Lowlanders Białystok bez większych problemów uporali się przed własną publicznością z ekipą Tychy Falcons, która wciąż czeka na pierwszą wygraną z przeciwnikiem z grupy A. Ludzie z Nizin zwyciężyli jeszcze wyższym rezultatem, niż w pierwszej potyczce tych ekip w Tychach. Sobotnie starcie zakończyło się wynikiem 48:14.

Początek spotkania miał bardzo szalony przebieg. Zespół z Podlasia w wyniku dwóch falstartów musiał rozpoczynać serię ofensywną tuż przed własnym polem punktowym, co jednak nie przeszkodziło im w błyskawicznym objęciu prowadzenia po 97-jardowej akcji podaniowej Ryana Kasdorfa i Tomasza Zubryckiego. Próba podwyższenia nie dała punktów z powodu złego snapa. Zemściło się to bardzo szybko. Tyskie Sokoły rozpoczęły atak i na chwilę straciły panowanie nad futbolówką. Dopadł do niej jednak Jakub Spyra, zostając zatrzymanym zaledwie kilka jardów przed endzonem gospodarzy. Już w następnej akcji Arkadiusz Kanicki zaliczył touchdown po akcji biegowej, a dzięki celnemu kopnięciu Zbigniewa Szrejbera, to drużyna ze Śląska wyszła na minimalne prowadzenie. Nie trwało ono jednak nawet do końca pierwszej kwarty. 14-jardowa akcja podaniowa została sfinalizowana przyłożeniem nieupilnowanego Bartłomieja Trubaja. Ponownie nie udało się podwyższyć, tym razem próbując dwupunktowej konwersji. Sytuacja gości skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy po solowym biegu na murawę niefortunnie upadł Terrence Shambry, który potrzebował pomocy medycznej. Na szczęście Facons, ich amerykański rozgrywający tylko przez chwilę nie mógł kontynuować gry i po chwili wrócił na boisko. Już w następnej akcji ponownie został sprowadzony na ziemię przez sack autorstwa Mateusza Szczęka. W pierwszej akcji drugiej kwarty Lowlanders już cieszyli się z przyłożenia, lecz sędziowie słusznie uznali, że Bartłomiej Trubaj nie opanował piłki przed upadkiem na murawę. To nie podłamało jednak gospodarzy, którzy już po chwili powiększyli przewagę za sprawą touchdownu Ryana Kasdorfa, który do przebycia miał zaledwie jeden jard. Wreszcie białostoczanie skutecznie dołożyli do swojego dorobku także jedno “oczko” po kopnięciu Trubaja. 26:7 było po udanej, 3-jardowej akcji biegowej Mikołaja Pawlaczyka i kolejnemu podwyższeniu za jeden punkt Trubaja. Gościom z Tychów udało się zmniejszyć straty na niespełna minutę przed końcem pierwszej połowy dzięki przyłożeniu Terrence’a Shambry’ego i drugiemu kopnięciu Zbigniewa Szrejbera.

Kolejne dwie kwarty to już prawdziwy pokaz dominacji Lowlanders Białystok, którzy rozpoczęli od skutecznego onside kicka, dzięki któremu mogli przejść do ataku. Następnie trzy zabójczo skuteczne biegi Mikołaja Pawlaczyka sprawiły, że w trzech akcjach Ludzie z Nizin przebyli 45 jardów, przebijając się w pole punktowe i powiększając swoją przewagę. Podwyższył Bartłomiej Trubaj, lecz nie kopnięciem, a łapiąc podanie Ryana Kasdorfa, co oznaczało dwa dodatkowe punkty dla gospodarzy. Falcons w ofensywie byli zaledwie na moment. Piłkę zgubioną przez Arkadiusza Kanickiego na 10. jardzie własnej połowy przechwycił Daniel Tarnawski i został autorem przyłożenia dla “Podlaskich Łobuzów”. Do podwyższenia za jeden punkt podszedł tym razem Wojciech Pacewicz, z łatwością posyłając piłkę między słupki. Terrence Shambry nie miał w sobotę łatwego zadania, stając naprzeciw niezwykle twardej defensywy Lowlanders. W przekonaniu tym utwierdził wszystkich zresztą Damian Wesołowski, który zanotował sack na quarterbacku gości. Tego samego dokonał kilka minut później Kacper Kajewski. Na początku ostatniej kwarty białostoczanie próbowali kopnięcia z pola, lecz field goal w wykonaniu Wojciecha Pacewicza został zablokowany przez jednego z graczy Falcons i gospodarze nie mogli dopisać do swojego dorobku trzech punktów. W czwartej części meczu sack na rozgrywającym tyszan zaliczył także Maciej Maksimowicz. Ostatnie ciosy Sokołom zadali Konrad Mariański, który sfinalizował 45-jardową akcję podaniową, a także Wojciech Pacewicz, który swoim kopnięciem ustalił wynik na imponujące 48:14. W końcówce Zachary Blair zablokował jeszcze punt rywali i przejął futbolówkę, lecz gospodarzom zabrakło już czasu na jeszcze jedno przyłożenie.

2 czerwca do Białegostoku zawitają mistrzowie Polski, Panthers Wrocław. Tychy Falcons swój ostatni domowy mecz w tym sezonie rozegrają natomiast dzień później. Na Śląsk przyjadą wicemistrzowie naszego kraju, Seahawks Gdynia.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Julia Płocha