Wszystko wskazuje na to, że w sobotę poznaliśmy układ sił w grupie C LFA1. W Siemianowicach Śląskich mierzyły się ze sobą liderujący Silesia Rebels, oraz wicelider – Kraków Kings. Zwycięsko z tego starcia 41:6 wyszli goście, którzy są coraz bliżej wywalczenia sobie awansu do kolejnej fazy rozgrywek.

W pierwszej kwarcie nie oglądaliśmy za wielu efektownych zagrywek i obie ekipy wolały oddać piłkę rywalowi, niż zdobyć się na spektakularną akcję punktową. W samej jej końcówce goście z Krakowa znacznie przybliżyli się do endzone’u gospodarzy, którzy jednak po zmianie stron zdołali zatrzymać atak Królów tuż przed własnym polem punktowym. Radość Rebeliantów trwała bardzo krótko, bowiem musieli oni rozpocząć swoje poczynania ofensywne ze strefy zagrożonej safety dla przeciwnika. Futbolówkę otrzymał Michał Janusz, który nie chcąc dopuścić do straty punktów, postanowił odrzucić piłkę. Zrobił to jednak tak niefortunnie, że znalazła się ona w rękach defensora Kraków Kings, Jacka Bukowca i zamiast straty dwóch “oczek”, ekipa ze Śląska musiała się pogodzić z pierwszym przyłożeniem dla przyjezdnych, podwyższonym po chwili przez Marcina Masłonia. Na pozycji rozgrywającego po stronie Rebels pokazał się Paweł Tomaszewski, który został autorem touchdownu, mogącego doprowadzić do remisu. Quarterback gospodarzy popisał się długą, ponad 60-jardową akcją biegową. Rebelianci jednak wciąż przegrywali, ponieważ próba podwyższenia za jeden punkt została zablokowana przez Kings. Zespół z Małopolski jeszcze przed zejściem do szatni zdołał ponadto powiększyć swoją przewagę. Ponownie udało się zapunktować członkowi formacji obrony. Gospodarze zgubili piłkę na własnej połowie, została ona przejęta przez Dominika Jandę i przetransportowana wprost do pola punktowego. Po kopnięciu Marcina Masłonia podopieczni Zygmunta Łodzińskiego mogli schodzić do szatni z wynikiem 14:6.

Druga połowa bardzo dobrze rozpoczęła się dla gości, którzy swoją serię ofensywną zakończyli 12-jardową akcją podaniową na przyłożenie Jacka Kuśmierczyka. Podwyższył po raz trzeci Masłoń. Rebelianci nie byli już w stanie poważnie zagrozić obronie z Małopolski, lecz błysnął jeden z ich defensorów. Krzysztof Szymański zanotował sack na Filipie Mościckim. Zawodnicy ze Śląska do ataku przeszli jednak tylko na moment, bowiem podanie Pawła Tomaszewskiego przechwycił Jacek Bukowiec, który akcją powrotną pozwolił Kings na powrót do ofensywy na połowie rywali. Tej serii ofensywnej nie udało się zamienić na punkty, choć w ostatniej próbie przyjezdni próbowali jeszcze kopać z pola z 36 jardów. Marcin Masłoń tym razem nie umieścił jednak futbolówki między słupkami. Królowie prawdziwy pokaz ofensywnej siły zaprezentowali jednak w ostatniej kwarcie. Jako pierwszy w tej odsłonie meczu po 25-jardowym biegu zameldował się Szymon Wesołowski. Sędziowie dopatrzyli się jednak przewinienia po stronie krakowian i nie zaliczyli touchdownu running backowi gości. Wesołowski już chwilę później mógł cieszyć się z przyłożenia, do którego wystarczyło przebiegnięcie 6 jardów. Na pozycji rozgrywającego w drugiej połowie częściej oglądaliśmy Adriana Mazurka, natomiast Paweł Tomaszewski wrócił do swojej nominalnej roli wide receivera. I to właśnie piłka posłana przez Mazurka została przechwycona przez Dominika Jandę, który po przebiegnięciu 45 jardów ponownie tego dnia zameldował się w polu punktowym. Atak Silesia Rebels fatalnie radził sobie będąc blisko pola punktowego. Po kolejnym błędzie przy snapie piłka została ponownie przechwycona przez gości, a już po chwili dzięki skutecznej 9-jardowej akcji podaniowej Dariusz Nizioł mógł cieszyć się z przyłożenia. Nie udało się podwyższyć Marcinowi Masłoniowi, bowiem piłka została przez gospodarzy zablokowana, co ostatecznie oznaczało triumf Kraków Kings 41:6.

Już w najbliższą sobotę lider LFA1 uda się do Łodzi na starcie z Wilkami, natomiast Silesia Rebels dzień później zawitają do Poznania, gdzie ich rywalem będą Patrioci.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Michał Łapczyński