Wataha Zielona Góra w tym roku nie zaznała jeszcze smaku porażki. W rozgrywkach LFA2 podopieczni Krystiana Wójcika kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa, przedłużając swoją passę pewnym domowym triumfem nad Thunder Lions 53:17.

Już pierwsze akcje tego starcia pokazały gościom, że łatwo nie będzie. Dalekie podanie rozgrywającego Thunder Lions zostało przechwycone przez Przemysława Schołtuna, który zdołał swoją akcję powrotną zakończyć w polu punktowym. Sporo szczęścia gospodarze mieli przy podwyższeniu. Kopać za jeden punkt próbował Mateusz Tomaszewski, co zostało zablokowane przez graczy ze Śląska. Piłka znalazła się jednak pod nogami gracza z Zielonej Góry, który bez chwili namysłu złapał ją i wpadł w pole punktowe, co oznaczało dwa dodatkowe “oczka” dla gospodarzy. Dość niespodziewanie, skazywanie na “pożarcie” przez Watahę gości zdołali błyskawicznie odpowiedzieć przyłożeniem Łukasza Dudzika, który popisał się 41-jardową akcją biegową, która całkowicie zmyliła futbolistów z województwa lubuskiego. Ten sam zawodnik wykorzystał trikową akcję “Pieruńskich Lwów” przy podwyższeniu. Przyjezdni zamarkowali próbę kopania, ostatecznie posyłając podanie w pole punktowe właśnie do Dudzika, dzięki czemu doprowadzili do remisu. Gracze z Rybnika i Gliwic nie cieszyli się długo z takiego stanu rywalizacji. Kilkunastojardowy bieg Aureliana Amrogowicza wyprowadził gospodarzy na ponowne prowadzenie. Udało się także – tym razem zgodnie z planem – podwyższyć za dwa. Krótkie kickoffy są w tym roku zabójczą bronią zielonogórzan. Właśnie po takiej akcji udało im się bardzo szybko wrócić do ataku w pierwszej kwarcie potyczki z Thunder Lions. Ta seria ofensywna również zakończyła się przyłożeniem. Tym razem po kilkujardowym biegu na listę punktujących wpisał się Matt Pineda. Za dwa “oczka” podwyższył Krystian Wójcik. Gospodarze potrafili wykorzystać niemal wszystkie błędy po stronie drużyny ze Śląska, a takim trzeba na pewno nazwać zgubienie piłki na własnej połowie z końcówki pierwszej kwarty i przejęcie jej przez Watahę. Już chwilę później rozgrywający z Zielonej Góry, Patryk Wójcik uświetnił swoje 26. urodziny zdobyciem touchdownu po około 5-jardowym biegu. Za jeden punkt podwyższył Mateusz Tomaszewski, a trzeba powiedzieć, że nie miał łatwego zadania. W wyniku przewinienia Wataha została cofnięta i musiał on kopać będąc oddalonym od bramki o 35 jardów. Po tym przyłożeniu zielonogórzanom po raz drugi dzisiejszego dnia udało się odzyskać piłkę zaraz po krótkim wykopie. Na dobrą sprawę już pierwsza kwarta wyłoniła triumfatora tego spotkania. Po raz drugi bowiem w polu punktowym zameldował się Matt Pineda. Tym razem nie udało się podwyższyć – próba akcji podaniowej nie przyniosła efektów, co nie zmienia faktu, iż po pierwszych dwunastu minutach gry Wataha prowadziła 37:8. Przyjezdni odrobili nieco straty na początku drugiej części spotkania. 30-jardowe kopnięcie z pola Marcina Jankowskiego dało Thunder Lions trzy punkty. Ostatnie słowo w pierwszej połowie należało jednak do gospodarzy. Przyłożenie po krótkim biegu zanotował Patryk Wójcik, a za dwa punkty podwyższył Matt Pineda, a kolejny cios “Pieruńskim Lwom” zadał Przemysław Schołtun, który popisał się przechwytem i ponad 70-jardową akcją powrotną zakończoną touchdownem, co wprowadziło w życie “mercy rule”. Po dwupunktowym podwyższeniu Aureliana Amrogowicza rezultat pierwszej połowy został ustalony na spektakularne 53:11 dla gospodarzy.

Druga połowa tego spotkania nie była już tak intensywna, zwłaszcza z uwagi na szybko płynący czas. W szeregach Watahy szansę dostali nominalni zmiennicy, a na szczególną uwagę zasługuje fakt postawienia już od początku trzeciej kwarty na zaledwie 17-letniego rozgrywającego Cezarego Szczęsnego, który był nawet bliski przyłożenia. Touchdown w końcówce trzeciej części spotkania udało się zaliczyć jednak Grzegorzowi Kozubowi, który dzisiaj pokazał się nie na pozycji quarterbacka, a biegacza. Po raz drugi goście chcieli zmylić zielonogórzan i mimo zasygnalizowania podwyższenia za jeden punkt, próbowali akcji podaniowej. Tym razem jednak nie dało to dodatkowych dwóch “oczek”. Niedoświadczeni gracze Watahy nie ustrzegali się błędów, między innymi po krótkim kickoffie rywali, którym udało się przejąć futbolówkę. W ostatnich sekundach meczu zielonogórzanie byli bardzo blisko wywalczenia jeszcze jednego touchdownu, lecz ostatecznie ich atak został zatrzymany tuż przed polem punktowym i sędziowie zakończyli pojedynek przy wyniku 53:17.

Watahę czeka teraz wyjazd do Bielawy, gdzie zmierzą się z Owls 24 czerwca. Thunder Lions z kolei dzień wcześniej na własnym terenie podejmą Towers Opole.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Przemysław Stróżniak