W sobotni wieczór w Rzeszowie tamtejsi Rockets stanęli naprzeciw liderującym na wschodzie drugiej ligi Tytanom Lublin. Zwycięsko z tej potyczki wyszli goście, którzy dzięki triumfowi 29:10 mają coraz większe szanse na wygranie grupy A LFA2.

Przyjezdni nie najlepiej rozpoczęli to starcie, swoją pierwszą serię ofensywną kończąc błędem podczas próby odkopania piłki. Skutkowało to przejściem Rakiet do ataku na 25. jardzie połowy rywala. Po chwili także rzeszowianie zdołali wyjść na prowadzenie dzięki krótkiej akcji biegowej Macieja Ślęzaka. Za jeden punkt podwyższył Patryk Sapiński. Podopieczni Randy’ego Hackera nie zamierzali się jednak podłamywać koniecznością odrabiania strat, gdyż trzeba pamiętać, że pierwsze tegoroczne starcie tych ekip, zakończone pewnym zwycięstwem Tytanów 30:6, także rozpoczęło się od przyłożenia ekipy z Podkarpacia. Rockets z biegiem czasu coraz mniej zagrażali solidnej defensywie przeciwników. Z dobrej strony w drugiej kwarcie pokazali się Alessandro D’Alice oraz Bartosz Mełgieś, którzy powalili na murawę Austina Cartera – amerykańskiego rozgrywającego gospodarzy. W tej części meczu Tytani wzięli się także za odrabianie strat. Najpierw około 30-jardowe podanie Mateusza Majewskiego do Sebastiana Żukowskiego przybliżyło gości do pola punktowego, a atak sfinalizował krótkim biegiem w endzone Artur Czarnik. Do remisu 7:7 doprowadził celnym kopnięciem Alessandro D’Alice. Gospodarze nie dali jednak za wygraną i na około dwie minuty przed końcem pierwszej połowy, ponownie uzyskali przewagę. Tym razem nie udało się wywalczyć touchdownu, lecz 33-jardowe kopnięcie z pola Patryka Sapińskiego dopisało do konta Rockets trzy punkty. Przyłożenie udało się natomiast jeszcze przed zejściem do szatni zaliczyć ekipie z Lublina. 50-jardowy bieg Mateusza Majewskiego nie został zatrzymany przez graczy z Rzeszowa, jednak ostatecznie sędziowie z powodu przewinienia nie mogli zaliczyć tej efektownej akcji rozgrywającego Tytanów. W ostatniej akcji drugiej kwarty lublinianie zdecydowali się na próbę field goala. Piłkę między słupki z 25 jardów posłał Alessandro D’Alice i na tablicy wyników w połowie tego meczu widniało 10:10.

W drugiej połowie Tytani sprowadzili gospodarzy na ziemię i pogrzebali ich nadzieje na osiągnięcie korzystnego rezultatu. Po kolejnym krótkim biegu przyłożenie zanotował Artur Czarnik, a za jeden punkt podwyższył ponownie włoski linebacker gości. Rockets w trzeciej kwarcie popełnili fatalny w skutkach błąd. Po złym snapie przy próbie punta, Jakub Ligas chciał jeszcze uratować sytuację i wykopać piłkę, co jednak zostało zablokowane przez gości. Futbolówkę przejął Michał Kusyk i Tytani znaleźli się w ataku na 12 jardów przed polem punktowym rzeszowian. Ostatecznie jednak tym razem nie udało im się wykończyć skutecznie serii ofensywnej. 34-jardowe kopnięcie z pola Alessandro D’Alice’a okazało się niecelne. Włoch jednak w czwartej kwarcie dostał jeszcze jedną szansę na dopisanie do swojego dorobku trzech “oczek”, z czego tym razem skorzystał po 35-jardowym field goalu. Rockets w tym spotkaniu popełnili jeszcze jeden poważny błąd. Przy próbie puntu, zawodnik odkopujący trafił w swojego kolegę z drużyny. Skorzystał z tego Patryk Źrubek, który przechwycił piłkę i po około 22-jardowym biegu zameldował się w endzone. Podwyższył Alessandro D’Alice. Wynik spotkania na 10:29 ustalił jeden z graczy… gospodarzy. Po kickoffie Patryk Ciupak złapał futbolówkę na granicy pola punktowego, po czym  będąc już w endzone klęknął, co na jego nieszczęście równało się z safety dla Tytanów Lublin, którzy po czterech rozegranych spotkaniach mają na swoim koncie trzy zwycięstwa. Rakiety triumfowały natomiast w tym roku tylko raz, mając już za sobą trzy rozegrane pojedynki.

Lidera grupy A LFA2 czeka teraz niemal miesięczna przerwa. Następny mecz rozegrają bowiem dopiero 23 czerwca na obiekcie Green Ducks Radom. Rzeszowianie natomiast z Zielonymi Kaczorami zmierzą się już w najbliższą niedzielę.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Katarzyna Tittinger