Maciej Zieliński to legenda koszykarskiego Śląska Wrocław i wielokrotny reprezentant Polski. To także jedna z niewielu osób, które mogą pochwalić się mistrzostwem w dwóch sportach drużynowych. Prócz ośmiu tytułów wywalczonych w barwach WKS-u, Zieliński ma w swoim dorobku również futbolowe mistrzostwo Polski zdobyte w 2007 roku razem z The Crew.
Maciej Zieliński

O tym, że grał Pan w koszykówkę wie większość kibiców. Pańska przygoda z futbolem nie jest tak dobrze znana. Pasja do futbolu amerykańskiego zrodziła się podczas gry w Stanach Zjednoczonych?
Tak, nie będę ukrywał, że przed wyjazdem do USA zupełnie nie wiedziałem, co to jest futbol amerykański. Podczas trzech lat spędzonych w Stanach zostałem “zarażony” tym sportem. Koledzy wytłumaczyli zasady, powiedzieli o co chodzi w futbolu. To bardzo twardy, kontaktowy sport, który bardzo mi się spodobał. I tak zaczęła się moja przygoda z tą dyscypliną.

Po zakończeniu kariery koszykarskiej zdecydował się Pan dołączyć do The Crew. Chodziło bardziej o pomoc w promowaniu dyscypliny, czy o nowe sportowe wyzwanie?
W zasadzie jedno i drugie. Kiedy dowiedziałem się, że futbol amerykański w Polsce dopiero się “rodzi”, a we Wrocławiu jest drużyna, to bardzo chciałem pomóc chłopakom w promocji i rozwijaniu tego ciekawego sportu. A z drugiej strony chciałem tego po prostu spróbować. Wiadomo, że to zupełnie coś innego niż koszykówka, a co za tym idzie, na pewno spore wyzwanie.

Nie był Pan jedyną osobą, znaną szerszej publiczności, która grała w The Crew. Swoją cegiełkę do rozwoju futbolu we Wrocławiu dołożył także Waldemar Kasta.
To prawda, Wall-E również tam występował. Jakoś dawaliśmy sobie radę i rozwijaliśmy na boisku nowe umiejętności. Waldek tak jak ja wcześniej znał ten sport, chciał spróbować swoich sił i również trafił do The Crew. Było to na pewno ciekawe doświadczenie i fajnie, że takie osoby jak on pomagały w rozwijaniu futbolu we Wrocławiu, bo początki nie były łatwe.

Pamięta Pan jeszcze czasy, gdy we Wrocławiu mieliśmy kilka silnych drużyn. Oceniając z perspektywy czasu – połączenie sił, a co za tym idzie powstanie Panthers, to jedyna droga, by zbudować w mieście naprawdę silny klub?
Myślę, że tak. Z jednej strony, jeżeli są dwie ciekawe, silne drużyny, które ze sobą rywalizują, to też jest zawsze dodatkowy “smaczek”, bo mamy mecze derbowe, które powodują większe napięcie. Ale z drugiej jednak strony, biorąc pod uwagę aspekty organizacyjne, jeśli chce się liczyć na pomoc Miasta, czy Gminy to zawsze łatwiej jest gdy mamy jedną drużynę i na szczęście do tego we Wrocławiu doszło. Z perspektywy czasu zdecydowanie można stwierdzić, że był to dobry kierunek. Panthers to obecnie najlepszy klub w Polsce i ścisła czołówka europejska.

Będąc w The Crew grał Pan na Stadionie Olimpijskim, ale jeszcze przed jego wyremontowaniem. Różnica względem jego aktualnego wyglądu jest ogromna?
Oczywiście, nie ma się co oszukiwać, Stadion Olimpijski przed modernizacją to było boisko już bardzo wiekowe, przeznaczone jednak przede wszystkim do piłki nożnej. Teraz po remoncie jest to już obiekt dedykowany dla futbolu amerykańskiego i wygląda bardzo profesjonalnie. Na pewno świetnie się na nim gra, a także ogląda futbolowe mecze. To doskonałe miejsce do śledzenia na żywo futbolu amerykańskiego i poznawania tego sportu.

Teraz Stadion Olimpijski możemy chyba śmiało nazwać polską świątynią futbolu amerykańskiego, to głównie tam odbyły się w ubiegłym roku największe futbolowe widowiska.
Tak, dzięki tej modernizacji, dzięki The World Games mamy teraz świetny obiekt, który można wykorzystywać już typowo futbolowo. Oby jak najczęściej.

Ogólnie, w ciągu tych kilkunastu lat, futbol nie tylko we Wrocławiu, ale w całej Polsce bardzo się rozwinął, w wielu miastach wygląda to profesjonalnie.
Futbol jest bardzo dynamicznie rozwijającą się dyscypliną w naszym kraju. Ja pamiętam jeszcze jego początki w Polsce. To był zupełna “partyzantka”. Było wielu pasjonatów, a nie było żadnego zaplecza, profesjonalnej organizacji, opieki medycznej. Jeśli coś się wydarzyło, to każdy z chłopaków musiał radzić sobie we własnym zakresie. Wiadomo, że klub próbował pomagać, ale nie miał takich możliwości, jakie mamy teraz. Przez tyle lat poszło to w dobrym kierunku.

Jednym z przykładów rozwoju futbolu jest Zielona Góra.
Tak, byłem na inauguracji sezonu w tym mieście. Już widać, że w Zielonej Górze jest to bardzo profesjonalnie organizowane. Świetny stadion, wypełnione trybuny, znakomite widowisko. Wiadomo, że im więcej drużyn z takim podejściem będziemy mieli w Polsce, tym większa będzie rywalizacja i popularność futbolu. Ten sport w Polsce wymaga dobrego propagowania i zapoznawania z jego zasadami nowych kibiców, takich którzy przychodzą po raz pierwszy zobaczyć co to w ogóle jest ten futbol amerykański.

Chyba lepszego scenariusza na ten mecz nie dało się wymyślić.
Zdecydowanie, patrząc i na poziom sportowy i emocje, mecz ułożył się idealnie. Wataha zwyciężyła praktycznie w ostatnich sekundach, a na trybunach było widać, że kibicom się bardzo podobało. Ogromny dreszczyk emocji i napięcie do samego końca nie zawsze się zdarzają, dlatego bardzo się cieszę, że takie spotkanie odbyło się na inaugurację sezonu. Do tego naprawdę profesjonalna organizacja. Przyznam, że było to świetne widowisko.

Myśli Pan, że po takim meczu kibice złapią “zajawkę” na futbol?
Myślę, że tak. Wspomniałem o konieczności tłumaczenia kibicom zasad i przyznaję, że w Zielonej Górze spiker robił to bardzo profesjonalnie. W prosty sposób na bieżąco przedstawiał kibicom, co dzieje się na boisku. Wiadomo, że dla niektórych osób w trakcie pierwszego meczu w życiu, ciężko nauczyć się od razu wszystkich zasad. Chodzi o podstawy, zainteresowanie kibica, by wiedział o co w tym wszystkim chodzi. A jeśli komuś się to spodoba, wróci do domu, poczyta nieco więcej o futbolu i przyjdzie na kolejne mecze.

Śledzi Pan rozgrywki NFL? Kiedyś jeszcze doczekamy się tam kolejnego Polaka?
Oczywiście, że oglądam NFL. Jestem kibicem New England Patriots i to od bardzo dawna, bo od czasu mojego pobytu w Stanach. Wówczas rozgrywającym był Drew Bledsoe, czyli jak widać, to dawne czasy (śmiech). Trudno, żebym był kibicem innej drużyny, w końcu mieszkałem w Nowej Anglii. Mam nadzieję, że jeszcze doczekamy się nie jednego Polaka. Sebastian Janikowski jest już u schyłku kariery, ale dobrze, że nie zamierza jej kończyć. Zapisał on kawał historii, jeśli chodzi o naszych rodaków w NFL. Futbol cały czas się rozwija i mam nadzieję, że odkryjemy jeszcze jakiś wielki talent i ktoś spełni swoje marzenie o grze w najlepszej lidze świata.

W czasach The Crew miał Pan okazję grania również z Babatunde Aiyegbusim. Liczył Pan, że uda mu się na stałe trafić do NFL i wtedy nastąpi w Polsce wielki boom na futbol?
Chyba wszyscy w Polsce na to liczyliśmy. Mocno trzymałem kciuki za Babsa, szkoda, że się nie udało, ale on i tak dobrze radzi sobie w Stanach, skupia się teraz na wrestlingu. Ta liga to już “top level”. Ogólnie, czy NFL, czy NBA to najwyższy poziom trudności z możliwych i dostanie się tam jest marzeniem milionów ludzi. Jeśli udało by się to kolejnemu Polakowi, byłaby super okazja do promocji dyscypliny.

Pańskim zdaniem ten “rozłam” w futbolu w Polsce był potrzebny?
Nie siedzę tak głęboko w strukturach futbolowych. Rozłamy nigdy nie są dobre na samym początku, natomiast zobaczymy co przyniesie przyszłość i czy da to dyscyplinie rozwój. Mam nadzieję, że dzięki temu wszystko jeszcze szybciej pójdzie do przodu. Ciężko mi jest to oceniać, bo nie jestem w środku tej organizacji, natomiast słysząc o rzeczach, które działy się w przeszłości, myślę, że wyjdzie to futbolowi na dobre.

Prezesem LFA został Marcin Wyszkowski, który do tej pory rozwijał futbol we Wrocławiu. Pańskim zdaniem jest odpowiednią osobą na to stanowisko?
Tak, Marcin jest w futbolu od samego początku, odkąd The Crew powstawało we Wrocławiu. Zobaczymy jak to wszystko się rozwinie, sam jestem tego ciekaw. Jeżeli nadal będziemy obserwowali tak dynamiczny i profesjonalny postęp, jak w ostatnim czasie, to myślę, że Marcin Wyszkowski okaże się trafionym wyborem.

LFA przedstawia ciekawe pomysły, jak choćby mecz gwiazd. W Stanach takie spotkania to norma od wielu lat, u nas też może to spełnić swoją rolę?
Tak jak mówisz, to u nas zupełnie nowa inicjatywa, więc czy się sprawdzi, zobaczymy za kilka miesięcy. To na pewno ciekawy pomysł. Jeżeli będzie to wydarzenie ciekawie oprawione, profesjonalnie zorganizowane i zareklamowane, to jak najbardziej może okazać się strzałem w dziesiątkę. Pierwsze kroki zawsze są trudne, pomysły trzeba przedstawić nowym kibicom i zachęcić ich do przyjścia na stadion. Mam nadzieję, że to wypali, bo na chwilę obecną zapowiada się bardzo dobrze.

Jak duży Pana zdaniem potencjał drzemie w futbolu? Jest w stanie w nieco dalszej przyszłości spróbować równać się pod względem popularności choćby z koszykówką?
Czas pokaże, bo też muszę przyznać, że obecnie koszykówka jest trochę w dołku. Jak pokazywały to mecze o mistrzostwo z ostatnich lat, jak choćby finał na Stadionie Narodowym, gdzie przyszło ponad 20 tysięcy kibiców, potencjał w futbolu jest duży. Potrzebujemy jednak odpowiednich ludzi, żeby go nie zmarnować, a dalej rozwijać. Tak, żeby nie było już więcej rozłamów, a wspólne tworzenie czegoś wartościowego dla kibiców, co pozwoli iść dalej do przodu.

Czym LFA może jeszcze nas zaskoczyć?
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ LFA istnieje od niedawna i na pewno jeszcze czymś zaskoczy. Ten mecz gwiazd jest ciekawą inicjatywą, ale liczę przede wszystkim na dobre szkolenie młodzieży, bo nie można zapominać o podstawie całej piramidy. Należy zachęcać młodych ludzi do uprawiania futbolu, żeby było jeszcze więcej wychowanków i osób, które trenują futbol od dziecka. Dopiero wtedy będzie można liczyć na prawdziwy rozwój i odkrycie jakiegoś wielkiego talentu, który będziemy mogli wysłać prosto z Polski do USA.

 

Rozmawiał Mariusz Kańkowski
Biuro Prasowe LFA