Panthers Wrocław nie mają już szans na awans do finału Central European Football League, co jednak nie oznacza, że po przegranej ze SWARCO Tirol Raiders zakończyła się ich tegoroczna przygoda w Europie. Mistrzowie Polski już dzisiaj o godzinie 19:00 podejmą przed własną publicznością Prague Black Panthers.

Mistrzowie Czech znajdują się w bardzo podobnym położeniu, co ekipa Nicka Johansena. Na krajowym podwórku, podobnie jak wrocławskie Pantery, nie mają sobie równych i dążą do zbudowania klubu liczącego się także poza granicami Czech. Pierwsza tegoroczna weryfikacja już za nimi – w połowie kwietnia Black Panthers przegrali na własnym terenie ze SWARCO 21:44. Dla przypomnienia, Polacy ulegli wicemistrzom Austrii dwa tygodnie później wynikiem 21:63, co pokazuje, że drużynę z Pragi na pewno nie można lekceważyć.

Jedną z największych gwiazd Czarnych Panter jest bez dwóch zdań rozgrywający Jan Dundáček, którego kibice nad Wisłą mogą dobrze pamiętać. W październiku 2015 roku walcząca wówczas o awans na Mistrzostwa Europy reprezentacja Polski mierzyła się bowiem w Pardubicach właśnie z Czechami, ulegając ostatecznie 7:14. Oba przyłożenia w tamtym starciu zanotował właśnie quarterback Prague Black Panthers, kolejno po 11- oraz 9-jardowych akcjach biegowych. Trzeba jednak pamiętać, że Dundáček potrafi także celnie podać, a jednym z głównych adresatów piłek posłanych z jego ręki jest Jan Štiegler – autor sześciu przyłożeń w rozgrywkach czeskiej Bitters Ligi. Biegami nękać defensywę Panthers Wrocław będzie chciał natomiast running back William Young. Amerykanin również w lidze posiada na swoim koncie już 6 biegów zakończonych przyłożeniem i statystyką 390 zdobytych jardów po 4 rozegranych meczach. Pokazał on także, że jest gotów na grę na najwyższym poziomie w starciu ze SWARCO Tirol Raiders, kiedy udało mu się zanotować dwa przyłożenia. W stolicy Czech mocno obsadzona jest również pozycja kopacza, bowiem Marek Hruboň w tym sezonie nie miał większego problemu między innymi z wykonaniem skutecznego field goala z 41 jardów – Obie drużyny mają swoje atuty, Black Panthers mają doświadczonych zawodników, którzy grają z sobą już bardzo długo i są niezwykle zgrani. Na pewno siłą Czechów jest ich rozgrywający, który widzi wszystko dookoła, a po przeciwnej stronie mają bardzo dobrych linebackerów, którzy doskonale wiedzą co robić na boisku. Wystarczy spojrzeć, jak mało punktów stracili z Tyrolem, a zarazem jak dużo udało im się zdobyć. Na pewno będzie to wyrównany mecz, a wygra ta drużyna, która popełni jak najmniej błędów. Grałem przeciwko nim trzy razy w zeszłym roku i raz w tym sezonie. Do drużyna kompletna, która nie bardzo rzadko popełnia błędy i zawsze ma dobrze rozpracowanego przeciwnika. Wie gdzie są jego słabe strony i jak należy to wykorzystać – powiedział Łukasz Nielaba, który już od kilku sezonów gra w lidze czeskiej dla Ostrava Steelers. To właśnie jego zespół musiał w ubiegłym sezonie zadowolić się wicemistrzostwem kraju po dotkliwej porażce 0:28 z Prague Black Panthers w Czech Bowl XXIV.

W tym roku Czarne Pantery spisują się w lidze znakomicie. Za nimi cztery ligowe starcia, w których żaden z rywali nie potrafił się jeszcze przedostać w ich pole punktowe! Ich bilans to 146:6, przy czym te jedyne stracone, to efekt celnie wykonanych kopnięć z pola kickerów Brno Alligators i wspomnianych Ostrava Steelers. Wicemistrzowie Czech z pięcioma Polakami w składzie (prócz Nielaby grali też Robert Świtała, Karol Franciszkiewicz, Paweł Matwiński i Sylwester Rosik) niespełna dwa tygodnie temu ulegli Prague Black Panthers aż 3:42.

Mistrzowie Polski również są niepokonani na krajowym podwórku. Panthers Wrocław w tym sezonie mogą jednak mówić o ogromnym pechu. W pierwszej kolejce LFA1 uraz wykluczył z dalszej części sezonu Adama Nelipa, którego jednak dobrze zastępuje Dawid Pańczyszyn. Największy kłopot Pantery mają na pozycji running backa. Już kilka miesięcy temu było wiadomo, że Adam Skakowski nie będzie w stanie pomóc zespołowi Nicka Johansena, kontuzjowany jest także Ernest Rogowicz. Z tego też względu na pozycji biegacza postawiono na Damiana Kwiatkowskiego, który sprawdzał się znakomicie, dopóki… również nie nabawił się urazu, w spotkaniu ze SWARCO. Utalentowany zawodnik wrocławian z powodu kłopotów z kolanem już nie pojawi się w tym sezonie na boisku, dlatego przeciwko Patriotom Poznań do biegów oddelegowany był między innymi nominalny defensive back Mateusz Szefler, który zaprezentował się obiecująco, kończąc mecz z przyłożeniem. Na szczęście na zdrowie narzekać nie może Konrad Starczewski.

Wielkim wzmocnieniem Panthers będą jednak natomiast kibice, przed którymi mistrzowie Polski chcą się zrehabilitować za dotkliwą porażkę w Innsbrucku, czego nie ukrywa gwiazda drużyny, Tomasz Dziedzic – Przegrana ze SWARCO nauczyła nas, że nie jesteśmy jeszcze drużyną perfekcyjną i musimy poprawić kilka rzeczy, żeby mierzyć się z topowymi drużynami. Nadchodzący mecz z Black Panthers jak najbardziej okazją do zrehabilitowania się i udowodnienia, że nie zasługujemy zaledwie na 12. miejsce w Europie , tym bardziej że gramy u siebie, przed naszą publicznością i na tak pięknym obiekcie, Jest to na pewno dodatkowa motywacja dla każdego zawodnika – zdradził wide receiver, który podobnie jak kilku jego kolegów doskonale pamięta wcześniejsze wrocławsko-czeskie pojedynki, tym bardziej, że w przeszłości miał już kilka okazji sprawdzenia się przeciwko naszym południowym sąsiadom, co też może pomóc w dzisiejszej potyczce – Pamiętam z czasów Giants Wrocław, że w lidze czeskiej grało się dużo fizyczniej. Gdy grałem przeciwko Black Panthers, przeciwnicy wydawali mi się ogromni, grali bardzo twardo. Mimo tamtych porażek w lidze czeskiej, jakie odnieśliśmy za czasów Giants, biorąc pod uwagę nasze doświadczenia z ostatnich lat i widząc jaką drużyną jesteśmy teraz, wiem tylko jedno – jest to na pewno drużyna do pokonania. Jeżeli nie będziemy popełniać głupich błędów, jakie przytrafiły nam się choćby w meczu ze SWARCO, a na boisku będziemy szybcy i sprytniejsi, możemy to wygrać – ocenił Tomasz Dziedzic, który w tym sezonie ma już na swoim koncie 9 przyłożeń, a przeciwko wicemistrzom Austrii udało mu się zapunktować dwukrotnie.

Przed rokiem licznie zgromadzeni na Stadionie Olimpijskim kibice pomogli Panthers w nawiązaniu walki ze SWARCO Raiders Tirol, przekonamy się czy ich doping pomoże także odnieść zwycięstwo nad Prague Black Panthers

Wrocławianie nie zamierzają jednak rozpamiętywać przegranego starcia w Innsbrucku. Po nim mieli już przecież jeden mecz ligowy, zakończony rekordowym 64:0 – Na meczu z Patriotami mogłem się poczuć jak bym był zawodnikiem SWARCO i grał przeciwko Panthers, patrząc jak szybko zmieniał się wynik – śmieje się Dziedzic, dodając – Myślę, że ten mecz pozwolił niektórym zawodnikom trochę odreagować tę wysoką porażkę i pamiętać, by skupiać się na nadchodzącym meczu. Szansę na grę i pokazanie się mieli także zawodnicy którzy są przyszłością klubu – zauważa gwiazdor Panthers Wrocław. To także bardzo ważny aspekt dzisiejszego meczu, ponieważ wrocławianie nie będą mogli raczej narzekać na przemęczenie, mimo spotkania ligowego rozegranego przed kilkoma dniami.

Dodatkowym “smaczkiem” jest też fakt, że w ubiegły weekend mieliśmy już niejako wstęp do “Panthers Bowl”. Rezerwy mistrzów Polski mierzyły się bowiem z drugą drużyną Prague Black Panthers i zwycięsko z tej batalii wyszli ci drudzy, triumfując 19:3. Jest to więc dodatkowy powód do udanego zrewanżowania się najlepszemu czeskiemu klubowi.

Wskazując na personalia w ekipie z Pragi, nie można zapomnieć o jednym nazwisku. Trenerem Czarnych Panter jest od tego sezonu Daniel Levy, który w naszym kraju miał już okazję pracować w ekipie Warsaw Eagles i doskonale zna drużynę prowadzoną przez Nicka Johansena. Czy może mu to pomóc w lepszym przygotowaniu się do potyczki z liderem grupy A LFA1? – Znam ich dosyć dobrze. Jako trener Eagles mierzyłem się z Panthers dwukrotnie w 2016 roku. Rozmawiałem wówczas z trenerem Nickiem Johansenem, robiłem to także gdy pracowałem w Brazylii. Obecny koordynator formacji specjalnych Panthers, Matheus Diaz był moim koordynatorem defensywy w Warszawie. Nawet gdy nie pracowałem już w Polsce, cały czas śledziłem postęp Panthers Wrocław, jednak nie mam pojęcia jak bardzo może to pomóc mojej drużynie. Teraz pracuję w zupełnie innym miejscu, niż dwa lata temu i nawet jeśli ja coś pamiętam, nic nie zależy ode mnie. Nie jest ważne co wie trener, najważniejsze, co wiedzą zawodnicy. Sam fakt, że znam polski zespół nie wygra nam meczu. Muszę jeszcze umieć to przekazać zawodnikom i odpowiednio ich przygotować. Nie mogę się doczekać tego pojedynku i zobaczenia wielu znanych mi twarzy. Robię co mogę, by jak najlepiej przygotować swoich podopiecznych do tego spotkania. Starcie z klubem pokroju Panthers Wrocław zawsze jest wyjątkowe i wymaga wielu nieprzespanych nocy. Na pewno stoi przed nami niełatwe zadanie, Pantery to twardy zespół, dający od siebie zawsze maksimum. Spodziewam się od tej drużyny bardzo fizycznej gry. Panthers są grupą dużych, silnych i bardzo atletycznych graczy, do końcowego gwizdka czekających na wykorzystanie każdej otrzymanej szansy na zdobycie punktów. Grają bardzo szybko i agresywnie, a naszym zadaniem będzie zniwelowanie ich atutów – powiedział Daniel Levy.

Zapowiada się bardzo emocjonujące widowisko, w którym nie sposób wskazać wyraźnego faworyta. Mimo, iż jest to na dobrą sprawę zaledwie mecz “o honor”, czyli drugie miejsce w grupie zachodniej, nikt nie ma zamiaru odpuszczać. To dla graczy doskonała okazja, by ponownie sprawdzić się na arenie międzynarodowej i udowodnić, że mimo porażki ze SWARCO Raiders Tirol, nie należy jeszcze przekreślać ich aspiracji do wskoczenia na najwyższy europejski poziom. Pierwszy gwizdek na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu zabrzmi o godzinie 19:00 i gospodarze mogą być pewni, że kilka tysięcy gardeł będzie ich wspierać w walce o triumf w “Panthers Bowl”.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA

Foto: Łukasz Skwiot, Maciej Lulko