W tym roku aż dwa kluby reprezentują Polskę w europejskich pucharach. Oprócz Panthers Wrocław, także wicemistrzowie naszego kraju, Seahawks Gdynia będą mieli okazję sprawdzić swoją pozycję na Starym Kontynencie. Jastrzębie występują w CEFL Cup i już w tę niedzielę o godzinie 14:00 podejmą przed własną publicznością, na Narodowym Stadionie Rugby, mistrzów Węgier Cowbells Budapest.

Seahawks w tym sezonie udowadniają, że są obecnie drugą siłą w naszym kraju. Rok 2018 rozpoczęli od przekonującej wygranej 40:14 z Tychy Falcons, a następnie dzięki swoim umiejętnościom, połączonym z dozą szczęścia triumfowali 18:15 nad Lowlanders Białystok po skutecznie wykonanym field goalu z ostatnich sekund. Porażki doznali dopiero, gdy nad morze zawitali Panthers Wrocław. Jastrzębie tanio jednak skóry nie sprzedały, ostatecznie przegrywając 14:28. Ostatnio natomiast urządzili sobie nieco bardziej intensywny trening w Toruniu, bez najmniejszych problemów wygrywając z Angels 42:0. Trener Maciej Cetnerowski mógł w tym spotkaniu dać nieco odpoczynku podstawowym zawodnikom i przetestować zmienników. Na szczęście obyło się także bez kontuzji, dzięki czemu wicemistrzowie Polski przystąpią do niedzielnej potyczki w swoim najsilniejszym składzie. Na przeciwnym biegunie są natomiast Cowbells.

Poza tym, co mogliśmy zauważyć po obejrzeniu nagrań z trzech tegorocznych meczów Seahawks, nie wiemy o tym zespole za wiele. To będzie dla nas ciężkie spotkanie, ponieważ przystąpimy do niego bardzo osłabieni. Kilku naszych zawodników zmaga się obecnie z urazami i przyznam, że to chyba największa “plaga kontuzji”, jaka przytrafiła się nam w ostatnich czterech latach. Walczymy z czasem, nie mieliśmy go za wiele od ostatniego meczu, ale jestem przekonany, że mieliśmy go wystarczająco dużo, by dobrze przygotować się do spotkania z Seahawks. Spodziewamy się dobrego, ale trudnego meczu – zdradził head coach mistrzów Węgier, Karim Trabelsi.

Jastrzębie nie mają dużego doświadczenia z rywalizacji w Europie, czego natomiast nie można powiedzieć o ich najbliższych rywalach. Cowbells od lat, z pewną przerwą, biorą udział w europejskich pucharach, lecz w ostatnim czasie próżno szukać u nich sukcesu na międzynarodowej arenie. Ostatnie pucharowe zwycięstwo odnieśli oni bowiem niemal dwa lata temu, 7 maja 2016 roku gromiąc na wyjeździe serbskie Niš Imperatori 58:0. W minionym sezonie brali oni udział w doskonale nam ostatnio znanej Central European Football League, gdzie w grupie wschodniej doznali dwóch porażek – 24:27 z Vukovi Beograd oraz 15:50 z późniejszym finalistą tych rozgrywek, Kragujevac Wild Boars. Znacznie lepiej poszło im natomiast na krajowym podwórku, gdzie sięgnęli po mistrzostwo. Mimo dwóch przegranych spotkań w sezonie zasadniczym, play-offy poszły im znakomicie. Co ciekawe, trafiali na te same ekipy, z którymi kilka tygodni wcześniej nie potrafili wygrać. Najpierw efektownie zrewanżowali się Eger Heroes, gromiąc ich 49:6, a w Hungarian Bowl X triumfowali 14:10 z celującymi w perfect season Miskolc Steelers. W tym roku w niezwykle wyrównanej lidze węgierskiej rozegrali jak do tej pory trzy spotkania i mogą pochwalić się bilansem 2-1. Zaczęli od zwycięstw 26:7 z Budapest Eagles i szczęśliwego 25:24 ze wspomnianymi Steelers, lecz przed tygodniem na łopatki rozłożyli ich Budapest Wolves. Lokalny rywal wygrał aż 37:8.

Ostatniego kontaktu z węgierskim futbolem Polacy nie wspominają najlepiej. We wrześniu 2016 roku przygotowująca się do The World Games reprezentacja prowadzona przez Brada Arbona w Székesfehérvár pechowo uległa “Madziarom” 22:23. Doskonale to starcie może pamiętać trzech zawodników Seahawks, którzy mieli wówczas okazję zagrać przeciwko Węgrom. Są to Jakub Mazan, Arkadiusz Cieślok i reprezentujący jeszcze wtedy barwy Husarii Szczecin Jakub Stachyra. Co ciekawe, wszystkie przyłożenia po stronie Węgrów padły w tamtym spotkaniu łupem graczy Cowbells Budapest. Dwa razy z piłką w endzone zameldował się Márton Czirók, a raz uczynił to Balázs Szabolcska. To właśnie pierwszego z nich, niezwykle uniwersalnego zawodnika najbardziej powinni obawiać się gdynianie. Czirók jest w tym roku najskuteczniejszym graczem mistrzów Węgier z 14 zdobytymi punktami. Zanotował jeden touchdown jako wide receiver, dorzucił do tego dwupunktowe podwyższenie, a we wspomnianym spotkaniu derbowym sprzed tygodnia, gracz ten w końcówce pojawił się na pozycji rozgrywającego i solowym biegiem dał stołecznej ekipie pierwsze punkty. Podstawowym quarterbeckiem Cawbells jest jednak częściej Tamás Váry, a więc warto zwrócić uwagę na fakt, że Węgrzy nie posiadają na tej pozycji Amerykanina. Dla zawodnika z numerem 7, ostatni mecz ligowy nie był jednak najlepszy, stąd decyzja trenera o zmianie w końcówce. Seahawks muszą pamiętać, że podopieczni Karima Trabelsiego potrafią zaskoczyć zmyłką związaną z pozycją rozgrywającego. Przeciwko Steelers, Váry oddał na przykład piłkę w ręce nominalnego skrzydłowego, Matiasa Cantera i to Amerykanin posłał długie podanie w pole punktowe, po którym touchdown zanotował Bence Takács. Jednak nie tylko gra podaniowa jest siłą Cowbells. Wicemistrzowie Polski muszą na pewno zwrócić uwagę na Pétera Cseperkáló. Ten running back w meczu z Polską w 2016 roku był jednym z najlepszych graczy “Madziarów”. Nie zdobył przyłożenia, ale swoimi biegami sprawiał biało-czerwonej defensywie sporo problemów. W tym sezonie ma on już zresztą na swoim koncie dwa przyłożenia. Po ewentualnych straconych touchdownach Jastrzębie muszą natomiast mieć na oku Richárda Rojáka. Mocno trzymający się na nogach zawodnik mistrzów Węgier wywalczył w tym roku cztery punkty po dwóch biegowych podwyższeniach. Wyróżniającym się graczem obrony jest w tym zespole za to defensive back Kevin Nagy, autor jedynego w sezonie 2018 interception.

Mecz z Cowbells na pewno nie będzie należał do łatwych. Trudno wskazać tu faworyta, Cowbells to mistrz kraju, ale trudno też porównywać ligi, gdy w ostatnim czasie nie było żadnych meczów pomiędzy klubami z Polski i Węgier. Przygotowywaliśmy się do tego meczu, jak do każdego innego. Trudniej było o film, ale i ten udało się zdobyć. Cowbells to solidnie grająca drużyna. Posiadają po obu stronach piłki bardzo utalentowanych graczy. Mam nadzieję, że uda nam się wykorzystać nasze atuty, by przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę i pojechać do Belgradu na finał – powiedział przed tym ważnym spotkaniem trener główny Seahawks Gdynia, Maciej Cetnerowski.

W przypadku triumfu nad Cowbells, wicemistrzowie Polski od razu zapewnią sobie awans do finału CEFL Cup. Zmierzą się tam ze zwycięzcą pary SBB Vukovi Beograd – Sakarya Tatankaları. Nikt nie ma najmniejszych wątpliwości, że to Serbowie zapewnią sobie łatwy awans do finału. Wystarczy tylko wspomnieć, że w ubiegłym sezonie Central European Football League ekipa z Belgradu mierzyła się już z klubem z Turcji. Wówczas byli to jednak mistrzowie tego kraju, Istanbul Koç Rams, których i tak Vukovi pokonali 35:28. To właśnie z “Baranami” Sakarya Tatankaları zmierzyli się w ubiegły weekend w rozgrywkach ligowych, ulegając aż 7:41. Drugi z półfinałów odbędzie się 12 maja, natomiast decydujący o tym, w czyje ręce trafi puchar mecz, zaplanowany jest na 9 czerwca.

Nie sposób na chwilę obecną wskazać zdecydowanego faworyta niedzielnego pojedynku, ponieważ dawno nie mieliśmy polsko-węgierskiego starcia na gruncie klubowym, a nasz mecz reprezentacji zakończył się zaledwie minimalną wygraną “Madziarów”. W rozgrywkach Hungarian Football League występuje kilku znanych w naszym kraju zawodników. W tym roku okazję gry przeciwko pucharowym rywalom Seahawks mieli między innymi Andre Whyte i Deante Battle. Amerykanie są obecnie klubowymi kolegami w Miskolc Steelers, którzy na początku kwietnia pechowo ulegli Cowbells 24:25 przez nieudane podwyższenie w końcówce. Były zawodnik Warsaw Eagles został najlepszym zawodnikiem w tym meczu – Whyte zaliczył dwa przyłożenia, a także raz podwyższył za dwa punkty, w całym meczu zdobywając biegami 143 jardy. Battle natomiast miał okazję na własnej skórze przekonać się, jak wygląda siła ofensywna klubu z Budapesztu – Gram na Węgrzech od niedawna, ale uważam, że poziom gry jest w Polsce wyższy niż tutaj. Cowbells zdobyli w zeszłym roku mistrzostwo, ale w ubiegły weekend zaprezentowali się bardzo źle i wyraźnie przegrali derbowe spotkanie. Z tego co wiem od innych zawodników z Węgier, powodem słabej postawy drużyny w ostatnim czasie jest duża liczba kontuzji, także tych kluczowych graczy. Ja na podstawie tego, co do tej pory zobaczyłem, mogę powiedzieć, że Cowbells to solidny zespół, który ma swój styl i po tym co obserwuję, nie lubią zmieniać swojej gry. Mają bardzo dobrych rodzimych zawodników, w tym węgierskiego rozgrywającego i kilku ciekawych skrzydłowych. Jednym z ogromnych atutów Cowbells jest poziom treningu. Wyglądają na klub posiadający duży sztab szkoleniowy, spełniający najwyższe europejskie standardy. To ogromna zaleta. Biorąc pod uwagę wszystkie aspekty, o których wspomniałem, za faworyta meczu uważam Seahawks. Bardzo interesuje mnie ten pojedynek, ponieważ da spore wskazówki na temat siły obu lig i pozwoli je bezpośrednio do siebie porównać – ocenił “Antek”, który jeszcze kilka miesięcy temu świętował z Panthers Wrocław mistrzostwo Polski.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA