Wicemistrzowie Polski w niedzielę, 10 czerwca staną przed jednym z największych wyzwań w historii klubu. Seahawks Gdynia wystąpią w finale międzynarodowego CEFL Cup, a ich przeciwnikiem będzie ekipa SBB Vukovi Beograd.

Pierwszy taki sukces na europejskiej arenie jest dla Jastrzębi na wyciągnięcie ręki. By dojść do rozgrywanego w Belgradzie finału, podopieczni Macieja Cetnerowskiego musieli uporać się z mistrzami Węgier, Cowbells Budapest. Przed własną publicznością, na Narodowym Stadionie Rugby w Gdyni, polska drużyna wygrała pewnie, 28:18 i mogła świętować awans do decydującego starcia. W finale jednak zadanie będzie zdecydowanie trudniejsze. Wilki ze stolicy Serbii to przede wszystkim niezwykle doświadczona w międzynarodowych bojach ekipa. Trzeba jednak przyznać, że ostatnie sezony to dla Vukovi pasmo rozczarowań. W roku 2017 zespół rywalizował w CEFL Championship, czyli rozgrywkach w których oglądaliśmy także Panthers Wrocław. Doszło wówczas do niespotykanej zbyt często sytuacji – Serbowie wygrali oba mecze, a i tak nie dostali się do finału, bowiem lepszym bilansem małych punktów legitymowali się ich najwięksi krajowi rywale – Kragujevac Wild Boars i to oni ulegli SWARCO Raiders Tirol 20:55 w meczu finałowym. Co ciekawe również, Vukovi w ubiegłym roku mieli okazję zmierzyć się w bezpośrednim starciu z pierwszym przeciwnikiem Seahawks w CEFL Cup, czyli Cowbells Budapest. Rok temu różnica między tymi ekipami była niewielka – Wilki triumfowały nad drużyną z Węgier 27:24. By wspomnieć o sukcesie europejskim klubu z Belgradu, trzeba cofnąć się aż do roku 2014 kiedy w CEFL Bowl pokonali oni Ljubljana Silverhawks 27:17. Był to dla nich szósty i ostatni jak dotąd wygrany finał rozgrywek pod egidą Central European Football League.

Nie najlepiej wiedzie się Wilkom w ostatnim czasie również na krajowym podwórku, gdzie także ostatni puchar mistrzowski wywalczyli w 2014 roku. Miniony sezon przyniósł ogromne rozczarowanie, ponieważ drużynie z Belgradu nie udało się nawet awansować do finału. Drogę do tego zamknęli im futboliści Novi Sad GAT Dukes z obecnym rozgrywającym Warsaw Eagles, Christopherem Jeffreyem na czele. Pod koniec roku w zespole doszło więc do sporych zmian. Stanowisko trenera głównego powierzono Malikowi Jacksonowi, który w kampanii 2017 doprowadził niemieckie Kiel Baltic Hurricanes do półfinału GFL – Mecz z Seahawks będzie dla nas sporym wyzwaniem, ponieważ grają oni bardzo konsekwentny, dobry futbol. Zawsze czekam na takie mecze, ponieważ gra na tak wysokim poziomie daje wiele doświadczenia i drużyna sportowo może się rozwijać. Oglądałem jak dotąd trzy mecze zespołu z Gdyni i muszę przede wszystkim powiedzieć, że ich postawa przeciwko Panthers Wrocław nie była tak słaba, jak mógłby sugerować wynik. Środek obrony Seahawks jest imponujący dzięki dwóm solidnym defensive tackles, również inside linebacker to bardzo dobry zawodnik. Oczywiście “import” na safety też jest mocnym punktem Gdyni. Ten finał jest czymś, na co czekaliśmy cały sezon, więc jestem pewien, że będziemy dobrze przygotowani. Wiemy, że Seahawks są szanowani w Europie, więc mamy świadomość, że przeciwko nim musimy się dobrze zaprezentować, by wskoczyć na wyższy poziom na arenie międzynarodowej. Spodziewam się, że Jastrzębie przyjadą do Serbii w jednym celu – wrócić do Polski z pucharem. Jestem fanem Josepha Bradleya i wiem, że będzie chciał zagrać swój najlepszy mecz, gra o mistrzostwo to zawsze wyjątkowa sprawa. Seahawks nie popełnią wielu błędów, będą do finału świetnie przygotowani i niezwykle groźni w formacjach specjalnych. Na pewno mają nas kim postraszyć – powiedział Malik Jackson, pod którego wodzą Vukovi w tym roku przegrało tylko raz, na początku kwietnia w wyjazdowym starciu z mistrzem kraju, Kragujevac Wild Boars 21:38. W lidze plasują się zatem na drugim miejscu w tabeli z bilansem 5-1.

W tym roku Wilki mają spore szanse na awans do finału serbskich rozgrywek, ponieważ ich ubiegłoroczny półfinałowy pogromca, Novi Sad GAT Dukes, przestał istnieć. Kilku graczy tej ekipy dołączyło zresztą właśnie do Vukovi, podnosząc poziom sportowy drużyny. Jedną z największych gwiazd Serbów jest rozgrywający Khari Vercher, który w półfinale CEFL Cup przeciwko wicemistrzom Turcji, Sakarya Tatankaları, czterokrotnie zaliczył podanie na touchdown, a dwa razy sam zameldował się w polu punktowym. W całym meczu udało mu się wywalczyć aż 344 jardy, co pokazuje jak groźną bronią jest w ekipie z Belgradu Amerykanin. Wśród wide receiverów na wyróżnienie zasługuje Nikola Simović, który we wspomnianym półfinale zdobył aż cztery przyłożenia. Na pozycji skrzydłowego oglądaliśmy w Vukovi drugiego z graczy zza Oceanu, Joshuę Hartigana, lecz z powodu kontuzji nie wystąpi on przeciwko Seahawks. Serbowie jednak bardzo szybko zareagowali na tę stratę, zatrudniając dosłownie przed kilkoma dniami innego Amerykanina. Cory Butler-Boyd może występować zarówno w ataku jako wide receiver, jak i w defensywie na pozycji cornerbacka. Urodzony w 1994 roku absolwent University of Utah zadebiutuje w barwach Wilków właśnie przeciwko wicemistrzom Polski i jego postawa jest wielką niewiadomą. Większość kibiców zgodnie twierdzi, że bardzo trudno w niedzielnym pojedynku wskazać faworyta, co podziela zresztą trener Seahawks Gdynia, Maciej Cetnerowski – Uważam, że Serbowie prezentują zbliżony do naszego poziom sportowy. Grają jednak u siebie, nie muszą jechać 20 godzin autokarem i są zaaklimatyzowani. Dlatego mogą być postrzegani jako faworyci. Dla nas nie ma to jednak znaczenia. Na temat Vukovi wiemy tyle samo, co o polskich rywalach dzięki magii technologii XXI wieku – ocenił head coach wiceliderów grupy A LFA1.

Temat miejsca rozegrania finału nie może zostać pominięty. Niedzielna potyczka odbędzie się na Bask Arenie w Belgradzie. Półfinałowe spotkanie z drużyną z Turcji nie przyciągnęło na trybuny tego kameralnego obiektu wielu kibiców, lecz szkoleniowiec Vukovi liczy, że “własne ściany” pomogą jego podopiecznym – Jeśli chodzi o atut własnego boiska, to przede wszystkim kluczowy jest tutaj fakt podróży na mecz. To decydujące spotkanie o mistrzostwo, więc myślę także, że nasi kibice pomogą nam głośnym dopingiem. To też może zrobić różnicę – z optymizmem patrzy w przyszłość Malik Jackson.

Polski futbol nie miał od dawna okazji sprawdzić się bezpośrednio na tle rywala z Serbii, więc starcie Seahawks z Vukovi przedstawi nam także pozycję naszego kraju w europejskiej hierarchii. Polsko – serbskie pojedynki skumulowały się w roku 2009. W ramach EFAF Challenge Cup Seahawks ulegli 14:21 Vrbas Hunters i 12:42 Klek Knights, natomiast Devils Wrocław w tych samych rozgrywkach trafili do grupy z Kragujevac Wild Boars (0:64) i Pančevo Panthers (0:35 – wo.). Osobą, która doświadczyła gry w obu krajach i może zdecydowanie więcej powiedzieć na temat tego starcia jest Joshua Quezada, który w sezonie 2016 został wybrany najlepszym running backiem Topligi w barwach Seahawks Gdynia, a obecnie reprezentuje barwy niepokonanego lidera serbskiej Prvej Ligi, Kragujevac Wild Boars i miał już w tym sezonie okazję zagrania przeciwko Wilkom z Belgradu – Vukovi to dobra drużyna, prezentująca równowagę po obu stronach piłki. Ich atutem w obronie jest na pewno solidna linia defensywna, która wykonuje świetną pracę w powstrzymywaniu akcji biegowych. W ataku groźną bronią jest serbski wide receiver, do którego rozgrywający uwielbia posyłać piłkę, co mogłem zauważyć gdy grali przeciwko mojej drużynie. Niedawno zakontraktowali nowego Amerykanina, który wygląda na szybkiego gracza. Wygląda jednak na to, że nie grał na poważnym poziomie przez ostatnie dwa lata, więc może być nieco “zaniedbany” przez brak aktywności przez tak długi czas. Linie, zarówno ofensywna, jak i defensywna Seahawks są bardzo dobre. Jeśli rozgrywający będzie miał wystarczająco dużo czasu na posłanie podania, gra górą powinna wyglądać dobrze. Do tego Arek Cieślok jest moim zdaniem jednym z najlepszych defensywnych liniowych w Europie! Jeśli uda mu się wywierać presję na quarterbacku Serbów przez wszystkie cztery kwarty, wówczas Seahawks powinni dać sobie spokojnie radę. Myślę, że Vukovi są faworyzowani, bo przegrali w tym sezonie tylko jeden mecz, przeciwko mojej ekipie, a Seahawks mają już na swoim koncie dwie porażki. To będzie dobre widowisko, życzę szczęścia obu zespołom – powiedział Joshua Quezada, gwiazda aktualnych mistrzów Serbii, który z gdyńskimi Jastrzębiami sięgnął w sezonie 2016 po wicemistrzostwo Polski.

Nie tylko Vukovi do finału CEFL Cup przystąpią osłabieni na pozycji wide receivera. W szeregach Seahawks nie zobaczymy jutro Jakuba Mazana, który w trzeciej kwarcie meczu z Cowbells Budapest wdał się w sprzeczkę z Kevinem Nagy’em, za co obaj zostali usunięci z boiska. Kara zawieszenia reprezentanta Polski została przedłużona także na następny mecz gdynian w tych międzynarodowych rozgrywkach. Jest to ogromna strata dla Jastrzębi, czego nie ukrywa szkoleniowiec polskiej ekipy – Kto ogląda nasze mecze, nie zadałby nigdy pytania, jaką wartość ma dla nas Jakub Mazan – odpowiada krótko Maciej Cetnerowski.

Jedno przed niedzielnym wieczorem jest pewne – dla Seahawks i Vukovi nie będzie to łatwa przeprawa, lecz wicemistrzowie Polski jeszcze nigdy nie byli tak blisko wywalczenia międzynarodowego trofeum. Jeśli im się uda, zapiszą w swojej, jak i całego polskiego futbolu amerykańskiego historii piękny rozdział i tegoroczny sezon będą mogli co najmniej w pewnym stopniu uznać za udany. Początek niedzielnego starcia zaplanowany jest na godzinę 17:00. Transmisję internetową będzie można znaleźć pod TYM LINKIEM.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA