Po raz drugi w krótkim odstępnie czasu byliśmy świadkami emocjonującego starcia Angels Toruń z Rhinos Wyszków. Ponownie lepsze okazały się Nosorożce, które wygrały tym razem na wyjeździe 22:14.

Anioły pałały żądzą rewanżu za ubiegłotygodniową minimalną wyjazdową porażkę 18:22 i efektownie rozpoczęły to starcie. Rhinos z kolei tylko potwierdzili, że wciąż mają ogromne problemy z obsadzeniem pozycji rozgrywającego. Po raz drugi niejako z konieczności wystąpił tam Daniel Krawiec, który posłał podanie wprost w ręce Adriana Kuźniewskiego. Defensor gospodarzy co prawda przebił się w pole punktowe, lecz ostatecznie przyłożenie nie zostało zaliczone, lecz Angels przeszli do ofensywy. W ataku nie byli jednak w stanie poważnie zagrozić Nosorożcom. W pierwszej kwarcie przy czwartej próbie podjęli oni decyzję o kopaniu z pola z 40 jardów, lecz Tomaszowi Goździkowi nie udało się posłać futbolówki między słupki, gdyż została ona zablokowana. Rhinos wyszli na prowadzenie w drugiej kwarcie. Tym razem ze znakomitej strony pokazał się Krawiec, który posłał 40-jardowe podanie do Christophera Jones’a, a ten złapał je idealnie na linii pola punktowego. Próba kopania za jeden punkt okazała się nieudana, lecz i tak to goście prowadzili 6:0. Torunianie liczyli na udany rewanż, lecz ponownie nie ustrzegali się błędów. Rozgrywający Bergþór Phillip Pálsson za długo zwlekał z oddaniem piłki do jednego ze swoich kolegów, dopadli do niego rywale, a Islandczyk wypuścił jeszcze piłkę z rąk i przejęli ją gracze z Wyszkowa. Ponownie z dobrej strony zdołał się po chwili pokazać duet Krawiec – Jones, który znacznie przybliżył Nosorożce do pola punktowego, dzięki czemu już w następnej akcji kilkujardowy bieg Bartosza Szymańskiego dał przyjezdnym drugi touchdown. Tym razem Mateuszowi Lubańskiemu udało się podwyższyć i Rhinos prowadzili 13:0. W ostatniej akcji pierwszej połowy islandzki quarterback, który w Wyszkowie zaprezentował się obiecująco, został ponownie powalony na murawę i wynik nie uległ zmianie.

W trzeciej kwarcie gospodarze wzięli się za odrabianie strat. Udało im się to za sprawą krótkiej akcji biegowej Mikołaja Kamińskiego. Po podwyższeniu Tomasza Goździka na tablicy widniało 7:13. W tej samej części meczu swoje drugie interception zanotował Adrian Kuźniewski. Defensor Angels Toruń był bliski przedarcia się w pole punktowe, lecz niemal w ostatniej chwili zatrzymał go rywal. Już po chwili jednak ponownie w endzone ponownie zameldował się Mikołaj Kamiński. Okazało się jednak, że z powodu przewinienia po stronie torunian, sędziowie nie mogli zaliczyć tego przyłożenia i cofnęli atak gospodarzy. Nie podcięło to jednak skrzydeł Aniołom, którzy doprowadzili ostatecznie do remisu dzięki bardzo krótkiej akcji Bergþóra Phillipa Pálssona. Tomasz Goździk udanie podwyższył i od tego momentu to Rhinos musieli “gonić wynik”. Angels byli w ostatniej kwarcie bardzo bliscy powiększenia przewagi, lecz Jarosław Szylkowski nie opanował piłki w polu punktowym w czwartej próbie. Do ataku przeszli więc na własnej połowie wyszkowianie i już chwilę później mogli cieszyć się z powrotu na prowadzenie. Ponad 60-jardowa akcja podaniowa Daniela Krawca i Christophera Jones’a zakończyła się przyłożeniem Amerykanina. Znowu nie udało im się podwyższyć, tym razem przez błąd przy snapie. Nosorożce nie chciały dopuścić, by brak dwóch kopnięć za jeden dodatkowy punkt zaważył na końcowym rezultacie, dlatego przy czwartej próbie w końcowych minutach, podjęli decyzję o wykonaniu field goala. Mateusz Lubański nie umieścił jednak piłki w bramce z 34 jardów i ekipa z Mazowsza nadal prowadziła 19:14. Angels nie mieli nic do stracenia, ponieważ do końca spotkania pozostało bardzo mało czasu i postanowili grać czwartą próbę będąc na własnej połowie. Nie przyniosło to oczekiwanego efektu i do ataku powrócili przyjezdni. Nie udało im się zdobyć przyłożenia, lecz znacznie krótsza, gdyż 20-jardowa próba kopnięcia z pola dała im trzy “oczka”, a co za tym idzie 8-punktową przewagę, na co nie potrafili już odpowiedzieć gracze z Torunia, przegrywający tym samym po raz piąty w tym sezonie. Ostatecznie nadzieje gospodarzy na zmniejszenie strat pogrzebał Rahjeir Miles swoim interception, po którym Rhinos mogli już wykonać “victory formation”.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Przemysław Szatkowski