Kibice w Białymstoku byli dziś świadkami najbardziej wyrównanej pierwszej połowy meczu Panthers Wrocław w tym sezonie Ligi Futbolu Amerykańskiego. Lowlanders byli w stanie postawić trudne warunki mistrzom Polski, kilkukrotnie wychodząc na prowadzenie. W drugiej odsłonie jednak punktowali tylko goście, którzy ostatecznie wyraźnie pokonali Ludzi z Nizin wynikiem 62:27.

Mecz rozpoczął się dla gospodarzy w najgorszy możliwy sposób. Po kickoffie piłkę złapał Despond Cooper i po przebiegnięciu ponad 80 jardów i wymanewrowaniu kilku podlaskich defensorów, zameldował się w polu punktowym. Podwyższył za jeden punkt Dawid Pańczyszyn. Ten błyskawicznie wyprowadzony cios, przebudził Lowlanders, którzy biegami przybliżali się do endzone’u rywali. Gdy byli od niego oddaleni o 25 jardów, zaprezentowali świetną trikową zagrywkę. Ryan Kasdorf wycofał futbolówkę do Tomasza Zubryckiego, a ten posłał podanie w pole punktowe do Eryka Mąkowskiego. Co więcej, gospodarze nie doprowadzili do remisu, a wyszli na minimalne prowadzenie. Za dwa „oczka” podwyższył bowiem solowym biegiem Tomasz Muśko i na tablicy wyników pokazało się 8:7. Mistrzowie Polski musieli gonić wynik, a ich sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy Tomasz Żukowski przechwycił podanie Tima Morovicka na połowie Panter. Po chwili Ludzie z Nizin cieszyli się z powiększenia przewagi za sprawą 30-jardowej akcji podaniowej, wykończonej przez Bartłomieja Trubaja. Tym razem nie udało się jednak podwyższyć za dwa punkty, bowiem podanie zostało przechwycone przez Krzysztofa Wisa. Graczy Panthers udało się gospodarzom zatrzymać dopiero w połowie boiska. Timothy Morovick w tej samej części spotkania zrehabilitował się za wcześniejszy błąd i po jego kilkujardowym biegu i kopnięciu Pańczyszyna wrocławianie doprowadzili do remisu 14:14. Dzisiejszego dnia akcji biegowych próbował również Ryan Kasdorf, co zaskoczyło nieco defensywę z Dolnego Śląska. To jednak po kolejnym celnym podaniu amerykańskiego rozgrywającego gospodarze zanotowali przyłożenie. Po 20-jardowej akcji z touchdownu mógł cieszyć się tym razem Tomasz Zubrycki. Próba kopnięcia za jeden punkt Bartłomieja Trubaja okazała się minimalnie niecelna.

Panthers wrócili na prowadzenie na początku drugiej kwarty. Najpierw, w ostatniej akcji pierwszej części do pola punktowego przybliżył ich Tomasz Dziedzic, łapiąc dalekie podanie Morovicka, a touchdown zaliczył jego brat, Bartosz po 14-jardowej akcji podaniowej. Po kopnięciu Dawida Pańczyszyna Panthers Wrocław prowadzili 21:20. Lowlanders nie dawali za wygraną i w drugiej kwarcie ponownie wyszli na prowadzenie. Drugie dzisiejszego dnia przyłożenie zanotował Tomasz Zubrycki, który zwieńczył 25-jardową akcję podaniową. Wreszcie za jedno “oczko” udało się także podwyższyć Bartłomiejowi Trubajowi. Wrocławianie odpowiedzieli 1-jardowym biegiem Tima Morovicka w endzone i podwyższeniem Pańczyszyna, dzięki czemu znowu objęli minimalne prowadzenie. W defensywie przyjezdnych, nie po raz pierwszy w tym sezonie brylował Szymon Adamczyk, któremu przed przerwą udało się zanotować sack na świetnie dziś dysponowanym Ryanie Kasdorfie. Błędu w ataku nie ustrzegł się również Bartłomiej Trubaj, który zgubił piłkę na połowie gości i przejął ją jeden z graczy Panthers Wrocław. Już w następnej akcji 50-jardowe podanie Tima Morovicka znalazło się w rękach Wiktora Zięby, który powiększył przewagę podopiecznych Nicka Johansena. Kopnięcie Dawida Pańczyszyna zostało natomiast zablokowane przez defensywę z Białegostoku. Lowlanders w końcówce pierwszej połowy postanowili zaryzykować i na kilkadziesiąt sekund przed końcem grali czwartą próbę. Piłka została przez nich jednak zgubiona i goście przeszli do ofensywy. Po sacku na Morovicku wydawało się, że mistrzowie Polski nie będą już w stanie zapunktować w drugiej kwarcie, jednak na siedem sekund przed końcem, Amerykanin wypatrzył na prawym skrzydle Kacpra Fiedziuka i młody zawodnik z Wrocławia zanotował touchdown “do szatni”. Po kopnięciu Dawida Pańczyszyna rezultat pierwszej połowy został ustalony na 27:41.

Druga połowa rozpoczęła się dla Lowlanders podobnie jak pierwsza, czyli fatalnie. Już w pierwszej akcji podanie Ryana Kasdorfa zostało przechwycone przez Adama Larego, a po chwili podanie Tima Morovicka wykorzystał Konrad Starczewski i zameldował się w endzone. Dawid Pańczyszyn ponownie celnie kopnął na bramkę, powiększając przewagę. Z Ludzi z Nizin wyraźnie w drugiej połowie “zeszło powietrze”, natomiast Panthers pokazali to, do czego przyzwyczaili nas w tym sezonie. Drugie połowy w wykonaniu wrocławian są w tym roku zabójcze, czego podopieczni Johna Douglasa Harpera doświadczyli na własnej skórze. Szymonowi Adamczykowi udało się zapisać na swoim koncie drugi w tym meczu sack na Ryanie Kasdorfie. Sytuacja gospodarzy skomplikowała się jeszcze bardziej w trzeciej kwarcie gdy Maciej Maksimowicz został zdyskwalifikowany i nie był już w stanie pomóc swoim kolegom w końcówce meczu. Kolejny touchdown padł łupem Konrada Starczewskiego, któremu do przebiegnięcia wystarczyły dwa jardy. Po podwyższeniu Pańczyszyna goście prowadzili już 55:27, nie pozostawiając Lowlanders złudzeń.

Ludzie z Nizin w ostatniej części meczu zamierzali jeszcze powalczyć, a impuls do ataku dał Zachary Blair, który przechwycił upuszczoną przez rywali piłkę. Defensywie gospodarzy udało się również kilka minut później zaliczyć sack na Timie Morovicku. Amerykański rozgrywający nie dał jednak za wygraną i po chwili posłał celne, 11-jardowe podanie do Tomasza Dziedzica, który zanotował touchdown. Po podwyższeniu Dawida Pańczyszyna w życie weszło “mercy rule”. Czas nie był już zatrzymywany i gospodarze nie zdołali zaliczyć przyłożenia. Sack w końcówce zapisał na swoim koncie jeszcze Marcin Gawroniak i ostatecznie gospodarze ulegli wyraźnie, 27:62.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Łukasz Skwiot