13. seria gier Ligi Futbolu Amerykańskiego odpowie nam na pewno na pytanie, która z drużyn obok Panthers Wrocław wywalczy sobie bezpośredni awans do półfinału LFA1. Już w sobotę możemy także poznać spadkowicza na drugi poziom rozgrywkowy, a także układ sił w grupie A LFA2.

Sobota, 16 czerwca, godzina 16:00
LFA2
Rzeszów Rockets – Green Ducks Radom

Wyjątkowo, kolejkę rozpoczniemy od meczu na zapleczu elity. W Rzeszowie tamtejsze Rakiety będą chciały zrewanżować się radomskim Zielonym Kaczorom za niedawną wyjazdową porażkę 9:26. Będzie to już trzeci pojedynek tych ekip w tym roku. Za pierwszym razem po znakomitej końcówce, swoje jedyne jak dotąd zwycięstwo na poziomie LFA2 odnieśli Rockets. Dzięki dwóm przyłożeniom Jakuba Chlebicy z czwartej kwarty, rzeszowianie triumfowali 30:19 i w sobotę będą chcieli powtórzyć to osiągnięcie. Gospodarze meczu inaugurującego 13. kolejkę Ligi Futbolu Amerykańskiego deklarują, że uporali się już z częścią kontuzji, które w ostatnim czasie wpłynęły na ich słabszą dyspozycję i chcą “namieszać” jeszcze w grupie A, w której w przypadku triumfu Rakiet, wszystkie trzy drużyny będą jeszcze miały szansę na awans do fazy play-off.

Złudzeń o wyjściu z grupy chcą ich w sobotę pozbawić Green Ducks, którzy w tym sezonie wygrywają jednak tylko przed własną publicznością. Potyczki na cudzych obiektach im nie służą, stąp porażki zarówno w Lublinie, jak i w Rzeszowie. Radomianie chcą się “przełamać” właśnie na Podkarpaciu. Mecz z Rockets z początku czerwca pokazał, że jest to zespół, który mogą oni spokojnie pokonać, jeśli uda im się uniknąć własnych błędów, a także wykorzystane zostaną potknięcia przeciwnika. Jeśli Zielonym Kaczorom uda się wygrać, wówczas zespół z Rzeszowa plany o udziale w meczu półfinałowym będzie musiał odłożyć na przyszły rok.

Sobota, 16 czerwca, godzina 17:00
LFA1
Wilki Łódzkie – Rhinos Wyszków

Niezwykle ciekawie zapowiada się potyczka w Łodzi. Ostatni zespół grupy C podejmie tam lidera grupy B, co jednak wcale nie musi oznaczać, że Wilki są w tym spotkaniu skazywane na porażkę. Gospodarze bowiem są “w gazie” po ubiegłotygodniowym, pierwszym w tym sezonie triumfie. Ofiarą Wilków zostali Patrioci Poznań, którzy ulegli na własnym terenie dopiero po dogrywce 23:26. Zwycięstwo to znacznie przybliżyło łodzian do utrzymania się w krajowej elicie futbolowej. Jeżeli udałoby im się zwyciężyć także z Nosorożcami, wówczas Angels Toruń przez tydzień będą przygotowywali się do ostatniego w tym sezonie meczu z AZS UWM Olsztyn Lakers ze świadomością, że nawet wygrana z Jeziorowcami nie pozwoli im na uniknięcie spadku.

Rhinos natomiast wygrana da nieco więcej spokoju przed decydującym o awansie z grupy B rewanżem z Warsaw Sharks. Na chwilę obecną oba te zespoły mają na swoim koncie po 8 punktów. W przypadku triumfu wyszkowian w Łodzi, udział w “rundzie dzikich kart” da im nawet przegrana w stolicy różnicą mniejszą niż 6 punktów. Jeśli jednak to Wilki w sobotę wywalczą triumf, wówczas 23 czerwca nie będzie już żadnej kalkulacji i to ekipa, która wywalczy nawet minimalną wygraną, będzie mogła cieszyć się awansu. Nosorożce jednak nie wybiegają tak daleko w przyszłość i o meczu z Rekinami będą myśleć dopiero po starciu w Łodzi. Ten sezon pokazał nam, że grupa C jest zdecydowanie silniejsza niż B – wszystkie trzy międzygrupowe potyczki kończyły się na korzyść ekip z południa. Kraków Kings pokonali 35:20 Warsaw Sharks, Patrioci Poznań 51:10 Angels Toruń, a Silesia Rebels 26:0 Olsztyn Lakers. To pokazuje, że Rhinos mimo świetnej pozycji w tabeli, wcale nie mają co liczyć na łatwą wygraną. Mecz ten pokaże nam, w jakim miejscu znajdują się obecnie Nosorożce.

Niedziela, 17 czerwca, godzina 13:00
LFA1
Seahawks Gdynia – Lowlanders Białystok

Niekwestionowany hit 13. kolejki! Znamy już pierwszego półfinalistę, czyli Panthers Wrocław, a niedzielne popołudnie powie nam, kto dołączy do mistrzów Polski i będzie mógł spokojnie przygotowywać się do meczu o udział w Polish Bowl. Tutaj także mamy odrobinę kalkulacji – teoretycznie Jastrzębie mogą nawet przegrać z Lowlanders, a i tak awansować bezpośrednio do półfinału, lecz różnica musiałaby wynosić mniej niż trzy punkty. Przypomnijmy bowiem, że Seahawks na Podlasiu w końcówce marca triumfowali 18:15 dzięki kopnięciu z pola Przemysława Portalskiego w ostatnich sekundach i są na minimalnie uprzywilejowanej pozycji. Pewne jest jednak, że nikt nie będzie myślał o pierwszym tegorocznym starciu i celem obu ekip jest tylko i wyłącznie wygrana. Wicemistrzowie Polski mają za sobą niezwykle trudny okres. Starcie z Lowlanders będzie dla nich zakończeniem istnego maratonu. Będzie to bowiem czwarty weekend, w którym podopieczni Macieja Cetnerowskigo nie mieli choćby tygodnia odpoczynku. Ich seria trudnych wyjazdów rozpoczęła się od porażki 7:35 z Panthers Wrocław. Tydzień później udało im się wygrać w Tychach z Falcons 37:28 (ostatecznie mecz zweryfikowany na walkower na korzyść Seahawks z powodu wystawienia nieuprawnionego zawodnika w ekipie gospodarzy), a kilka dni temu Jastrzębie wystąpiły w stolicy Serbii, gdzie niestety przegrały w finale CEFL Cup z SBB Vukovi Beograd 41:55. Na pewno gdynianie będą mieli “w nogach” te trudne potyczki, natomiast plusem dla nich może być fakt nieco bardziej wypoczętego Jakuba Mazana, który w Belgradzie nie mógł wystąpić z powodu zawieszenia.

W tym sezonie Lowlanders zdają się myśleć, że “jak nie teraz to nigdy”. Całkiem zresztą słusznie – Ludzie z Nizin od lat znajdują się krajowej w czołówce, lecz tak silnej drużyny chyba jeszcze nie mieli. W Białymstoku zdają sobie sprawę, że minimalna porażka z pierwszego starcia nie rozstrzygnęła definitywnie, która z ekip prezentuje obecnie wyższy poziom. Zawodnicy prowadzeni przez Johna Douglasa Harpera nie mogą narzekać na zmęczenie. Po niezwykle emocjonującym, przegranym ostatecznie 27:62 starciu z Panthers, Lowlanders mieli kilkanaście dni przerwy od meczów, co może w niedzielę zrobić różnicę. Białostoczanom jako jedynemu zespołowi z LFA udało się kilkukrotnie wyjść na prowadzenie w potyczce z Panterami, co na pewno pokazało im, że nawet w potyczce z wyżej notowaną drużyną są w stanie nawiązać wyrównaną walkę. Nie potrafili jednak po przerwie utrzymać wysokiego tempa, co okazało się kluczem do triumfu wrocławian. Przeciwko Seahawks muszą mieć to na uwadze, by tak jak w końcówce marca, korzystny wynik nie wymknął im się z rąk w ostatnich sekundach meczu. Warto przypomnieć, że wyjątkowo starcie to nie zostanie rozegrane na domowej arenie Seahawks, Narodowym Stadionie Rugby, a na bocznym boisku stadionu Arki Gdynia.

– Myślę, że najbliższe spotkanie z Seahawks będzie miało zupełnie inny przebieg, niż to z 24 marca, kiedy z nimi przegraliśmy. Popełniliśmy wtedy masę błędów w ofensywie i mimo bardzo dobrej postawy defensywy, nie zdołaliśmy wykończyć wielu akcji. Minęło dużo czasu, a nasza ofensywa działa już tak jak powinna, co potrafiliśmy pokazać z o wiele cięższym przeciwnikiem – Panthers Wrocław. Wszyscy w drużynie wręcz nie mogą już wytrzymać, by pokazać Seahawks na co naprawdę nas stać. Wiem, że drużyna z Gdyni miała ostatnie tygodnie dość ciężkie, ale to mocni zawodnicy, niewątpliwie dobrze przygotowani na trudy takiego sezonu. Jeżeli nasza ofensywa, jak i defensywa nie będą popełniały błędów, a przynajmniej nie w tak dużej ilości jak na początku sezonu, to w ten weekend wywalczymy półfinał u siebie – powiedział Mikołaj Pawlaczyk, running back Lowlanders Białystok.

Niedziela, 17 czerwca, godzina 13:00
LFA1
Panthers Wrocław – Tychy Falcons

Równolegle do starcia w Gdyni, rywalizacja w grupie A będzie toczyła się także we Wrocławiu. Pewni już miana najlepszej ekipy LFA1 w sezonie zasadniczym mistrzowie Polski podejmą przed własną publicznością Tychy Falcons. W tym przypadku także wyjątkowo zmianie uległa lokalizacja meczu i na jedno spotkanie Pantery musiały opuścić Stadion Olimpijski z uwagi na odbywający się w ten weekend Nocny Półmaraton Wrocławski. Podopieczni Nicka Johansena odbędą sentymentalną podróż w czasie, na chwilę wracając na kameralny obiekt przy ulicy Sztabowej. Ich cel jest jednak niezmienny – Panthers chcą zanotować “perfekcyjny sezon” i by tego dokonać, po raz drugi w tym roku muszą uporać się z tyskimi Sokołami. Pierwsze starcie tych ekip zakończyło się spektakularnym triumfem wrocławian, którzy na Śląsku wygrali w końcówce marca 57:17. Niedzielna potyczka będzie także “badaniem” rywala przed półfinałem, w którym te ekipy mogą na siebie trafić i zmierzyć się po raz kolejny.

Pantery są absolutnym faworytem, a tyszanie będą grali kompletnie bez presji. Część ich kibiców myślami jest już w fazie play-off, gdzie najsłabszy zespół grupy A zmierzy się z Kraków Kings. Futboliści Michała Kołka chcą jednak godnie zaprezentować się przed dolnośląską publicznością, jak miało to miejsce w poprzednim ligowym starciu. Wówczas na boisku, Falcons potrafili postawić trudne warunku Seahawks Gdynia, mając zwycięstwo z wicemistrzami Polski w zasięgu ręki. Jeżeli uda im się zniwelować liczbę błędów w ataku, Panthers mogą się nieco zdziwić. Sokoły są na pewno zespołem o wiele lepszym niż na starcie sezonu i we Wrocławiu będą chcieli tę tezę potwierdzić.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Jacek Stańczak