Chambers. Do końca pierwszej połowy pozostały już tylko 54 sekundy i gospodarze dążyli do wywalczenia touchdownu “do szatni”. Sztuka ta udała im się po 20-jardowej akcji podaniowej zakończonej drugim dzisiejszego dnia przyłożeniem Jędrzeja Kubicy. Celnie kopnął Kamil Ronczka i to Warsaw Sharks schodzili na przerwę z prowadzeniem 21:20, które jednak nie dawało im wówczas awansu do “rundy dzikich kart”. W ostatniej sekundzie drugiej kwarty dalekie podanie Daniela Krawca po raz drugi przechwycił jeszcze Mateusz Bednarczuk.

W trzeciej kwarcie gospodarze nadal musieli odrabiać straty z pierwszego, przegranego 27:33 meczu. Życie Brada Jones’a cały czas starał się utrudniać Kamil Wykowski, po którego ataku Amerykanin nie tylko upadł szybko na murawę, ale wcześniej wypuścił także z rąk piłkę, którą przechwycił Mateusz Lubański. Rhinos nie prezentowali już skutecznej ofensywy, a Sharks próbowali dołożyć w trzeciej kwarcie do swojego dorobku trzy “oczka”. Próba kopnięcia z pola Kamila Ronczki została zablokowana. Rekiny błyskawicznie wróciły jednak do ataku na połowie rywali w wyniku fumble Nosorożców. Podopieczni Austina Jones’a biegami nominalnego defensive backa Rafała Michaluka przesunęli się bardzo blisko pola punktowego, a touchdown zapewnił im po 6-jardowej akcji podaniowej Mateusz Poneta. Wynik 27:20 oznaczał, że Sharks przeskoczyli już wówczas ekipę z Wyszkowa w tabeli. Próba podwyższenia nie przyniosła dwóch punktów. Awansu do “rundy dzikich kart” warszawianie mogli być pewniejsi, kiedy na cztery i pół minuty przed końcem meczu 20-jardowa akcja podaniowa zakończona przyłożeniem Jana Omelańczuka podwyższyła wynik na 33:20. Nosorożce nie dały jednak za wygraną. Dzięki 15-jardowej akcji podaniowej i efektownym złapaniu piłki w polu punktowym przez Christophera Jones’a rezultat zmienił się na 33:26. W przypadku udanego dwupunktowego podwyższenia, Rhinos osiągnęliby tylko 5-punktową stratę, dającą im pozostanie na pierwszym miejscu w grupie. Goście nie zdołali jednak zaprezentować udanej akcji i na niewiele ponad minutę przed upływem czasu do ataku wrócili warszawianie, którzy spokojnie mogli zaprezentować “victory formation” i cieszyć się z triumfu w grupie B.

Tym samym znamy już komplet uczestników “rundy dzikich kart”. Rekiny w najbliższą sobotę zagrają na wyjeździe z Seahawks Gdynia, natomiast dzień później w Tychach staną naprzeciw siebie tamtejsi Falcons i Kraków Kings.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Marcin Fijałkowski