Półmetek sezonu zasadniczego Ligi Futbolu Amerykańskiego za nami, kluby znają już swoje możliwości i wiedzą, czego po tegorocznych zmaganiach mogą się spodziewać. W 10. kolejce LFA czeka nas aż sześć meczów, których stawką będzie zarówno pozostanie na pozycji lidera grupy, jak i walka o utrzymanie się wśród krajowej elity. Dwa spotkania zostaną także rozegrane na drugoligowym froncie.

Sobota, 26 maja, godzina 13:00
LFA1
Panthers Wrocław – Seahawks Gdynia

Kolejkę zaczniemy “z wysokiego C”, bowiem we Wrocławiu odbędzie się mecz, który śmiało możemy już określić ligowym klasykiem. Panthers Wrocław i Seahawks Gdynia to zespoły, które mierzyły się ze sobą w czterech ostatnich finałach i ich rywalizacja emocjonuje niewątpliwie znaczną część kibiców. Faworytem będą gospodarze, którzy na początku kwietnia wygrali w Gdyni 28:14. Pantery pozostają jedyną niepokonaną drużyną w LFA1, a jedynej w tym roku porażki doznali w ramach Pucharu Europy, gdzie mierzyli się z czołowym na Starym Kontynencie austriackim zespołem SWARCO Tirol Raiders. Później jednak wrocławianie zrehabilitowali się przed własną publicznością, notując rekordowe 64:0 z Patriotami Poznań. Triumf odnieśli także w swoim kolejnym starciu na arenie międzynarodowej, pokonując w stolicy Dolnego Śląska mistrzów Czech – Prague Black Panthers 39:22. Od tego starcia mieli dwa tygodnie przerwy i w sobotę wrócą do rywalizacji na krajowym podwórku. Zadanie przed nim na pewno nie najłatwiejsze, lecz jeśli chcą obronić mistrzowskiego tytułu, takie pojedynki muszą pewnie wygrywać.

Do meczu przygotowujemy się jak do każdego innego spotkania w tym sezonie. Chyba jesteśmy już z tego znani, że nie ważne czy jest to drużyna z końca tabeli, czy z samego początku, zawsze podchodzimy do niej poważnie i robimy swoje. Mecze z Seahawks zawsze są wyrównane, ale chcemy zrobić prezent naszej publiczności i wysoko wygrać to spotkanie, a jednocześnie wysłać wiadomość, że jeśli ktoś chce nam zabrać mistrzostwo, to trzeba się bardzo postarać. Wydaje mi się, że jeśli Seahawks chcą wygrać finał CEFL Cup, to mają idealną okazję, żeby sprawdzić na nas swoją formę. Mecz finałowy zawsze jest najcięższy, a my stawiamy trudne warunki zawsze, więc wydaje mi się że nie będziemy mieli łatwej roboty w sobotę. Uważam, że na pewno już trochę się przebudziliśmy, jesteśmy po dwóch ciężkich meczach europejskich, kwietniowy mecz w Gdyni nie był naszym najlepszym występem. Mamy okazję pokazać naszą obecną formę i to, że jesteśmy “w gazie”. Musimy tylko wyjść i być skupieni na tym co robimy, bo od ostatnich meczów – mogę to powiedzieć z czystym sumieniem – wszystko u nas działa tak jak powinno, więc liczę, że każdy kto będzie w sobotę na trybunach, będzie mógł powiedzieć to samo – powiedział Bartosz Dziedzic, zawodnik Panthers, który doskonale wie, czym jest wieloletnia rywalizacja Wrocławia z Gdynią.

Jastrzębie nie mają zamiaru odpuszczać, choć przed nimi seria bardzo ciężkich spotkań wyjazdowych. Po wizycie we Wrocławiu, tydzień później pojawią się na stadionie w Tychach, gdzie zmierzą się z tamtejszymi Falcons. 10 czerwca natomiast rozegrają jeden z najważniejszych meczów w swojej historii. W Belgradzie staną bowiem przed szansą wywalczenia pierwszego w swojej historii międzynarodowego trofeum. W finale CEFL Cup ich rywalami będą SBB Vukovi Beograd z Serbii. O odpuszczaniu starć ligowych nie ma jednak mowy. Seahawks to nadal wicelider grupy A i wspomniana porażka z Panthers, to jedyny raz w tym roku, kiedy musieli zejść z boiska jako przegrani. Wówczas wpłynęła ona pozytywnie na postawę graczy Macieja Cetnerowskiego na arenie międzynarodowej, bowiem kilka tygodni po starciu z Panterami, gdynianie w dobrym stylu pokonali mistrzów Węgier, Cowbells Budapest 28:18, czym zapewnili sobie awans do finału pucharu. To już jednak historia i wicemistrzowie Polski skupiają się na pokonaniu Panthers, smak zwycięstwa nad którymi już coraz mniej pamiętają. Po raz ostatni bowiem Seahawks udało się wygrać mecz z Panterami w kwietniu 2016 roku po niezwykle emocjonującym starciu, rozstrzygniętym na zaledwie 6 sekund przed końcem kopnięciem z pola Przemysława Portalskiego, które dało wynik 13:10. Od tamtego czasu Jastrzębie podejmowały Pantery już pięciokrotnie, za każdym razem schodząc z placu gry jako pokonani. Najbardziej dotkliwe były na pewno ligowe finały z 2016 i 2017 roku, które zespół z Dolnego Śląska wygrywał wynikami 56:13 i 55:21. Potyczka z tego sezonu pokazała jednak, że Seahawks stać na nawiązanie równej walki i w sobotę na Stadionie Olimpijskim możemy spodziewać się niezwykle emocjonującego widowiska.

Mecze z Panthers to zawsze świetne zawody. Trzeba być naprawdę skupionym w każdej zagrywce, grać najlepiej technicznie i taktycznie. Drużyna z Wrocławia bez litości wykorzystuje każdy najmniejszy błąd. Myślę, że to mecz pokaże, ile kart każda z drużyn odkryje. Jeżeli wychodzimy na boisko, to zawsze po to, żeby wygrać i jesteśmy pewni siebie. Dużo pewniejsi po ostatnich zwycięstwach, nasza drużyna dzięki temu się scementowała – z optymizmem stara się patrzeć w przyszłość Jakub Krystecki z Seahawks Gdynia.

Sobota, 26 maja, godzina 17:00
LFA1
Wilki Łódzkie – Kraków Kings

Łodzianie wciąż muszą walczyć o ligowy byt, bowiem po pięciu rozegranych meczach mają niechlubny bilans 0-5 i cały czas nad ich głowami jest widmo spadku z LFA1. Zaledwie 41 zdobytych punktów przy aż 162 straconych, nie napawa optymizmem przed sobotnim meczem, tym bardziej że do Łodzi przyjeżdża lider grupy C. Kraków Kings już raz rozgromili Wilki w tym sezonie, zwyciężając na własnym terenie 37:0. Wciąż niepewne utrzymanie w krajowej elicie będzie na pewno doskonałą motywacją gospodarzy tego meczu, jednak to może nie wystarczyć. Zespół z Łodzi ma w tym sezonie ogromne problemy i większość spotkań przegrywa bardzo wyraźnie. Po potyczce z Królami, Wilki czekają jeszcze dwa ostanie ligowe mecze w tym sezonie. Zmierzą się z Patriotami Poznań i Rhinos Wyszków i to właśnie przeciwko tym rywalom, powinni bardziej szukać okazji do odniesienia pierwszego w historii triumfu w rozgrywkach Ligi Futbolu Amerykańskiego.

Kraków Kings będą bowiem zdecydowanym faworytem. W grupie C nie mają sobie równych, co udowodnili w ubiegłą sobotę, zrzucając z fotela lidera ekipę Silesia Rebels. W bezpośrednim pojedynku tych drużyn, podopieczni Zygmunta Łodzińskiego nie pozostawili klubowi ze Śląska złudzeń, kto bardziej zasługuje na awans do kolejnej fazy rozgrywek. Krakowianie triumfowali na wyjeździe 41:6 i już raczej nikt nie jest w stanie pozbawić ich zwycięstwa w grupie. Zdaniem większości obserwatorów, w Łodzi nie będą raczej mieli większych problemów, tym bardziej, że ich defensywa spisuje się w tym sezonie bardzo dobrze, a Wilki od wielu tygodni muszą radzić sobie z plagą kontuzji wśród kilku ważnych ogniw zespołu.

Sobota, 26 maja, godzina 19:00
LFA2
Rzeszów Rockets – Tytani Lublin

Grupa A na zapleczu LFA1 to najtrudniejsza do przewidzenia dywizja w całej Lidze Futbolu Amerykańskiego. Niezwykle wyrównana rywalizacja na wschodzie drugiej ligi na pewno dodaje rozgrywkom atrakcyjności, bowiem żadna z drużyn nie jest jeszcze na straconej pozycji i wciąż poważnie może marzyć nawet o zwycięstwie w grupie. Pierwsze tegoroczne starcie Rakiet z Tytanami zostało rozstrzygnięte na korzyść występujących wówczas w roli gospodarza lublinian. Zwyciężyli oni w połowie kwietnia bardzo pewnie, aż 30:6, choć jako pierwsi przyłożenie zdobyli Rockets. Ekipa z Rzeszowa nie ma zamiaru rozpamiętywać tamtego rezultatu, zwłaszcza że dwa tygodnie później humory poprawił im domowy triumf z Green Ducks Radom 30:19, wyszarpany dzięki przyłożeniom z ostatniej kwarty. Ze zdecydowanie lepszej strony niż w Lublinie, pokazał się wówczas amerykański rozgrywający Austin Carter, na którego niewątpliwie Rockets będą ponownie liczyli w sobotni wieczór.

Przy sztucznym oświetleniu bocznego boiska stadionu Resovii, Tytani powalczą natomiast o pozostanie na pierwszym miejscu w grupie A. Fotel lidera zapewnili sobie oni przed dwoma tygodniami, pokonując przed własną publicznością drużynę z Radomia 24:14. Mając ten fakt na uwadze, a także zwycięstwo z Rockets w pierwszym tegorocznym starciu, w teorii to więc gości sobotniej potyczki można uznać za faworyta, lecz poprzednie starcia tych drużyn pokazały nam, że każde rozstrzygnięcie jest możliwe, co tylko może jeszcze bardziej zachęcać do obejrzenia drugoligowego starcia.

Niedziela, 27 maja, godzina 13:00
LFA1
AZS UWM Olsztyn Lakers – Angels Toruń

Niedzielną rywalizację w LFA rozpoczniemy w Olsztynie, gdzie będziemy oglądać zaciętą walkę o utrzymanie. Jeziorowcy w tym sezonie zdołali wywalczyć zaledwie jedno zwycięstwo, a w pozostałych pięciu starciach, mimo kilkukrotnego nawiązywania równej walki, schodzili oni z boiska jako pokonani. Ostatnia porażka z Warsaw Sharks 21:40 jest dla nich szczególnie dotkliwa, nie tylko ze względu na brak zdobyczy punktowej do tabeli grupy B. Twarda i agresywna obrona Rekinów często dawała się we znaki kanadyjskiemu rozgrywającemu Lakers, który kilkukrotnie został powalony na murawę. W ostatniej kwarcie po starciu z Adamem Dobkowskim, Luke Zetazate nie podniósł się już o własnych siłach z boiska. Diagnoza nie pozostawiła złudzeń ekipie z Olsztyna – doświadczony quarterback gospodarzy niedzielnego starcia ze względu na kontuzję kostki nie będzie w stanie pomóc Jeziorowcom na boisku. Zetazate zadeklarował jednak wsparcie z linii bocznej, co może odrobinę pomóc drużynie z Warmii. Jego kontuzja oznacza ogromne osłabienie dla Lakers, bowiem nie tylko zagrają oni bez wsparcia zza Oceanu w ofensywie, ale z konieczności siła rażenia wśród skrzydłowych także wyraźnie osłabnie. Na pozycji rozgrywającego zobaczymy bowiem Przemysława Banata, czyli najskuteczniejszego wide receivera olsztynian.

Jest to więc ogromna szansa dla Aniołów, tym bardziej że oni na obsadzenie pozycji rozgrywającego narzekać nie mogą. Do drużyny powrócił bowiem Matthew Kershey. Amerykanina w barwach torunian mogliśmy już oglądać w sezonie 2016. Został on także nowym trenerem głównym Angels, co może dać nowy impuls zawodnikom, którzy w tym sezonie przegrali wszystkie pięć spotkań i zbliżający się dwumecz z Olszyn Lakers będzie dla nich kluczowy w kontekście walki o utrzymanie. Kershey może grać także w defensywie na pozycji linebackera, co pokazywał już zresztą na polskich boiskach. Niedawne dwa wyrównane starcia z Rhinos Wyszków pokazały, że ten sezon dla drużyny z Torunia wcale nie musi okazać się stracony i triumf nad Jeziorowcami nie należy traktować jako cel nie do osiągnięcia. Stawka niedzielnego starcia niewątpliwie dodaje mu atrakcyjności i żadna z drużyn nie będzie odpuszczała, bo w przypadku porażki, zagrożenie spadkiem do LFA2 może pojawić się także w szeregach gospodarzy.

Niedziela, 27 maja, godzina 14:00
LFA2
Bielawa Owls – Thunder Lions

Na drugoligowym froncie w niedzielę obejrzymy natomiast walkę o pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Oba zespoły, które zaprezentują się na obiekcie w Bielawie, mają za sobą jak dotąd tylko dwie porażki z Watahą Zielona Góra i Towers Opole. Lepiej prezentowali się w starciach z faworytami gracze Owls, którzy w Zielonej Górze przegrali w ostatnich sekundach meczu, a przeciwko Wieżom także nie zdołali utrzymać prowadzenia. Nie bez znaczenia będzie także wsparcie miejscowej publiczności, która chciałaby wreszcie obejrzeć zwycięstwo Sów.

Zespół ze Śląska jak dotąd prezentował się najsłabiej ze wszystkich ekip LFA2. Thunder Lions sezon zaczęli od bolesnego 7:55 w Opolu, a następnie przed własną publicznością pokazali się już lepiej, co jednak nie dało im wygranej i to Wataha mogła cieszyć się z triumfu 30:12. W grze “Pieruńskich Lwów” widać na pewno progres i potyczka w Bielawie da nam odpowiedź na pytanie, kto już po trzech rozegranych meczach praktycznie całkowicie pozbawi się szansy na awans do fazy play-off.

Niedziela, 27 maja, godzina 15:00
LFA1
Patrioci Poznań – Silesia Rebels

Klub z Wielkopolski jest rządny rewanżu. Na pewno Patrioci doskonale pamiętają pierwszą tegoroczną rywalizację z Rebeliantami, którą można nazwać falstartem w Lidze Futbolu Amerykańskiego. Swoją przygodę z rozgrywkami poznaniacy rozpoczęli bowiem właśnie od potyczki na Śląsku, gdzie dostali lekcję futbolu. Wynik 51:9 nie pozostawił złudzeń, kto 7 kwietnia był drużyną lepszą. Od tamtej pory jednak sporo się zmieniło. Patrioci pokazali, że trzeba się z nimi liczyć i wielu młodych zawodników potrafi zarówno zawodzić, jak i sprawić niespodziankę. Zwycięstwa 51:10 nad Angels Toruń i 38:21 z Wilkami Łódzkimi poprawiły nastroje w stolicy Wielkopolski. Później jednak przyszedł kryzys. Poznaniacy osłabieni brakiem kilku kluczowych utalentowanych zawodników, którzy chcieli skupić się na pisaniu egzaminów maturalnych, wysoko przegrali dwa mecze – 0:64 z Panthers Wrocław i 7:49 z Kraków Kings. Teraz więc mają ambitny plan powrotu na zwycięską ścieżkę, a chęć rewanżu nad Rebels dodatkowo ich zmotywuje, gdyż przezwyciężyli już znaczną część osłabień kadrowych.

Drużyna ze Śląska także prezentuje się już znacznie inaczej, niż miało to miejsce w trakcie wygranego domowego starcia z Patriotami na początku sezonu. Rebelianci muszą sobie radzić bez kontuzjowanego amerykańskiego rozgrywającego, DeAndre Williamsa, co okazało się znacznym osłabieniem. W ataku pomaga co prawda nominalny defensor, Devion Young, lecz granie z konieczności polskim quarterbackiem nie zawsze przynosi dobre efekty, czego świadkami byliśmy kilka dni temu, obserwując dotkliwą porażkę Rebels z Kraków Kings (6:41). Ekipa ze Śląska musiała przestawić się bardziej na grę biegową i w niedzielę w Poznaniu przekonamy się, jakie będą tej zmiany efekty. Wciąż jednak Rebeliantom nie można odmówić silnej defensywy, która okazała się kluczem do poprzedniego zwycięstwa nad Patriotami, kiedy rozgrywający Witold Gajewski nie miał wiele czasu na podania i będąc pod presją popełniał wiele błędów. Jeśli gościom niedzielnego meczu uda się powtórzyć ten wyczyn, eliminując przy tym błędy w ofensywie, zwycięstwo w stolicy Wielkopolski nie powinno sprawić im większych problemów.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Łukasz Skwiot