Panthers Wrocław liczyli na udany rewanż nad SWARCO Raiders Tirol, lecz rzeczywistość brutalnie zweryfikowała ambitne plany niepokonanego na krajowym podwórku lidera grupy A LFA1. Wicemistrzowie Austrii rozbili wrocławian przed własną publicznością aż 63:21, zapewniając sobie tym samym drugi z rzędu finał Central European Football League.

Gospodarze nie zwlekali długo z objęciem prowadzenia. Po niespełna czterech minutach gry, kilkunastojardowa akcja podaniowa zakończyła się przyłożeniem Adriana Platzgummera, podwyższonym po chwili przez Thomasa Pichlmanna. Linia ofensywna mistrzów Polski nie spisywała się najlepiej i nie byli oni w stanie zamienić swoich serii ofensywnych z pierwszej kwarty na touchdown. Uczynili to natomiast gospodarze. Sprawę w swoje ręce wziął rozgrywający Raiders, Shean Shelton, który solowym biegiem podwyższył rezultat.

Początek drugiej części meczu miał być zwiastunem dobrej gry mistrzów Polski. Akcja podaniowa Tima Morovicka i Miłosza Maćkowa znacznie przybliżyła wrocławian do pola punktowego rywali, kilka jardów “urwał” Konrad Starczewski, a wszystko wykończył krótkim biegiem quarterback wrocławian. Po podwyższeniu Dawida Pańczyszyna różnica wynosiła siedem punktów, lecz SWARCO błyskawicznie ostudzili zapał polskiej ekipy. Już w pierwszej akcji, gdy na boisku ponownie zameldowała się formacja ofensywna Austriaków, udało im się powiększyć prowadzenie. Amerykański duet Shean Shelton – Patrick Donahue przeprowadził ponad 50-jardową akcję podaniową, zwieńczoną touchdownem. Timothy Morovick nie był w sobotę w stanie zaprezentować się tak dobrze, jak w LFA, czy choćby w ubiegłorocznym starciu Panthers z Raiders. Jego nieudany bieg w czwartej próbie pozwolił gospodarzom na przejście do ataku już na polskiej połowie. Nie minęło wiele czasu, a Donahue cieszył się z kolejnego przyłożenia. Żadna z formacji podopiecznych Nicka Johansena nie prezentowała się dobrze tego dnia. Przy czwartej próbie na własnej połowie, Pantery chciały oddać piłkę gospodarzom, lecz punt Krzysztofa Wisa został zablokowany przez Nicolasa Melchera i Raiders przeszli do ataku w redzone ekipy z Dolnego Śląska. Wicemistrzowie Austrii nie zwykli marnować takich okazji do punktowania, czego skutkiem było drugie tego dnia przyłożenie ich rozgrywającego – Sheana Sheltona. W pierwszej połowie wrocławian stać już tylko było na touchdown Tomasza Dziedzica po 40-jardowym podaniu Morovicka i podwyższenie Dawida Pańczyszyna, na co gospodarze odpowiedzieli akcją biegową Tobiasa Bonattiego i po 24 minutach gry SWARCO Tirol Raiders prowadzili 42:14.

Trzecia kwarta lepiej rozpoczęła się dla mistrzów Polski. Tomasz Dziedzic udowodnił, że jest jednym z najlepszych polskich wide receiverów, notując kolejne przyłożenie po około 60-jardowej akcji podaniowej. Wciąż jednak różnica punktowa była ogromna i ciężko było uwierzyć w to, że Panthers są w stanie odrobić straty. Tym bardziej, że kilka minut później Tobias Bonatti zameldował się w polu punktowym polskiej drużyny. Niepokonany na krajowym podwórku od 21 spotkań zespół, w dalszej fazie meczu już tylko przyglądał się punktowaniu gospodarzy. W trzeciej kwarcie kolejny cios zadał znakomicie dysponowany sobotniego wieczora Patrick Donahue.

Ostatnia odsłona to nieco spokojniejsza gra SWARCO Raiders Tirol, którzy i tak od dawna wiedzieli już, że nic złego tego dnia im się nie może wydarzyć. Kluczowi gracze dostali nieco wytchnienia w związku z ciężkim niewątpliwie tegorocznym sezonem. Nie przeszkodziło to jednak Austriakom w “dobiciu” Panter. W czwartej kwarcie rezultat ustalili Philipp Margreiter, który zanotował przyłożenie oraz bezbłędny Thomas Pichlmann, mogący się pochwalić kompletem dziewięciu celnych podwyższeń. Także po stronie wrocławian w końcówce szansę otrzymali młodsi gracze, dla których takie doświadczenie może okazać się bezcenną nauką na przyszłość. Nawet na pozycji rozgrywającego nastąpiła zmiana i Morovicka zastąpił Jan Wawrzyniak, który pokazał się z dobrej strony, posyłając kilka celnych podań.

SWARCO w finale CEFL Championship zmierzą się najprawdopodobniej z Istanbul Koç Rams. Mistrzowie Turcji mają już bowiem za sobą wygraną nad ubiegłorocznym finalistą tych rozgrywek, Kragujevac Wild Boars (47:41), a czeka ich jeszcze 12 maja starcie z Moscow Patriots. We wczorajszym starciu mistrzów Serbii z Rosjanami, zwycięsko 34:20 wyszli ci pierwsi, więc ekipa ze Stambułu powinna sobie spokojnie poradzić z Patriotami z Moskwy. Również 12 maja Panthers Wrocław na Stadionie Olimpijskim podejmą Prague Black Panthers. Stawką tego starcia będzie już jednak tylko godne pożegnanie się z europejskimi pucharami i drugie miejsce w grupie zachodniej. Przypomnijmy, że mistrzowie Czech dwa tygodnie temu przegrali ze SWARCO 21:44.

Mariusz Kańkowski 
Biuro Prasowe LFA