Warsaw Sharks zrehabilitowali się przed własną publicznością za ubiegłotygodniową wpadkę w Wyszkowie. Rekiny w 12. kolejce LFA1 rozgromiły Angels Toruń aż 42:0 i wciąż mają szansę na wygranie grupy B.

Mecz rozpoczął się fantastycznie dla gospodarzy. Po kickoffie długą akcją powrotną popisał się Gabriel Chambers, a już w następnej akcji 28-jardowe podanie Bradleya Jones’a do Mateusza Ponety wyprowadziło Rekiny na prowadzenie. Za jeden punkt podwyższył Kamil Ronczka. Ten sam tercet kilka minut później po 15-jardowej akcji podaniowej dał warszawianom kolejne siedem punktów. W defensywie Sharks jako pierwszy przechwytem błysnął Filip Poszytek, lecz jego akcja nie została zaliczona przez przewinienie jednego z kolegów. Gospodarze dostali 15-jardową karę i ekipa z Torunia znalazła się blisko ich pola punktowego. Gdy do endzone’u brakowało już tylko dwóch jardów, podanie Matta Kersheya przechwycił Adam Dobkowski i przyjezdni stracili najlepszą szansę do zapunktowania w pierwszej połowie. Rekiny rozpoczęły natomiast kolejną serię ofensywną, zakończoną przyłożeniem Jana Omelańczuka, którego krótkim podaniem obsłużył Bradley Jones. Po raz trzeci celnie za jedno “oczko” kopnął Kamil Ronczka, dzięki czemu gospodarze po pierwszej kwarcie prowadzili 21:0. Druga część meczu także szybko przyniosła punkty podopiecznym Austina Jones’a. Angels zdecydowali się na odkopnięcie piłki, którą przejął Gabriel Chambers i ponad 40-jardowym biegiem powiększył prowadzenie swojej drużyny. Nie pomylił się ponownie Ronczka. Rozgrywający Aniołó, Matthew Kershey nie miał dziś łatwego zadania, a jego największą “zmorą” był Bartosz Stawowy, który w drugiej kwarcie zanotował dwa sacki. “Mercy rule” jeszcze przed przerwą oglądaliśmy dzięki spektakularnej, 60-jardowej akcji podaniowej po której na listę punktujących dopisał się Antoni Podgórski. Po kopnięciu Kamila Ronczki na tablicy widniało 35:0. Goście z Torunia chcieli zmniejszyć stratę dzięki kopnięciu z pola, ale niemal 45-jardowa próba Mateusza Freli została zablokowana i skończyła się przejęciem piłki przez Rafała Michaluka.

W trzeciej kwarcie Gabriel Chambers ponownie po punt returnie zameldował się w polu punktowym. Widowiskowy, około 75-jardowy bieg Amerykanina nie został jednak zaliczony przez blok w plecy jego kolegi z drużyny. Świetnie prezentował się dziś Bradley Jones, lecz nie ustrzegł się błędu, który pozwolił Piotrowi Fafińskiemu na zaliczenie sacka, którego powtórzył również w ostatniej części meczu. Rozgrywającego Angels w końcówce trzeciej kwarty powalił z kolei Marcin Soboń. Na niespełna pięć minut przed upływem czasu, 24-jardowa akcja podaniowa zakończyła się touchdownem Przemysława Bednarskiego, a rezultat na 42:0 ustalił podwyższeniem za jeden punkt bezbłędny dzisiejszego dnia w tym aspekcie gry Kamil Ronczka. Na ostatnie chwile meczu na boisku na pozycji rozgrywającego zameldował się Patryk Gastołek, który po chwili został powalony przez Piotra Fafińskiego. W ostatniej sekundzie spotkania rezerwowy quarterback Rekinów chciał jeszcze posłać podanie na przyłożenie, lecz piłka trafiła w ręce Marka Kucharskiego, którego już na połowie gospodarzy udało się zatrzymać, przez co przyjezdni zakończyli to starcie z zerowym dorobkiem punktowym.

Obie drużyny mają do rozegrania już tylko jeden niezwykle ważny mecz sezonu zasadniczego. Warsaw Sharks 23 czerwca na własnym terenie zmierzą się z Rhinos Wyszków i muszą pokonać ich różnicą większą niż sześć punktów, jeśli chcą spokojnie zameldować się w “rundzie dzikich kart”. Angels z kolei wciąż walczą o utrzymanie i jeśli uda im się dzień później pokonać AZS UWM Olsztyn Lakers, znacznie zbliżą się do tego celu, notując przy tym pierwszy, historyczny triumf na boiskach Ligi Futbolu Amerykańskiego.

Mariusz Kańkowski
Buro Prasowe LFA

Foto: Przemysław Szatkowski