Na najwyższym poziomie rozgrywkowym Ligi Futbolu Amerykańskiego w najbliższy weekend zakończy się sezon zasadniczy. W sobotę dowiemy się kto 30 czerwca powalczy w Gdyni o awans do półfinału LFA1, natomiast dzień później poznamy spadkowicza z futbolowej elity.

Sobota, 23 czerwca, godzina 12:00
LFA2
Green Ducks Radom – Tytani Lublin

Futbolowy weekend rozpoczniemy jednak na drugoligowym froncie. W grupie A nadal nie znamy żadnego z półfinalistów, co zapowiada nam emocje do samego końca. Zielone Kaczory w tym roku są na własnym terenie niepokonane i w potyczce z Tytanami chcą podtrzymać tę serię. Wiedzą już jak tego dokonać, ponieważ na starcie sezonu udało im się pokonać na oczach własnych kibiców podopiecznych Randy’ego Hackera 24:8. Sobotnie starcie z lublinianami to dla Green Ducks mecz o wszystko. Przez niedawną porażkę z Rzeszów Rockets spadli oni na ostatnie miejsce w tabeli i przegrana w ostatnim pojedynku sezonu zasadniczego pogrzebie ich nadzieje na awans do fazy play-off. Motywacji zatem gospodarzom nie zabraknie, tym bardziej, że w pojedynkach domowych grają oni zdecydowanie lepiej.

Tytani nie znajdują się pod tak ogromną presją. Nawet przegrana w Radomiu nie pozbawi ich szans na udział w fazie play-off, jednak w Lublinie nie mają nawet zamiaru myśleć o takim scenariuszu. Lider grupy A może pochwalić się jak dotąd bilansem 3-1. Po raz ostatni Tytani zaprezentowali się na boiskach LFA 26 maja, dlatego niemal miesięczna przerwa może być zarówno ich atutem z uwagi na możliwość solidnego odpoczynku, jak i minusem przez sporą przerwę w rytmie meczowym. Zespół z Lublina zamierza w Radomiu udowodnić, że jest niekwestionowanym numerem jeden na wschodzie LFA2 i chce na kolejkę przed końcem zapewnić sobie pierwsze miejsce w tabeli, gwarantujące półfinał na własnym stadionie z teoretycznie łatwiejszym rywalem, który zajmie drugie miejsce w grupie B.

Sobota, 23 czerwca, godzina 14:00
LFA1
Warsaw Sharks – Rhinos Wyszków

Stołeczni kibice będą w sobotnie popołudnie świadkami hitu ostatniej kolejki LFA1. Jego stawką będzie wygranie grupy B, a co za tym idzie awans do “rundy dzikich kart”, gdzie czekają już zawodnicy Seahawks Gdynia. W teoretycznie uprzywilejowanej sytuacji znajdują się goście z Wyszkowa, którzy na początku czerwca sensacyjnie pokonali u siebie Rekiny 33:27. Podopieczni Austina Jones’a liczą, że wyczerpali w tamtym starciu limit błędów i kolejna wpadka już im się nie przytrafi. Brak udziału Sharks w dalszej fazie rozgrywek byłby na pewno jednym z największych negatywnych zaskoczeń tego sezonu i warszawianie nie zamierzają do tego dopuścić. W sobotę zaprezentują się przed własną publicznością, która kilka tygodni temu poniosła ich do spektakularnego triumfu 42:0 nad Angels Toruń. Plan Rekinów na mecz z Rhinos jest prosty – wygrać przekonująco i nie zdawać się na matematykę, która obecnie jest po stronie Nosorożców. Wyszkowianie mogą bowiem przegrać nawet pięcioma punktami, co i tak zapewniłoby im pierwsze miejsce w grupie.

– Na pewno duża liczba niepotrzebnych błędów i kar znacząco wpłynęła na przebieg naszego ostatniego spotkania z Rhinos. Jednak nie chciałbym umniejszać wygranej ekipy z Wyszkowa, czy nas usprawiedliwiać. Tamtego dnia byli drużyną lepszą i wygrali zasłużenie. Niewątpliwie zatrzymanie Christophera Jones’a będzie kluczowym zadaniem naszej obrony, ale musimy pamiętać, że Wyszków dysponuje też bardzo solidnymi polskimi zawodnikami – ocenia ofensywny liniowy i jeden z kapitanów Warsaw Sharks, Dominik Zielewski.

Christopher Jones to zdecydowanie najgroźniejszy zawodnik Nosorożców. “Krzysiek”, jak nazywają go w Wyszkowie, w dwóch ostatnich meczach zdobył aż 50 z 69 wywalczonych przez Rhinos punktów. Jego wkład w atak, zarówno na pozycji wide receivera, jak i running backa jest nieoceniony, dlatego to właśnie w Amerykaninie pokładane są największe nadzieje. Jones w poprzednim starciu z Sharks zaprezentował się tak dobrze, że został nawet wybrany MVP 11. kolejki Ligi Futbolu Amerykańskiego. Futbolista zza Oceanu chciałby na pewno powtórzyć to osiągnięcie i zapewnić swojej drużynie zwycięstwo, co wcale nie jest niewykonalne, mimo że znaczna część kibiców, to ekipę Rekinów typuje na faworyta sobotniego meczu. Rhinos nie mają nic do stracenia, obecny sezon i tak mogą uznać za niezwykle udany, tym bardziej, że w jego trakcie musieli zmagać się oni z wieloma problemami, także kadrowymi. Gdyby udało im się zapewnić grę w “rundzie dzikich kart” na terenie wicemistrza Polski, byłby to historyczny sukces tego młodego klubu, który do potyczki z Sharks przystępuje z pozycji lidera grupy B.

Wydaje mi się, że rewanż z Sharks będzie trudniejszy ze względu na fakt, że mają oni “nóż na gardle” i jako drużyna faworyzowana od samego początku rozgrywek, nie chcą zawieść. Na pewno na korzyść Rekinów przemawia przewaga ich boiska, lecz naszych kibiców z pewnością nie zabraknie. W pierwszym meczu Sharks nas zlekceważyli i przyjechali bez skupienia, przyjechali do nas na “łatwy mecz i pewne zwycięstwo” natomiast boisko to zweryfikowało. Uważam, że w sobotę wyjdą o wiele bardziej zmotywowani, gdyż wiedzą jaka jest stawka meczu. Nam jednak motywacji również nie zabraknie. Wiemy o co walczymy i że z miejsca, w którym nikt w nas nie wierzył i po pewnych wydarzeniach, kiedy nawet zostaliśmy już całkowicie skreśleni, pokazaliśmy, że mamy serce do walki. I tak z pozycji “underdoga” pokazaliśmy na co nas stać. Nie jesteśmy też zbieraniną przypadkowych ludzi z różnych klubów w Polsce, a drużyną która od samego początku “pcha” to w prawie niezmienionym składzie, dlatego jako jedność zostawimy w sobotę całe serce na boisku. Jeśli wyeliminujemy nasze błędy, które popełniliśmy w poprzednim meczu, i wyjdziemy zmotywowani tak jak ostatnio, myślę ze nasze szanse na wygraną są bardzo realne. Boisko zweryfikuje – zapowiada wide receiver Rhinos Wyszków, Bartosz Szymański.

Sobota, 23 czerwca, godzina 15:00
LFA2
Thunder Lions – Towers Opole

Ekipa z Rybnika nie najlepiej wspomina poprzednie starcie z opolskimi Wieżami. W pierwszym tegorocznym meczu “Pieruńskie Lwy” przegrały bowiem aż 7:55, mimo że udało im się wyjść na prowadzenie w swojej pierwszej serii ofensywnej. Od tego pojedynku minęły już jednak dwa miesiące i zespół ze Śląska zdołał poprawić swoją grę, czego jednak zupełnie nie pokazuje wynik ich ostatniego meczu, przegranego w Zielonej Górze z Watahą 17:53. Faktem jest, że Thunder Lions będzie ogromnie trudno nie skończyć sezonu z bilansem 0-6. Do rozegrania pozostały im już tylko dwa domowe mecze i będą to ostatnie szanse na wywalczenie historycznej wygranej w Lidze Futbolu Amerykańskiego. Jeśli ta sztuka się nie uda, projekt połączenia Rybnik Thunders i Gliwice Lions, trudno będzie uznać za niezwykle udany. Kibice liczą jednak, że ich doping na finiszu sezonu istotnie wpłynie na grę “Pieruńskich Lwów”, bowiem to właśnie przed własną publicznością ekipa z Rybnika doznała najmniejszych rozmiarów porażki w tym roku, ulegając 12:30 liderowi z Zielonej Góry.

Towers z kolei do meczu z Thunder Lions przystąpią w znakomitych nastrojach, pewni udziału w fazie play-off LFA2. Miejsce w półfinale Wieże zapewniły sobie domową wygraną 27:19 nad Bielawa Owls. Sowy bardzo szybko zdołały objąć prowadzenie, lecz opolanie po raz kolejny pokazali, że potrafią grać do końcowego gwizdka i nawet strata dwóch przyłożeń nie jest w stanie podłamać ich psychicznie. Potyczka w Rybniku będzie dla Towers ostatnim sprawdzianem przed meczem ostatniej kolejki. 7 lipca bowiem zawodnicy prowadzeni przez Tima Bishopa rozegrają rewanż z Watahą Zielona Góra, który rozstrzygnie ostateczny układ tabeli grupy B. Opolanie będą musieli wówczas nadrobić 12-punktową stratę z pierwszego starcia (u siebie przegrali 30:42). Starcie z Thunder Lions będzie więc też dla nich weryfikacją, ile błędów z poprzednich meczów udało się wyeliminować, a także dopracowaniu których zagrywek trzeba poświęcić jeszcze nieco więcej czasu.

Niedziela, 24 czerwca, godzina 14:00
LFA2
Bielawa Owls – Wataha Zielona Góra

Sowy nie mogą już liczyć na miejsce w półfinale rozgrywek, co nie oznacza jednak odpuszczenie końcówki sezonu w ich wykonaniu. Bielawianie pokazali w tym sezonie, że potrafią postawić się faworyzowanym podopiecznym Krystiana Wójcika. To właśnie oni byli w tym roku najbliżej pokonania Watahy, tracąc prowadzenie dopiero w ostatnich sekundach kwietniowego starcia, przegranego ostatecznie 13:20. Owls odczuwają już trudy drugoligowego sezonu i w Opolu musieli między innymi grać z nominalnym biegaczem, La’Troy’em Spencerem na pozycji rozgrywającego. Amerykanin pokazał się z ciekawej strony, co mogło zaskoczyć Towers, lecz z Watahą już nie będzie tak łatwo. Sowy stać jednak na sprawienie niespodzianki, do której będą na pewno dążyli, by godnie zakończyć seniorski sezon.

Zielonogórzanie natomiast są w niezwykle komfortowej sytuacji. Nawet ewentualna przegrana w Bielawie nie pozbawi ich szans na triumf w grupie B, w której jak dotąd nie znaleźli jeszcze swojego pogromcy. Celem Watahy jest więc perfekcyjny sezon, a jego ukoronowaniem byłby awans do krajowej elity, w której organizacyjnie klub znajduje się już od dłuższego czasu. Zespół prowadzony przez Krystiana Wójcika nie chce jednak wybiegać zbyt daleko w przyszłość i priorytetem dla wszystkich jest potyczka z Owls i pokazanie Sowom, że minimalna wygrana w Zielonej Górze była tylko “wypadkiem przy pracy” Watahy i ekipy te dzieli zdecydowanie większa różnica umiejętności. Nikt nie znalazł jeszcze recepty na grę biegową zielonogórzan i niedzielny mecz pokaże, czy sytuacja ta ulegnie w tym roku zmianie.

Niedziela, 24 czerwca, godzina 15:00
LFA1
Patrioci Poznań – Kraków Kings

Obie ekipy zagrają w niedzielę zaledwie o udane zakończenie sezonu zasadniczego. Poznaniacy nie mają już żadnych szans, nawet na awans na drugie miejsce w grupie C. Ich celem będzie na pewno zrehabilitowanie się przed kibicami po ostatniej niespodziewanej porażce z Wilkami Łódzkimi (23:26 po dogrywce). W pierwszym tegorocznym starciu z Kings, Patrioci przyjęli srogą lekcję futbolu, przegrywając aż 7:49, jednak trzeba pamiętać, że zmagali się wówczas z poważnymi problemami kadrowymi. W niedzielę będą już dysponowali zdecydowanie większą głębią składu, co jednak nadal nie stawia ich w roli faworyta. Młoda ekipa z Wielkopolski wciąż zbiera doświadczenie i potrafi zarówno zaskoczyć, jak i rozczarować, co oglądaliśmy choćby we wspomnianym meczu z Wilkami Łódzkimi.

Priorytetem Kings będzie zwycięstwo nie okupione żadnym urazem. Kilka dni po potyczce w Poznaniu Królów czeka bowiem kluczowy mecz w “rundzie dzikich kart” przeciwko Tychy Falcons. W Krakowie nie zamierzają ukrywać, że w przypadku prowadzenia, szansę będzie dostawało jak najwięcej zmienników, nie tylko w celu odpoczynku kluczowych graczy, ale również po to, by młodsi adepci futbolu zbierali doświadczenie, które zaprocentować może jeśli nie w tym, to w przyszłym sezonie LFA1. Dla Kings najważniejszy będzie mecz zaplanowany na 1 lipca, który może dać im awans do półfinału, a także miejsce w grupie A na przyszłoroczną kampanię. Starcia z Patriotami na pewno nie odpuszczą i powalczą o siódme w tym sezonie zwycięstwo, lecz nie ma się co spodziewać pogromu, który goście niedzielnego meczu poświęcą kosztem chwili wytchnienia dla gwiazd drużyny Zygmunta Łodzińskiego.

Niedziela, 24 czerwca, godzina 16:00
LFA1
Angels Toruń – AZS UWM Olsztyn Lakers

Drugi mecz 14. kolejki LFA1 o niezwykle dużym ciężarze gatunkowym. Toruńskie Anioły czeka “pojedynek o życie”, ponieważ przy obecnym układzie tabeli, to oni są najsłabszym klubem futbolowej elity, co oznacza spadek na jej zaplecze. Cel Angels na mecz z Jeziorowcami jest jeden – zwycięstwo. Nieważne jakich będzie ono rozmiarów, jeśli torunianom uda się odnieść pierwszy triumf w rozgrywkach Ligi Futbolu Amerykańskiego, to nie oni, a Wilki Łódzkie zanotują spadek dla LFA2. Ma to związek z korzystniejszym bilansem Angels, którzy nie licząc niedawnego pogromu autorstwa Warsaw Sharks, potrafili w poprzednich meczach toczyć wyrównane boje. Emocjonujący przebieg miał zwłaszcza pojedynek właśnie z Olsztyn Lakers. Na niespełna minutę przed końcem Anioły prowadziły w stolicy Warmii, lecz zabójcza końcówka Jeziorowców i indywidualny błąd po stronie gości sprawiły, że to olsztynianie ostatecznie cieszyli się z wygranej 30:23. Teraz zespół z Torunia chce się zrewanżować wciąż osłabionemu rywalowi, a lepszej motywacji niż decydujące o utrzymaniu spotkanie, na pewno mieć nie będą. Nikt nie będzie musiał kalkulować, czy liczyć “małych punktów”, tylko wygrana nad Lakers da Aniołom w niedzielne popołudnie powód do radości z utrzymania wraz własnymi kibicami.

Takie mecze działają na nasz zespół bardzo motywująco. Pokazało to wiele spotkań z przeszłości, w których po każdym zawodniku było widać chęć zwycięstwa i pełną mobilizację. W naszym ostatnim bezpośrednim meczu decydująca była ostatnia minuta spotkania, dosłownie. Nad ostatecznym wynikiem zaważyło kilka błędów w obronie i niefortunne zakończenie akcji po returnie. Od tamtego czasu dużo pracowaliśmy nad poprawą gry obu formacji oraz special teams. Jesteśmy pewni, że zaprocentuje to w meczu. Jesteśmy zmotywowani jak nigdy wcześniej. Czy czujemy “nóż na gardle”? Nie, po prostu taki jest sport, a my konsekwentnie staramy się robić to co do nas należy – ze spokojem mówi przed ostatnią kolejką LFA1 Maciej Biesiadziński, zawodnik defensywy Angels Toruń.

Olsztynianie po raz ostatni na ligowym boisku wystąpili niemal miesiąc temu. Przez ten czas jednak nie zdołał wrócić do zdrowia Luke Zetazate, kanadyjski rozgrywający. Ponownie więc na pozycji quarterbacka będziemy oglądać Przemysława Banata, którego miejsce na skrzydle zapewne znowu zajmie nominalny defensor, Davarus Shores. Na dobrą sprawę Jeziorowcy nie mają już nic do wywalczenia – nie grozi im spadek z ligi, lecz nie mają już także szans na awans w grupowej tabeli. Stawką jest jednak poprawa niesatysfakcjonującego bilansu meczów, który na chwilę obecną brzmi 2-5, a także zdobywanie doświadczenia w rywalizacji na najwyższym ligowym poziomie. Zespół z Warmii nie jest zadowolony z przebiegu tegorocznego sezonu i zwycięstwo w ostatnim meczu może poprawić nie najlepsze wrażenia i nastroje olsztyńskich kibiców, a także być jedną z podstaw pod budowanie składu na przyszłoroczne rozgrywki.

Oczywiście mecz w Toruniu będzie zdecydowanie cięższym pojedynkiem, niż ten rozegrany w Olsztynie. Przyjdzie nam zmierzyć się z przeciwnikiem zmotywowanym na 120%, który będzie grał z “nożem na gardle”. Dla Torunia to mecz o wszystko, dla nas to szansa na poprawienie bilansu w LFA1, z którego nie do końca jesteśmy zadowoleni. Zobaczymy jak Toruń poradzi sobie z presją. My możemy zagrać ze spokojną głową, bez żadnego obciążenia mentalnego. Nie należy jednak tego mylić z odpuszczaniem spotkania. W tym sezonie dane nam będzie zagrać łącznie 8 spotkań ligowych. Każde z nich ma znaczący wymiar w kontekście zdobywania doświadczenia i ogrania na tym poziomie rozgrywek. Jedziemy zatem w pełni skoncentrowani i zagramy ten mecz w duchu fair play. Mamy kilka znaczących nieobecności w naszym rosterze, jest to jednak szansa dla zmienników, którzy do tej pory grali mniej, ale palą się do gry – zapowiada członek Rady Sekcji AZS UWM Olsztyn Lakers, Przemysław Zienkiewicz.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Gmina Wyszków