Już w najbliższą sobotę o godzinie 18:30 Panthers Wrocław rozegrają jedno z najważniejszych spotkań tego sezonu. W austriackim Innsbrucku mistrzowie Polski zmierzą się ze SWARCO Raiders Tirol w ramach Central European Football League.

Wicemistrzowie Austrii to rywal Polakom doskonale znany, z którym nasi rodacy mają pewne rachunki do wyrównania. Przed rokiem bowiem Raiders “zepsuli” wrocławianom uroczyste otwarcie wyremontowanego Stadionu Olimpijskiego, wygrywając po zaciętym boju 33:20. Starcie to okazało się najtrudniejszą przeprawą SWARCO na drodze do zwycięstwa w całych rozgrywkach, bowiem Triangle Razorbacks rozbili oni 35:0, a w finale uporali się z Kragujevac Wild Boars z Serbii stosunkiem 55:20. W tym roku jednak Polacy zamierzają skutecznie zrewanżować się rywalowi z Innsbrucka i mają ku temu argumenty. W zespole udało się zatrzymać Timothy’ego Morovicka, który w ubiegłorocznym starciu przeciwko Raiders zanotował dwa przyłożenia biegowe, a w tym roku prezentuje się równie wyśmienicie. Wiele problemów w tamtym spotkaniu sprawiał defensywie Austriaków Adam Skakowski, który jednak od dawna zmaga się z poważnym urazem i w tym sezonie nie widzieliśmy go jeszcze na murawie. Pod jego nieobecność, lukę na pozycji running backa bardzo dobrze wypełnia jednak utalentowany Damian Kwiatkowski, który mimo niewielkiego doświadczenia z gry na najwyższym poziomie, może napsuć sporo krwi obrońcom SWARCO. Na Dolnym Śląsku nie gra już także Patryk Matkowski, lecz Tomasz Dziedzic swoją postawą doskonale dba o to, by kibice nawet nie próbowali myśleć o osłabieniu na pozycji wide receivera – Myślę, że jako drużyna jesteśmy lepsi niż rok temu. Po to przecież trenujemy, z każdym dniem podnosimy sobie poprzeczkę, by stawać się coraz lepszym zespołem, by być wreszcie w TOP5, a nie TOP10 w Europie. Wszyscy tak do tego podchodzimy, by z roku na rok stawać się lepszymi zarówno indywidualnie, jak i zespołowo – stwierdził defensywny liniowy Panthers Wrocław Szymon Adamczyk. Lider grupy A LFA1 będzie musiał radzić sobie również między innymi bez kontuzjowanych Pawła Świątka i Adama Nelipa. Tego ostatniego w ubiegłotygodniowym meczu ligowym z Kraków Kings zastąpił już przywrócony do pierwszej drużyny doświadczony kopacz Dawid Pańczyszyn.

Znamy Panthers oraz ich sztab trenerski bardzo dobrze, wiemy czego możemy się spodziewać. Moim zdaniem są topowym europejskim klubem. Nie jestem jednak w stanie porównać Panthers z ubiegłego sezonu z tym, co prezentują obecnie, nie posiadamy aż tylu informacji,    by móc z pełnym przekonaniem wystawić taką ocenę. Spodziewamy się na pewno zażartej walki i wiemy, że przeciwko nam będą chcieli zagrać najlepszy mecz w sezonie. Nasze przygotowania do tego starcia nie są wyjątkowe, szykujemy się do meczu z Panthers jak do każdego innego spotkania. W mojej opinii Pantery mają jednego z najlepszych rozgrywających w Europie. Timothy Morovick robi zauważalną różnicę w ataku drużyny z Wrocławia i będziemy na pewno musieli go przystopować. Ten nowy running back w zespole, Kwiatkowski, również jest bardzo groźny. Będziemy musieli się nimi odpowiednio “zaopiekować”, by sprawić w sobotę wielkie show! – zapowiada trener główny SWARCO Raiders Tirol, Shuan Fatah.

 

Ekipa z Tyrolu tegoroczny sezon ma jak dotąd poprawny. W pierwszych trzech ligowych starciach wygrywali zdecydowanie – 65:6 z Bratislava Monarchs, 49:14 z AFC Rangers Mödling i 41:14 z Graz Giants, lecz gdy przyszło starcie z najtrudniejszym możliwym rywalem, mistrzem kraju Vienna Vikings, SWARCO ulegli 28:35. W europejskich pucharach Austriakom udało się zacząć od wygranej. Prague Black Panthers nie byli stroną przeważającą, lecz umieli wykorzystać “prezenty” podarowane im przez gości, w związku z czym Raiders triumfowali ostatecznie 44:21. Pocieszający dla Panthers Wrocław może być na pewno fakt, iż w tym roku ich sobotnim rywalom nie udało się jeszcze zagrać “na zero z tyłu” i nawet w pojedynku z najsłabszymi w lidze Monarchs stracili oni jedno przyłożenie. Trzeba przyznać, że największą ofensywną siłą wicemistrzów Austrii w tym sezonie jest szeroki wachlarz zagrywek. Aż trzech zawodników ma na swoim koncie we wszystkich rozgrywkach po pięć touchdownów. Są to Adrian Platzgummer, Daniel Saurer i Sandro Platzgummer. Zwłaszcza tego ostatniego wrocławscy kibice powinni doskonale pamiętać. Austriacki running back, lub wide receiver w pierwszym pojedynku obu ekip, który odbył się 22 kwietnia 2017 zanotował dwa przyłożenia, w tym to pamiętne, po 90-jardowej akcji powrotnej. Dwa razy w pole punktowe Panthers przebił się wówczas również amerykański rozgrywający Sean Shelton, który nadal dyryguje ofensywą Raiders. W tym roku udało mu się już zanotować trzy touchdowny w pięciu spotkaniach. Cztery przyłożenia ma na swoim koncie natomiast wide receiver Tobias Bonatti, który okazał się zdecydowanie najgroźniejszym zawodnikiem SWARCO we wspomnianym, przegranym kilka dni temu starciu z Vienna Vikings. “Pantery” będą musiały zatrzymywać rywali możliwie jak najdalej od własnego pola punktowego, bowiem Austriacy nie boją się wykonywać field goali w czwartej próbie. Specjalistą od tego jest Thomas Pichlmann, który w tym roku już pięciokrotnie cieszył się z udanych kopnięć, także tych z ponad 40 jardów.

Nie można powiedzieć, że Panthers nie mają szans, ale SWARCO to jest inna klasa. Nie chcę krytykować którejś z drużyn, bo obie dobrze znam. Wiem, że w tamtym roku wynik nie pokazał całej gry. Widziałem, że Raiders mieli dużo pomyłek w pierwszej połowie, bo lekceważyli Panthers. Nie uważam, że teraz będą “spali” w pierwszej części, jak przed rokiem. Zawodnicy tacy jak Platzgummer, Bonatti, Habetin, czy Margreiter potrafią zrobić różnicę. Widać ją też w formacjach specjalnych Austriaków. Kickoff i punt returny są w wykonaniu Raiders bardzo groźne. Atletyczność zawodników tego klubu pozwala im na znakomitą postawę w special teams. Owszem, Panthers mają dobrych atletów, ale nie na tylu pozycjach. W obronie, Wrocław musi grać z dyscypliną, bo jeśli tego nie zrobią, będą mieli kłopoty i to bardzo szybko. Widziałem jak to było ostatnio z nami [Vienna Vikings – red.]. Kontrolujemy cały mecz, wystarczy jedna mała pomyłka i 5 sekund później jest 76-jardowe przyłożenie. Trzy takie zagrywki i wynik może wyglądać zupełnie inaczej. Panthers muszą podejść do tej gry bez arogancji, bo na pewno rozgrywający Raiders nie rzuci sześciu łatwych interceptions. Przyda się trochę motywacji dla moich polskich towarzyszów, choć nie wiem czy obrona Panthers może zatrzymać atak Raiders. Jeśli jednak uda im się postawić trudne warunki ofensywie rywali, będą mieli szansę na wygraną. Na pewno będzie to ciekawe spotkanie i fajna atmosfera na moim ulubionym stadionie w Europie! – ocenia Michał Latek, trener linii defensywnej i asystent trenera głównego mistrzów Austrii, Vienna Vikings, a także były członek sztabu szkoleniowego reprezentacji Polski.

Trzeba przyznać, że obiekt, na którym wystąpią w sobotę Panthers, faktycznie może robić wrażenie. SWARCO swoje mecze rozgrywają bowiem na Tivoli Stadion Tirol, który przed piłkarskim EURO 2008 został zmodernizowany i gościł podczas tego turnieju reprezentacje Hiszpanii, Rosji i Szwecji. W trakcie Mistrzostw Europy wraz z tymczasowymi trybunami mógł pomieścić 30 tysięcy kibiców, natomiast na co dzień obiekt ten ma pojemność 16 tysięcy. Prócz Raiders swoje mecze ligowe rozgrywa na nim również lider zaplecza austriackiej Bundesligi, piłkarski Wacker Innsbruck. Czy wsparcie kibiców pomoże gospodarzom sobotniej potyczki? – Podejście do tego jest różne. Niektórych mobilizuje bardziej gra przed własną publicznością, inni wolą skupienie na meczu, gdy kibiców nie ma. Myślę, że w momencie, gdy jest pierwszy gwizdek, fakt jacy kibice siedzą na trybunach, schodzi na dalszy plan. Nie chciałbym tutaj oczywiście umniejszać naszym kibicom fantastycznego dopingu i wsparcia, ale wówczas jest się tak skupionym na meczu, że ja na przykład kompletnie nie dostrzegam tego, co dzieje się na trybunach. Liczy się dla mnie wtedy piłka, boisko i przeciwnik. Myślę, że większość zawodników, przynajmniej z defensywy ma takie podejście, ponieważ wtedy jest się ogromnie skupionym i trzeba polować na przeciwnika – mówi Adamczyk. Odmienne zdanie wyraża jednak szkoleniowiec gospodarzy – Przewaga własnego boiska jest w takich przypadkach ogromna. Przede wszystkim ze względu na to, że nie trzeba przed spotkaniem odbywać długiej podróży. Tivoli Stadion potrafi być paraliżujący dla rywali, co bardzo nam się podoba – powiedział Shuan Fatah.

Tivoli Stadion Tirol podczas meczu Szwecja – Hiszpania na EURO 2008, Foto: wikipedia.org

Panthers Wrocław na pewno dobrze “odrobili pracę domową” i przygotowali się do tego starcia. W tym sezonie jeszcze nie mierzyli się z tak klasowym rywalem i raczej się to nie zmieni. Nawet w przypadku pokonania SWARCO oraz niżej notowanych Prague Black Panthers i awansu do finału CEFL, ich rywalem będzie ktoś z trójki Istambul Koç Rams, Kragujevac Wild Boars, Moscow Patriots, wśród których na próżno można szukać tak uznanej w Europie marki jak Austriacy. Przez Ligę Futbolu Amerykańskiego mistrzowie naszego kraju idą jak burza. W czterech meczach zakończonych pewnymi zwycięstwami udało im się zdobyć łącznie aż 170 “małych punktów”, tracąc przy tym zaledwie 44. W ostatni weekend Panthers rozbili na wyjeździe Kraków Kings aż 48:0, lecz najważniejszą dla nich informacją był brak kolejnych kontuzji w zespole. Zawodnicy docenili też potyczkę z “Królami” ze względu na możliwość gry na naturalnej murawie. Na Stadionie Olimpijskim trenują na sztucznej, a w Innsbrucku to właśnie trawiasty “dywan” będzie areną ich zmagań.

Na pewno nie zamierzamy odpuszczać i myślę, że jeśli będziemy walczyć od pierwszych minut, to na pewno kibice zobaczą wyrównane starcie. Ale my zdecydowanie jedziemy do Austrii po zwycięstwo. Jaki będzie przebieg tego spotkania, ciężko jest mi stwierdzić. Ostatnio SWARCO mieli dwa trudne mecze z rzędu, bo najpierw grali w Pradze mecz pucharowy, a tydzień później mierzyli się z Vienna Vikings w lidze. Myślę, że w związku z tym mogą być zmęczeni, my mamy pod tym względem nieco łatwiej. Ale jest to mecz na takim poziomie, że wszystko się może zdarzyć i liczy się także dyspozycja dnia. Znamy grę Raiders, myślę, że już co najmniej od 3-4 tygodni nasi trenerzy analizowali ich mecze i podpatrywali słabe punkty. Na treningach staraliśmy się rozszyfrowywać ich zagrywki i być na nie przygotowanym.     Z tego co mi wiadomo, mają oni trochę inną linię ofensywną, która wygląda na nieco słabszą niż rok temu. Ale z drugiej strony, wzmocnili swoją linię defensywną, więc to i tak się w pewien sposób wyrównuje, także ich poziom powinien być podobny, jak w minionym sezonie. W tym roku przegrali w lidze z Vienna Vikings, a w ubiegłym udało im się wygrać, więc to może być jakaś wskazówka, że jednak prezentują się nieco gorzej. Ale to drużyna na takim poziomie, z wielkimi tradycjami, że ciężko stwierdzić, iż są słabsi w jakimś aspekcie. Przekonamy się o tym w sobotę, my na pewno jedziemy tam po zwycięstwo, nie biorę innej opcji w ogóle pod uwagę! – pewnym głosem zapowiada filar defensywy Panthers, Szymon Adamczyk.

Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA