W 12. kolejce Ligi Futbolu Amerykańskiego odpoczynek od ligowych zmagań mają ekipy z najsilniejszej grupy A, co nie oznacza jednak braku emocji i efektownych starć w pięciu zaplanowanych na najbliższy weekend spotkaniach. 

Sobota, 9 czerwca, godzina 15:00
LFA1
Warsaw Sharks – Angels Toruń

Dwunasty tydzień zmagań zostanie zainaugurowany w stolicy, gdzie tamtejsze Rekiny zmierzą się z najsłabszym zespołem grupy B, Angels Toruń. Podopieczni Austina Jones’a przystąpią do tego starcia z chęcią zrehabilitowania się kibicom za ostatnią niespodziewaną wpadkę w Wyszkowie, gdzie Sharks przegrali 27:33 z Rhinos. W wyniku tej porażki, zespół z Warszawy spadł na drugie miejsce w tabeli i wciąż nie jest pewny udziału w “rundzie dzikich kart”. Aby to osiągnąć, Rekiny muszą wygrać oba najbliższe starcia. Atutem będzie na pewno fakt, iż zaprezentują się w nich przed własną publicznością. Przegrana sprzed kilku dni niewątpliwie wstrząsnęła zespołem, który zobaczył że w końcówce sezonu zasadniczego potrzebna jest im wielka motywacja do kroczenia po kolejne triumfy. W przeciwnym razie główny faworyt do wygrania grupy B, może okazać się największym rozczarowaniem premierowego sezonu Ligi Futbolu Amerykańskiego.

Motywacji nie brakuje natomiast na pewno ekipie z Torunia, która wciąż walczy o ligowy byt. W tym roku nie udało im się jeszcze wygrać, lecz trzeba przyznać, że ostatnie spotkania mogą dać wiele powodów do optymizmu. W dwumeczu z Rhinos Wyszków triumf był na wyciągnięcie ręki, a do pokonania AZS UWM Olsztyn Lakers zabrakło Aniołom dosłownie kilkudziesięciu sekund. Mecz w stolicy Warmii zakończył się jednak bolesną przegraną 23:30. Angels mają do rozegrania w tym roku jeszcze dwa spotkania. Porażka w Warszawie nie będzie dla nich ogromnym ciosem, ponieważ kluczowy będzie raczej domowy rewanż z Lakers, którzy jak pokazało niedawne starcie, są w zasięgu torunian. Pierwszego tegorocznego meczu przeciwko Warsaw Sharks, obecni podopieczni Matthew Kersheya, nie wspominają miło. Przed własną publicznością Anioły uległy wyraźnie, 0:32, lecz trzeba pamiętać, że miało to miejsce w połowie marca. Od tamtej pory wiele aspektów ich gry uległo zmianie na lepsze. Między innymi osoba wspomnianego Amerykanina, który jest nie tylko trenerem głównym, ale i rozgrywającym Angels, wpłynęła pozytywnie na boiskową postawę drużyny wciąż niepewnej utrzymania w futbolowej elicie.

Sobota, 9 czerwca, godzina 16:00
LFA1
Kraków Kings – Silesia Rebels

Godzinę po pierwszym gwizdku w Warszawie, na boisko w Krakowie wybiegnie lider grupy C. W stolicy Małopolski dojdzie do spotkania na szczycie tej dywizji, a faworytem będą bez dwóch zdań gospodarze. Kings niejednokrotnie w tym roku pokazywali już, że w swojej grupie nie mają sobie równych. Futboliści ze Śląska przekonali się o tym dotkliwie 19 maja, ulegając przed własną publicznością 6:41. Podopieczni Zygmunta Łodzińskiego bezlitośnie potrafią obnażać błędy rywali i zamieniać je na punkty. Rebels z fotela lidera mogą strącić ich już tylko w teorii. Królowie na dobrą sprawę mogliby już myśleć o starciu w ramach “rundy dzikich kart”, lecz do rozegrania mają jeszcze dwa mecze sezonu zasadniczego. W przypadku zwycięstwa nad Rebeliantami, zapewnią sobie pierwsze miejsce w grupie i awans do kolejnej fazy rozgrywek, w której będą chcieli udowodnić swoje aspiracje dołączenia na stałe do ścisłej krajowej czołówki futbolowej, a należy przyznać, że mają ku temu argumenty.

Rebels na pewno pałają rządzą rewanżu za dotkliwą klęskę przeciwko Kings, jednak są świadomi, że o choćby nawiązanie równorzędnej walki, jak w pierwszej połowie potyczki w Siemianowicach Śląskich, będzie niezwykle trudno. Plaga kontuzji jaka dotknęła ekipę z Katowic mocno daje się we znaki w tym sezonie i mimo znakomitego początku rozgrywek, wiele wskazuje na to, że Rebelianci będą musieli zadowolić się drugim miejscem w tabeli grupy C LFA1. Zespół ze Śląska swoje ostatnie zwycięstwo odniósł ponad miesiąc temu, pokonując w Olsztynie zawodników Lakers. Po tym meczu przyszła nie tylko przegrana z Kings, która na dobre strąciła Rebels z pozycji lidera, ale także zaskakująca dla wielu kibiców porażka 23:28 z Patriotami Poznań, która tylko umocniła Królów na pierwszej lokacie, a Rebeliantów niemal całkowicie pozbawiła szans i marzeń o wygraniu grupy C. W Krakowie celem gości będzie przede wszystkim godne zakończenie sezonu 2018 i wyciągnięcie ostatnich boiskowych wniosków przed rozpoczęciem rywalizacji w nowym sezonie LFA.

Sobota, 9 czerwca, godzina 16:00
LFA2
Wataha Zielona Góra – Thunder Lions

Ciekawie będzie w ten weekend nie tylko na pierwszym poziomie rozgrywkowym, ale również na jego zapleczu. W Zielonej górze dojdzie do starcia lidera grupy B z ekipą, która w tym sezonie przegrała jak dotąd wszystkie trzy starcia. Wataha organizacyjnie już od pewnego czasu należy do krajowej elity i celem drużyny jest dołączenie do czołówki także sportowo. Ekipa prowadzona przez Krystiana Wójcika w tym roku pewnie kroczy w kierunku fazy play-off, liderując w swojej grupie z mianem jedynego niepokonanego klubu LFA2. Przed zielonogórzanami drugi w tym roku mecz domowy i organizatorzy ponownie liczą, że piękny futbolowy obiekt przy ulicy Botanicznej przyciągnie na trybuny co najmniej tysiąc kibiców. Nic tak nie napędza “głodu” na futbol jak sukces drużyny, a ta już w pierwszym sezonie funkcjonowania pod marką Wataha, ma szansę na awans do LFA1.

Przeszkodzić w ambitnych planach zielonogórzan będą chcieli futboliści ze Śląska, lecz trzeba przyznać, że Thunder Lions borykają się w tym roku ze sporymi problemami. Wciąż czekają na pierwszy triumf w Lidze Futbolu Amerykańskiego i niewiele wskazuje na to, by miał on zostać odniesiony w sobotnie popołudnie w Zielonej Górze. “Pieruńskie Lwy” znają już smak porażki z Watahą, której ulegli na początku maja u siebie 12:30. Kolejne tygodnie pokazują, że postawa zespołu z Rybnika i Gliwic z czasem wygląda coraz lepiej, lecz wciąż jest to za mało na drugoligowym froncie, gdzie Thunder Lions przegrali ostatnio 0:21 z Bielawa Owls – teoretycznie najłatwiejszym przeciwnikiem z grupy B.

Niedziela, 10 czerwca, godzina 13:00
LFA2
Towers Opole – Bielawa Owls

Niedzielę zaczniemy od drugiego meczu LFA2. Starcie to powinno nam pokazać, kogo za kilka tygodni zobaczymy na koniec sezonu zasadniczego na drugiej pozycji w tabeli, a co za tym idzie – w fazie play-off. Na uprzywilejowanej pozycji są gracze z Opola, którzy w tym roku raz pokonali już bielawskie Sowy 34:24. W niedzielę zaprezentują się oni ponadto po raz kolejny przed własną publicznością i sportowo nie mają zamiaru być gościnni dla Owls. Wieże legitymują się aktualnie bilansem 2-1, jedynej porażki doznając w potyczce z Watahą, przegranej ostatecznie 30:42. Towers pokazali wówczas że potrafią zmobilizować się w końcówkach meczów, o czym zresztą doskonale wiedzą zawodnicy Owls, którzy na własnym terenie wygrywali z zespołem z Opola. Prowadzeni przez Tima Bishopa futboliści potrafili jednak w Bielawie odrobić straty, dzięki czemu do niedzielnego meczu przystępują z dziesięciopunktową zaliczką.

Owls natomiast nie jednokrotnie pokazali już, że potrafią walczyć jak równy z równym z silniejszymi “na papierze” drużynami i stać ich na sprawienie niespodzianki. Zwycięstwo w Zielonej Górze wymknęło im się z rąk w ostatnich sekundach, a przeciwko Towers także nie dotrwali z prowadzeniem do końcowego gwizdka. Problemem w ich przypadku są znacznie słabsze drugie połowy i jeśli sztab szkoleniowy zdołał od ostatniego meczu poprawić dyspozycję Sów w końcowych fazach spotkań, bielawianie wcale nie muszą być w Opolu skazywani na porażkę. Tym bardziej że stawka tego starcie jest wysoka – jeśli Owls uda się wywalczyć pewną wygraną, wówczas to oni będą bliżej udziału w walce o mecz finałowy.

Niedziela, 10 czerwca, godzina 15:00
LFA1
Patrioci Poznań – Wilki Łódzkie

Wielkopolanie są w świetnych humorach po ostatnim udanym rewanżu z Silesia Rebels. Nie dał on awansu na pozycję wicelidera grupy C, lecz Patrioci udowodnili że mimo niewielkiego doświadczenia w meczach o najwyższą stawkę, nie zamierzają się łatwo poddawać. Szerokie grono młodych zawodników z Poznania potrafi sprawić niespodziankę i postawić się faworytowi. Pierwszy tegoroczny mecz z Wilkami okazał się dla nich udany – wygrana 38:21 pokazała, że Patrioci nie będą wcale w tym roku “chłopcami do bicia” i w niedzielę zamierzają oni potwierdzić swój potencjał. Stolica Wielkopolski jest w tym roku jeszcze niezdobyta – na tarczy do domów wracali z niej zawodnicy zarówno Angels Toruń, jak i Silesia Rebels i Patrioci chcą podtrzymać tę passę domowych triumfów.

Łatwo jednak nie będzie. Wilki są niesamowicie zdeterminowane do wywalczenia pierwszego w tym sezonie zwycięstwa. To właśnie oni są bowiem na chwilę obecną najbliżej spadku z ligi i ostatnie dwa ligowe pojedynki dadzą nam ostateczną odpowiedź na pytanie, kogo w przyszłym roku ponownie zobaczymy w elicie, a kto będzie musiał się odbudowywać na niższym poziomie rozgrywkowym. Łodzianom po meczu w Poznaniu, pozostanie jeszcze tylko domowe starcie z liderem grupy B, Rhinos Wyszków. Wilki nie zamierzają przystępować do tego starcia z “nożem na gardle” i zwycięstwo w Poznaniu ma być kluczowym krokiem w wywalczeniu utrzymania na poziomie LFA1. Pierwszy mecz tych drużyn pokazał, że różnica między tymi zespołami nie jest kolosalna, a jeśli dołożymy do tego zdeterminowane do rozszarpania przeciwników Wilki, zapowiada się niezwykle ciekawe widowisko.

Przed nami kolejny domowy mecz z bardzo wymagającym przeciwnikiem, nad którym w dodatku wisi widmo spadku, więc będzie walczył jeszcze bardziej zaciekle. Dlatego uważam, że niedzielne spotkanie będzie zupełnie inne niż mecz, który mieliśmy okazję zobaczyć w Łodzi. Rywale nie mają wyboru i muszą zrobić wszystko, by wygrać. Z drugiej strony my chcemy pokazać, że w Poznaniu jesteśmy niepokonani, a to frycowe, które rzekomo mieliśmy zapłacić w tym sezonie, to tylko pusty frazes. Oczywiście, że wygrana z Rebels dodała nam motywacji, ale to tylko kolejny krok do celu, jaki sobie postawiliśmy. Nie spoczywamy na laurach, bo bilans 3-3 żadnego ambitnego zawodnika nie zadowala, trenujemy ciężko i idziemy po pełną pulę do końca sezonu. Mam nadzieję, ze Wilki są gotowe, bo my w Poznaniu już na was czekamy – zapowiada Mateusz Cieśliński z Patriotów Poznań.

Moim zdaniem z każdym kolejnym tygodniem jesteśmy coraz lepsi. Naprawdę ciężko pracowaliśmy w ostatnim czasie nad poprawieniem podstaw i uproszczeniem naszej gry. Fizycznie byliśmy przygotowani do każdego meczu, lecz wiele razy nie dawaliśmy rady mentalnie. Uważamy że każdy mecz jest tak samo ważny i doskonale wiemy, że powinniśmy mieć już na koncie co najmniej dwie wygrane, lecz nasze nawet małe błędy okazały się bardzo kosztowne. Patrioci mają swoje sposoby, by rzucić wyzwanie defensywie rywala, przede wszystkim za pomocą swojego rozgrywającego, więc musimy sprawić, by nie miał on za wiele komfortu w grze. W obronie natomiast poznaniacy grają bardzo szybko i dobrze przesuwają się za piłką, a my będziemy musieli znaleźć sposób, by nasi gracze mogli wykorzystać słabsze punkty ich defensywy – ocenia Hunter Glenn, amerykański zawodnik Wilków Łódzkich.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA