Panthers Wrocław bez porażki przebrnęli przez sezon zasadniczy LFA1. Ostatni mecz tej fazy rozgrywek zakończyli pewnym triumfem nad Tychy Falcons 39:0.

Pojedynek znakomicie rozpoczął się dla gospodarzy, którzy zaledwie czterema akcjami przedostali się do pola punktowego tyszan. Na połowę rywali wprowadził ich złapanym dalekim podaniem Bartosz Dziedzic, dwoma biegami przesunął Mateusz Szefler, a drive wykończył około 5-jardową solową akcją Timothy Morovick. Podwyższył za jeden punkt Dawid Pańczyszyn. Falcons nie potrafili wyszarpać nawet pierwszej próby, a gospodarze gdy tylko odzyskali piłkę, powiększyli swoją przewagę. Tomasza Dziedzica wbiegającego w endzone obsłużył 26-jardowym podaniem Tim Morovick i mimo nieudanego kopnięcia Pańczyszyna, Pantery i tak po zaledwie kilku minutach gry prowadziły już 13:0. Kolejne sześć “oczek” dorzucił w drugiej kwarcie po krótkiej akcji podaniowej Wiktor Zięba. Kopacz wrocławian tym razem się nie pomylił, dokładając do dorobku gospodarzy jeden punkt. Poprawnie spisywała się tego dnia linia defensywna zespołu Nicka Johansena. Rozgrywający gości, Terrence Shambry doświadczył tego na własnej skórze, kiedy przed linią wznowienia akcji powalił go Jakub Grabas. Panthers nie zwalniali tempa, co pozwoliło im na wywalczenie kolejnego przyłożenia. Tym razem po 5-jardowej akcji podaniowej na listę punktujących wpisał się Bartosz Dziedzic. Podwyższenie Dawida Pańczyszyna zostało zablokowane. Ozdobą tego widowiska była efektowna, około 60-jardowa akcja Tima Morovicka i Bartosza Dziedzica, która dała przyłożenie, lecz na nieszczęście gospodarzy, sędziowie dopatrzyli się przewinienia i nie mogli zaliczyć tego touchdownu byłemu rozgrywającemu Panthers i reprezentacji Polski. Nie minęło wiele czasu i wrocławianie dopięli swego, powiększając prowadzenie za sprawą 4-jardowego biegu niezwykle aktywnego w tym starciu Mateusza Szeflera, który już od kilku tygodni z konieczności spowodowanej plagą kontuzji wśród biegaczy Panter, występuje na pozycji running backa. Mistrzowie Polski próbowali podwyższać za dwa punkty, jednak Timothy Morovick został zatrzymany przed endzone i na przerwę wrocławianie zeszli z prowadzeniem 32:0. W ostatniej akcji pierwszej połowy sackiem na amerykańskim rozgrywającym Falcons popisał się jeszcze Szymon Adamczyk.

W trzeciej kwarcie również oglądaliśmy powalenie Terrence’a Shambry’ego, tym razem autorstwa Jarosława Lewczyka. Sacka oglądaliśmy również na Timie Morovicku. W defensywie Sokołów błysnął Kacper Pustołka, a już w następnej akcji Amerykanina powalił przed linią wznowienia akcji również Jacek Kozub. Najbardziej w tym spotkaniu w całej ekipie ze Śląska wyróżniał się jednak Luis Rosado, bez którego przyjezdni zapewne straciliby o wiele więcej punktów. Nawet “import” tyszan nie był jednak w stanie zatrzymać 5-jardowego biegu Mateusza Szeflera z trzeciej kwarty, który spowodował wejście w życie “mercy rule”. Udane podwyższenie Dawida Pańczyszyna zmieniło rezultat na 39:0. W ostatniej odsłonie meczu Terrence Shambry decydował się na solowe biegi, co jednak kończyło się między innymi powaleniem w wykonaniu Jacka Wszoła. Minęła chwila i kolejny w tym spotkaniu sack udało się zanotować Szymonowi Adamczykowi. Z biegiem czasu Panthers wystawiali coraz więcej zawodników rezerwowych, dając szansę między innymi Janowi Wawrzyniakowi na pozycji rozgrywającego. Nie potrafili tego jednak wykorzystać goście i rezultat nie uległ już zmianie.

Falcons czeka za niespełna dwa tygodnie niezwykle ciekawie zapowiadający się mecz “rundy dzikich kart” z Kraków Kings. Wyłoni on uczestnika półfinału, w którym rywalem będą właśnie zawodnicy Panthers Wrocław.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Łukasz Skwiot