Przed nami prawdziwy maraton z Ligą Futbolu Amerykańskiego. W ten weekend będziemy świadkami aż sześciu spotkań w ramach 7. kolejki. Cztery mecze odbędą się w ramach LFA1, a dwa starcia obejrzymy szczebel niżej.

Sobota, 5 maja, godzina 15:00
LFA1
Seahawks Gdynia – Warsaw Sharks

Siódma seria gier na najwyższym poziomie rozgrywkowym rozpocznie się na Narodowym Stadionie Rugby w Gdyni. Dla obu mierzących się w sobotę drużyn, mecz ten będzie powrotem do ligowej rywalizacji. Seahawks Gdynia bowiem mieli krótką przerwę w grze na krajowym podwórku, gdyż w ubiegły weekend pokonali 28:18 mistrzów Węgier, Cowbells Budapest, co dało im przepustkę do finału CEFL Cup. Warsaw Sharks natomiast wracają do rozgrywek po niemal miesięcznym odpoczynku. Nikt nie ma wątpliwości, że to gospodarze są zdecydowanym faworytem. Jastrzębie w tym sezonie poniosły zaledwie jedną porażkę i to po walce z najlepszym polskim klubem, Panthers Wrocław (14:28), a ubiegłotygodniowy mecz w europejskim pucharze pokazał ekipie Macieja Cetnerowskiego, że potrafią triumfować także na międzynarodowej arenie. Seahawks na pewno nie zamierzają odpuszczać potyczki z Rekinami. Mają już za sobą jeden mecz międzygrupowy, który wspominają bardzo dobrze. Niespełna dwa tygodnie temu wicemistrzowie Polski w łatwy sposób uporali się z inną ekipą z grupy B, Angels Toruń 42:0.

Warsaw Sharks postawią jednak na pewno Jastrzębiom trudniejsze warunki. Gdynian znają bardzo dobrze, ich potyczkę określa się zresztą mianem “meczu przyjaźni” ze względu na dobre relacje łączące sympatyków obu ekip. Warszawianie pragną sprawić wielką niespodziankę, którą będzie nawet zdobycie w Gdyni jakichkolwiek punktów. Żadnemu zespołowi spoza najmocniej obsadzonej grupy A, ta sztuka się bowiem jeszcze nie udała i to właśnie Sharks zamierzają przetrzeć szlaki i pokazać, że da się walczyć jak równy z równym nawet przeciwko klubowi ze ścisłej krajowej czołówki. Kluczem do zwycięstwa może okazać się postawa linii ofensywnej, dzięki której Bradley Jones będzie mógł potwierdzić swoje umiejętności i “obsłużyć” podaniami bardzo dobrze prezentujących się w tym sezonie Jana Omelańczuka i Mateusza Ponetę. Rekiny chcą w przyszłości stać się jednym z najlepszych polskich klubów, a pojedynek z Seahawks pokaże im, jak wiele jeszcze pracy ich czeka.

Sobota, 5 maja, godzina 15:00
LFA2
Thunder Lions – Wataha Zielona Góra

Równolegle do meczu w Gdyni, rywalizacją będzie się także toczyła w Rybniku. Tamtejsze “Pieruńskie Lwy” po koszmarnym starcie sezonu, pragną przed własną publicznością udowodnić, że nie można po jednym meczu przekreślać ich w kontekście walki o play-offy. Przed nimi niełatwe zadanie – na Śląsk przyjedzie Wataha Zielona Góra, będąca w znakomitych humorach po triumfie nad Bielawa Owls. Nie jest wielką tajemnicą, że zielonogórzanie stawiają na grę biegową, a mając w pamięci to, co wyprawiał w Opolu Jan Szwej, Thunder Lions powinni skupić się właśnie przede wszystkim na umiejętnym zatrzymywaniu gry dołem. Przeciwko Towers Opole mieli z tym ogromne problemy, co w połączeniu z niedokładnością w ofensywie złożyło się na porażkę 7:55.

Wataha mierząc się przed własną publicznością z Sowami z Bielawy pokazała jednak, że potrafi również zdobywać jardy podaniami i może tym zaskoczyć rywali. Śląski zespół będzie musiał na pewno uważać na Krystiana Wójcika, czy Miłosza Krysika – dwóch biegaczy zielonogórzan, którzy na inaugurację sezonu zaliczyli przyłożenia akcjami biegowymi. To goście są przez większość uważani za faworyta sobotniego starcia, lecz LFA2 pokazała nam już wielokrotnie, że należy być przygotowanym na każdy scenariusz.

Sobota, 5 maja, godzina 17:00
LFA1
Rhinos Wyszków – Angels Toruń

Sobotnia rywalizacja w Lidze Futbolu Amerykańskiego zakończy się na pięknym futbolowym obiekcie w Wyszkowie. Tamtejsze Nosorożce w tym roku muszą radzić sobie ze sporymi problemami. Po pierwszej, zwycięskiej ligowej kolejce opuścili ich obaj Amerykanie, co miało na pewno spory wpływ na porażki 0:55 z Lowlanders Białystok i 7:28 z AZS UWM Olsztyn Lakers. Jeszcze przed spotkaniem z Jeziorowcami, do drużyny dołączył defensor Rahjeir Miles, który w debiucie zdołał nawet zanotować interception. W ostatnim czasie do Wyszkowa udało się sprowadzić także drugiego Amerykanina. Nie bez znaczenia był na pewno fakt, iż Chris Jones to… kuzyn Miles’a. Były reprezentant Coastal Carolina University nie będzie jednak w ofensywie następcą rozgrywającego, Avery’ego Nelomsa. Jones to bowiem uniwersalny gracz, mogący prezentować się zarówno jako running back, jak i wide receiver. Wiele wskazuje na fakt, że to właśnie na grę biegową postawią w sobotę Rhinos. W Olsztynie udało się rozegrać z Lakers wyrównaną drugą połowę dzięki przesunięciu Bartosza Szymańskiego na pozycję biegacza, co dało honorowe przyłożenie. Jako quarterback zaprezentuje się natomiast zapewne od pierwszych minut Mateusz Morka. Wyszkowianie liczą więc na to, że problemy udało się już ostatecznie zażegnać i do zespołu wróci stabilizacja, a mecz z Angels Toruń to potwierdzi.

Każda okazja do wygranej jest dobra. Nie uważamy się w żadnym wypadku za faworyta tego spotkania. Angels Toruń istnieje dłużej na rynku, niż nasza drużyna, posiada bardziej doświadczonych zawodników oraz sztab trenerski i uważamy ze ten mecz będzie wyrównany. Chris Jones jest wzmocnieniem dla naszych skrzydłowych i biegaczy, cieszymy się z jego przylotu, szczególnie z faktu ze jest kuzynem Miles’a, który od dwóch tygodni jest z nami, wiec wprowadzają fajna atmosferę na boisku, między innymi, jak to w rodzinie, mocno rywalizując ze sobą. Nawet patrząc na wyniki Angels, nie uważam nas za faworytów, nasze rezultaty też nie są dużo lepsze. Wierzę w swoją drużynę i wiem że zagramy do ostatnich chwil spotkania i będzie to fajne widowisko! – zapowiada prezes zespołu z Wyszkowa, Piotr Wykowski.

Anioły natomiast walczą, by tegoroczny sezon nie był dla nich całkowicie spisany na straty. Trzy wyraźne porażki nie załamały co prawda zawodników i nie pozbawiły ich motywacji do dalszej walki, ale zaledwie 10 zdobytych punktów przy 125 straconych, chluby na pewno nie przynosi. W Toruniu najbardziej żałują na pewno starcia z Patriotami, przegranego aż 10:51. Wydaje się więc, że to właśnie zbliżający się dwumecz z Rhinos Wyszków może być dla nich ostatnią okazją, by dać kibicom radość z pierwszej, historycznej wygranej w Lidze Futbolu Amerykańskiego i zrobić wielki krok w kierunku uniknięcia spadku do LFA2.

Mecz z Rhinos to na pewno doskonała okazja, żeby pokazać że nie przez przypadek drużyna z Torunia znajduje się w jednej z grup LFA1. Poprzednie spotkania nauczyły nas wiele, z każdej porażki zostały wyciągnięte wnioski i do meczu w Wyszkowie podchodzimy już jako całkiem inna drużyna. Rok temu miałem przyjemność grać dwa razy z drużyną z Wyszkowa, jest to solidna ekipa, ale jestem przekonany, że nasi trenerzy dobrze przygotowali plan na ten mecz i odniesiemy upragnione zwycięstwo w premierowym sezonie w LFA. Kluczowe w tym starciu na pewno będzie wystrzeganie się prostych błędów z poprzednich spotkań i realizowanie założonych celów, jeśli tak zrobimy – zwyciężymy – ocenił defensive back i kopacz Angels Toruń, Tomasz Goździk.

Niedziela, 6 maja, godzina 13:00
LFA1
AZS UWM Olsztyn Lakers – Silesia Rebels

Niedzielne zmagania rozpoczną się bardzo ciekawie, starciem w Olsztynie. Lakers jeszcze nigdy nie mieli okazji zmierzyć się z ekipą Rebels i wytypowanie tutaj faworyta jest ogromnym wyzwaniem. Oba kluby w miniony weekend przyjęły naukę od znacznie silniejszych rywali – Jeziorowcy polegli w Białymstoku z Lowlanders aż 0:58, natomiast Rebelianci musieli pogodzić się z porażką przed własną publicznością w Wielkich Derbach Śląska, ulegając Tychy Falcons 0:41. Gospodarze tego meczu mają nadzieję, że potyczka z Ludźmi z Nizin była zaledwie “wypadkiem przy pracy” i olsztyńska ofensywa ponownie potwierdzi swoją siłę. Luke Zetazate i jego mocno obsadzony korpus skrzydłowych zrobią wszystko, by seria przegranych ekipy ze Śląska nie zakończyła się na jednym meczu. Muszą jednak uważać, gdyż tacy gracze jak Andrzej Gwóźdź, czy Devion Young tylko czekają na niedokładne podania quarterbacka rywali.

Silesia Rebels fantastycznie rozpoczęli sezon, lecz potyczka z tyskimi Sokołami udowodniła, że przed nimi jeszcze wiele nauki, a brak Amerykanina na pozycji rozgrywającego może okazać się problemem nie do pokonania. Ślązacy w Olsztynie mają więc coś do udowodnienia. Chcą z dalekiej Warmii wrócić z tarczą i mają ku temu argumenty. W ostatnim czasie skupili się przede wszystkim na poprawie obnażonych przez Falcons problemów zarówno w ataku, jak i obronie, by przeciwko Lakers wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. Zapowiada się ostra rywalizacja do ostatnich sekund, w której porażka może przygasić tlącą się nadzieję obu ekip o wygraniu swojej grupy.

Mecz z Rebels będzie pierwszym z czterech spotkań o być albo nie być w grupie B LFA1. Mamy nadal szanse na wyjście z grupy, ale wiąże się to z obowiązkiem wygrania wszystkich spotkań, które są przed nami. Zaczynamy w sobotę z drużyną z Katowic. Mecz o tyle ciekawy, iż zagramy z tą drużyną po raz pierwszy. Jesteśmy po analizie gry przeciwnika i nastawiamy się na bardzo ciężką przeprawę. Silesia może pochwalić się bardzo solidną i silną fizycznie linią defensywną. Nasz O-line będzie musiał zagrać o niebo lepiej, niż w ostatnim meczu ligowym z Lowlanders. Pod nieobecność kontuzjowanego rozgrywającego zgadujemy, iż katowiczanie nastawią się na grę biegową. Głównym zatem zadaniem naszej defensywy będzie ograniczenie do minimum aktywności running backów przeciwnika. Ciężko wskazać faworyta tego spotkania. W ostatniej kolejce tak my, jak i nasi przeciwnicy ponieśliśmy dość bolesne porażki. My do Białegostoku jechaliśmy po naukę i doświadczenie tam zebrane z pewnością zaprocentuje w kolejnych meczach. Na szczęście obyło się w tym meczu bez poważniejszych kontuzji i trener będzie miał do dyspozycji praktycznie 100% składu. Wierzymy w magię naszego boiska oraz uskrzydlający doping wiernych kibiców. Silesia może być pewna, że będziemy walczyć o zwycięstwo do ostatnich sekund tego spotkania – powiedział Przemysław Zienkiewicz z AZS UWM Olsztyn Lakers.

Niedziela, 6 maja, godzina 14:00
LFA1
Panthers Wrocław – Patrioci Poznań

Jeszcze więcej do udowodnienia mają mistrzowie Polski. Również Panthers Wrocław przyjęli w miniony weekend sporą naukę od znacznie silniejszego rywala, przegrywając w Central European Football League ze SWARCO Raiders Tirol 21:63. Do meczu z Patriotami przystąpią więc zapewne zdeterminowani, by udowodnić swoją absolutną dominację na krajowym podwórku, tym bardziej, że jest to dla nich powrót na Stadion Olimpijski po półtoramiesięcznej serii meczów wyjazdowych. Trzeba mieć na uwadze jeszcze jedno – tydzień później, 12 maja Pantery podejmą na wrocławskim obiekcie Prague Black Panthers. Prestiżowa potyczka z mistrzami Czech wymaga od graczy z Dolnego Śląska maksymalnego zaangażowania, dlatego wielce prawdopodobne jest, że przeciwko poznaniakom, zwłaszcza w drugiej połowie, szansę po raz kolejny dostanie wielu młodych zawodników. Goście również mają w swoich szeregach niedoświadczonych futbolistów, którzy mogą zarówno zawieść jak na starcie sezonu z Rebels (9:51), jak i zachwycać, co oglądaliśmy w dwóch poprzednich meczach tej ekipy.

Gra nieco rezerwowym składem może być szansą dla Patriotów, którzy z meczu na mecz pokazują, że należy się z nimi cały czas liczyć. Spektakularna wygrana nad Angels, oraz niespodziewany dla wielu triumf w starciu z Wilkami Łódzkimi mobilizują wielkopolan do dalszej walki. W niedzielę przekonamy się, czy starcie z Panthers będzie dla nich zderzeniem się ze ścianą i sprowadzeniem na ziemię, czy jednak Patrioci będą mogli z dumą zejść z murawy Stadionu Olimpijskiego, jako pierwsza w tym sezonie drużyna spoza grupy A, która potrafiła w jakimkolwiek stopniu zagrozić najlepszemu polskiemu klubowi – Znamy ich siłę i szanujemy ich jako naszych przeciwników, ale nie mamy zamiaru odpuścić, ani zwątpić w nasz potencjał. Liczę, że znów dostarczymy kibicom ciekawe widowisko i nie będzie to tylko jednostronne show – mówił kilka dni temu przy okazji podsumowania 6. kolejki zawodnik Patriotów, Mateusz Cieśliński (całość TUTAJ).

Niedziela, 6 maja, godzina 14:00
LFA2
Bielawa Owls – Towers Opole

Sowy rozegrają pierwszy w tym sezonie mecz przed własną publicznością. W pierwszym tegorocznym spotkaniu ekipa z Bielawy co prawda poniosła pechową porażkę z Watahą Zielona Góra, lecz pokazała, że walka o play-offs jest jak najbardziej w ich zasięgu. Starcie z Towers Opole powinno w znacznym stopniu pokazać ich potencjał i rozkład sił grupy zachodniej LFA2. Bielawianie na pewno wyciągnęli wnioski ze starcia w Zielonej Górze, pamiętając, że gra się do końcowego gwizdka. Ich nadrzędnym celem powinna być dobra gra nie tylko w pierwszej połowie, ale i po przerwie. Sowy na pewno mocno liczą na doping swoich kibiców, a także dobrą postawę amerykańskiego biegacza La’Troy’a Spencera, który nie zachwycał postawiony naprzeciw defensywie Watahy Zielona Góra. Ze świetnej strony w inauguracyjnym spotkaniu zaprezentował się natomiast utalentowany Oskar Wypych, na którego obrońcy z Opola muszą na pewno zwrócić uwagę.

Wieże z pewnością tryskają dobrym humorem i wciąż są dumni ze swojej postawy przeciwko Thunder Lions. Ważne, by wynik 55:7 nie uśpił w niedzielę ich czujności, by zamiast spoczywania na laurach, poszli za ciosem, odnosząc drugie zwycięstwo w Lidze Futbolu Amerykańskiego. Towers w swoim pierwszym meczu przeżywali dokładnie odwrotne emocje, niż ich najbliższy rywal. To opolanie jako pierwsi stracili punkty i musieli “gonić wynik”, co udało im się nadspodziewanie dobrze. Czas pokaże, jak wiele atutów mogą jeszcze zaprezentować podopieczni Tima Bishopa, jednak po dominacji i festiwalu skutecznej gry ofensywnej na własnym stadionie, trudno przypuszczać, by defensywa Owls miała w niedzielę łatwe zadanie.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA